RoadTrip Uganda #1: Na pewno zginiecie w Ugandzie

„Ugandę trzeba zaplanować, bo z Afryki nie wrócicie.” Mój wieloletni znajomy starał się jak mógł, żebym była przygotowana na naszą afrykańską wyprawę do Ugandy. Ale i tak w planowaniu ponieśliśmy klęskę. Zarezerwowaliśmy tylko nocleg na pierwszą i ostatnią noc, zorganizowaliśmy auto i kupiliśmy wycieczkę do goryli. Mieliśmy pokryte 3 z 14 dni. I to było więcej niż zazwyczaj. Liczyliśmy na mobilny internet. Jak będzie działał – nie mieliśmy pojęcia. Niektórzy na Facebooku mieli jasną opinię na temat naszego losu: „Na pewno zginiecie w Ugandzie.”  
Jak Uganda będzie wyglądać, właściwie nie mieliśmy pojęcia. Kompletnie żadnego.
Jak Uganda będzie wyglądać, właściwie nie mieliśmy pojęcia. Kompletnie żadnego.
✈️ Tanie loty
Szukasz tanich lotów?
Porównaj wszystkie linie i znajdź najtańsze terminy. · Więcej tanich lotów →
Znajdź lot →
📶 DANE NA PODRÓŻ · Uganda
Internet w telefonie na wakacjach — przez eSIM
⚡ aktywacja QR w 2 min · 📱 bez fizycznej SIM · 🌍 113 krajów · od 8,50 €
Wybierz eSIM na cały świat →
✅ Od zespołu bloga podróżniczego Loudavým krokem · Nasz własny projekt — lk-sim.com

Na lotnisku: „A Uganda to dobre miejsce dla turystów?”

Brak planu nie był całkowicie wolnym wyborem. O Ugandzie trudno znaleźć świeże informacje – to nie jest najpopularniejszy kierunek turystyczny.
Czymś takim tu przylecieliśmy.
Taka kompozycja z samolotu na miejscowej plaży. Czymś takim tu przylecieliśmy.
Dobrze ilustruje to rozmowa na lotnisku: „A wy mieszkacie w Ugandzie?” „Nie, jedziemy tam na wakacje.” „Uganda to dobre miejsce dla turystów?” „No cóż, mamy nadzieję, że tak.”
Jezioro Wiktorii. Wygląda jak idylla, ale kąpiel w nim skończyłaby się prawdopodobnie paskudną chorobą. Nawet miejscowi się nie odważają.
Jezioro Wiktorii. Wygląda jak idylla, ale kąpiel w nim skończyłaby się prawdopodobnie paskudną chorobą. Nawet miejscowi się nie odważają.
Przewodnik można dostać tylko po angielsku, a i to okazało się problemem. Czekaliśmy na zamówiony egzemplarz trzy tygodnie – sklep internetowy zapewniał nas co drugi dzień, że dotrze za trzy dni. Nigdy nie dotarł. W końcu okazało się, że go po prostu nie mają. Z perspektywy czasu myślę, że był to znak, jak będzie wyglądać Uganda w praktyce.
Do Ugandy zdecydowanie nie jedzie się plażować i opalać
Do Ugandy zdecydowanie nie jedzie się plażować i opalać
I właśnie wtedy zaczęliśmy się denerwować. Tydzień przed wylotem nie mieliśmy nic. W internecie znaleźliśmy tylko bardzo szczątkowe informacje. Bo ci, którzy w ogóle jadą do Ugandy, podróżują z biurem podróży albo z prywatnym kierowcą. Nie sami, z namiotem i bez żadnego porządnego planu. A to właśnie zrobiliśmy my.

W Egipcie o mały włos skończyliśmy w więzieniu

Adrenalina doczekaliśmy się jeszcze zanim postawiliśmy stopę na ugandskiej ziemi – o mały włos wylądowaliśmy za kratkami w Egipcie. Po wylądowaniu w Kairze zobaczyliśmy tuż przed kontrolą bezpieczeństwa dwumetrowy napis: zakaz dronów. Nie było czasu na myślenie ani dyskusję – napis zobaczyliśmy mniej więcej minutę przed tym, jak plecak wjechał pod skaner. Stałam po drugiej stronie taśmy i obserwowałam, jak podręczny bagaż z dronem kilkakrotnie wraca do tunelu, a w głowie recytowałam wszystkie modlitwy, których nauczyła mnie w dzieciństwie babcia.
Plaże tu mają, tyle że kąpać się na nich nie wolno. Za to stoją na nich samoloty.
Plaże tu mają, tyle że kąpać się na nich nie wolno. Za to stoją na nich samoloty.
„Otwórzcie to.” Egipcjanka wskazała na monitorze na przedmiot w plecaku. Ale to nie był dron. Podejrzany okazał się zewnętrzny akumulator do drona. Przez chwilę go oglądała, po czym nam go oddała. Byliśmy wolni.

Największy wróg Afryki: dron

Radość szybko minęła, gdy odkryliśmy, że przed wejściem na pokład czeka nas kolejna kontrola. Nigdzie na stronie EgyptAir nie było informacji o zakazie dronów. „Aha, w Egipcie zabronione jest nawet posiadanie drona. Tutaj piszą, że mogą nas od razu zamknąć.” „To damy im drona. I będzie okej – tutaj ktoś pisze, że zabrali mu tylko śmigła” – mówiliśmy sobie i niemal pogodzeni z losem stanęliśmy przed drugą kontrolą. Znowu przeszło.
To, że białych ludzi tu nie widać na co dzień, czuć od razu
To, że białych ludzi tu nie widać na co dzień, czuć od razu
Ale w końcu i tak nam go zabrali. Zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Entebbe. Okazało się, że w internecie nie znajdziesz rzetelnych informacji dotyczących dronów w Ugandzie. Ugandyjczycy przepraszali nas bardzo serdecznie. „Mamy tu specjalny pokój na drony, możecie go po prostu odebrać później.” Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że za 200 dolarów moglibyśmy zabrać go od razu. „Mamy około 54 plemion i każde ma swój język. Dlatego dobrze, że angielski jest językiem oficjalnym.” Jest czwarta w nocy i jedziemy przez zakurzone ulice samochodem starym co najmniej dwadzieścia lat. Nasz kierowca z Guest Housu Via Via z zapałem opowiada nam o kulturze ugandyjskiej i zwyczajach poszczególnych plemion.
Moskitiera to nie ozdoba. Uganda należy do krajów z jednym z najwyższych ryzyk malarii.
Moskitiera to nie ozdoba. Uganda należy do krajów z jednym z najwyższych ryzyk malarii.
„No i są takie plemiona, które robią obrzezanie. Nawet kobietom. I to jest naprawdę straszne.” – komentuje, ale nie zatrzymuje się przy tym dłużej i jedzie dalej, podczas gdy droga coraz bardziej się pogarsza, a my już mamy nadzieję, że zaraz dojedziemy. W końcu zatrzymuje się przy betonowym murze z drutem kolczastym. Widzimy szyld naszego noclegu i ogromną bramę, która powoli się otwiera. „A po co wam ten drut kolczasty? To przeciw zwierzętom?” – pyta Łukasz, choć oboje znamy już odpowiedź. „Nie. Przeciw ludziom. Ta dzielnica też ma swoje problemy.”
Guest House Via Via to takie bezpieczne schronienie. Raj za ogrodzeniem z drutu kolczastego.
Guest House Via Via to takie bezpieczne schronienie. Raj za ogrodzeniem z drutu kolczastego.

Dla Ugandyjczyków jestem chodzącym dolarem

Obudziliśmy się w porannej Ugandzie, w dawnej stolicy – Entebbe. Piję kawę w Guest Housie i chrupię bananowe naleśniki z górą egzotycznych owoców. Mam wrażenie, że to raj. Wszyscy są dla nas mili, zaczynam mówić, że to tacy afrykańscy Kanadyjczycy. Ale to trwa tylko do momentu, gdy dociera do mnie, że jesteśmy dla nich chodzącymi dolarami.
Ogród botaniczny w Entebbe.
Ogród botaniczny w Entebbe.
Wychodzą z brudnej chaty, ale ubrane są w sukienki Auto mają nam przywieźć dopiero następnego dnia, więc wyruszamy na zwiedzanie piechotą. Dzieci machają do nas, dorośli gapią się albo też machają – jakby nigdy wcześniej nie widzieli białej skóry. Kobiety noszą na głowach absolutnie wszystko: słomę, kanistryki z benzyną i kłody drewna.
Na głowie można nieść absolutnie wszystko
Na głowie można nieść absolutnie wszystko
Głową pomagają sobie też mężczyźni. Ale to kobiety fascynują nas bardziej. Niezależnie od tego, z jakiej nory wychodzą, zawsze są elegancko ubrane w kolorowe sukienki, z nienaganną fryzurą. Na tle słomianej, brudnej chaty te zjawiska wyglądają jak chodzący oksymoron.
Ugandyjki to najbardziej eleganckie kobiety, jakie kiedykolwiek spotkałam
Ugandyjki to najbardziej eleganckie kobiety, jakie kiedykolwiek spotkałam
Przewodniczę wam dobrowolnie i za darmo. Ale teraz zapłaćcie. W miejscowym ogrodzie botanicznym zapłaciliśmy za wstęp i za aparat i już wyobrażaliśmy sobie romantyczny spacer przez dżunglę wśród małp. Ale ledwo oddaliśmy pieniądze, okazało się, że stoi obok nas Ugandyjczyk i w swojej afrykańskiej angielszczyźnie tłumaczy mi, że przed nami rośnie drzewo mango.
Uniknięcia małp w Ugandzie jest po prostu niemożliwe
Uniknięcia małp w Ugandzie jest po prostu niemożliwe
„Jestem tu wolontariuszem, nie dostaję wynagrodzenia, bo studiuję i chcę zostać rangerem.” Ani ja, ani Łukasz nie jesteśmy zbyt dobrzy w odmawianiu, więc pozwoliliśmy mu opowiadać o roślinach – i z romantycznego spaceru wśród małp zrobiło się wykład botaniczny. „A teraz czas, żebyście mi zapłacili.” Łukasz spojrzał na niego, po czym wręczył mu 10 tysięcy ugandyjskich szylingów. „To za mało. Normalnie biorę 10 tysięcy od osoby.”

Uczymy się mówić nie

Próby wyciągnięcia od nas więcej pieniędzy zdarzają się niemal codziennie. Czasem wprost – po prostu proszą o kasę. Ale najczęściej zmierzają w kierunku emocjonalnie niebezpiecznym: przez kilka minut słuchamy, jak tu są biedni, albo nasz przewodnik-ranger dzwoni do żony po angielsku, że nie mają dość pieniędzy na Boże Narodzenie. Pewnie byśmy nie zorientowali się, że chce nas po prostu oskubać, gdyby nie to, że dziesięć minut wcześniej rozmawiał z żoną po suahili. Po co teraz miałby mówić po angielsku? Innym razem wymyślają, że pobierają opłatę za wjazd do parku narodowego, albo próbują przekonać, że za kemping płaci się 20 dolarów od osoby, choć na stronie jest podane 10. Zazwyczaj i tak dopłacamy, ale stopniowo kasa się kończy. Uganda jest paradoksalnie dla turystów dość droga. I tak uczymy się mówić nie. Ugandyjczycy przyjmują to sportowo. „10 dolarów od osoby też dobrze.”
„Jestem tu przewodnikiem za darmo,
„Jestem tu przewodnikiem za darmo,” a potem poprosił o pieniądze.

Że jesteś w kraju rozwijającym się, długo nie zapomnisz

Czas tu płynie trochę inaczej. Autobusy odjeżdżają, gdy się zapełnią – możesz więc czekać godzinę albo i cały dzień. Kiedy pytamy recepcjonistkę, do której czynny jest bar, odpowiada: „Do później.” Na początku myślimy, że to żart, ale „do później” to tu zupełnie normalny przedział czasowy. Nie wiemy, ile to godzin ani czy to w ogóle jakaś konkretna pora – ale supermarkety też mają czasem na szyldzie napisane „otwarte do później”.
Śniadanie w Via Via będziemy wspominać przez kolejne 2 tygodnie. W większości miejsc nie ma lodówek, nie ma sezonu turystycznego, więc niczego nie mają. A jak już coś mają, to leży tam od jakiegoś czasu.
Śniadanie w Via Via będziemy wspominać przez kolejne 2 tygodnie. W większości miejsc nie ma lodówek, nie ma sezonu turystycznego, więc niczego nie mają. A jak już coś mają, to leży tam od jakiegoś czasu.
Bar jest czynny do później Liczby to zdaje się prawdziwy ugandyjski problem. Ceny wstępów są czasem podawane po części w ugandyjskich szylingach, po części w dolarach. Wstęp dla ludzi płaci się w dolarach, wstęp dla auta w szylingach. Jeśli chcecie przeliczyć to na jedną walutę, trwa im to wieczność. Odejmowanie 13 tysięcy od 20 tysięcy szylingów to zawsze zadanie dla kalkulatora. Bez wyjątku. Z jakiegoś powodu nie chcą też dolarów amerykańskich wydanych przed 2011 rokiem – dostają za nie gorszy kurs w szylingach. Dlaczego – nie udało nam się ustalić.
Auto wynajęliśmy z kompletnym wyposażeniem kempingowym
Auto wynajęliśmy z kompletnym wyposażeniem kempingowym
Rano Ugandyjczyk przywiózł nam auto. Ugandyjczycy są generalnie bardzo słabi w organizacji, ale ten nasz był chyba najbardziej roztrzepanym z wszystkich, których spotkaliśmy. Musiał do nas wracać kilka razy. Na początku zapomniał dać nam telefon – wysłał go przez innego miejscowego. „Właśnie widzę, że zapomniał kupić wam kartę SIM, więc kupcie sobie sami.”
Entebbe na początku wydało nam się dość brudnym miastem. Ale po 14 dniach uważamy je za raj czystości.
Entebbe na początku wydało nam się dość brudnym miastem. Ale po 14 dniach uważamy je za raj czystości.
Ale na tym nie koniec. Po czterech godzinach gonimy roztrzepanego Ugandyjczyka po ulicach Entebbe, próbujemy właściwie interpretować jego afrykańską angielszczyznę i mamy nadzieję, że jeszcze dziś z tego bałaganu wyjedziemy. Zapomniał przekazać nam to najważniejsze – pozwolenie na goryle. Jeśli martwisz się o łączność w podróży, warto rozważyć kartę eSIM Holafly lub Yesim – działają w wielu krajach afrykańskich i pozwalają uniknąć problemów z lokalną kartą SIM.

Dlaczego Ugandyjczycy boją się deszczu

Kiedy w końcu opuszczamy Entebbe, jest południe. Żeby dotrzeć do celu, musimy przejechać przez stolicę – Kampalę. Nie sposób stwierdzić, kiedy już w niej jesteśmy – domy nie ustępują nawet na kilometr, a ruch staje się coraz gęstszy. Żadnych znaków. Dwa oryginalne pasy ugandyjską kreatywnością zamieniają się w pięć, a obok nas trąbią taksówki i boda boda (motocykl-taksówka). Łukasz ma już kompletnie czerwone ręce od ściskania kierownicy. Afrykańskie drogi nie mają nic wspólnego z europejskimi. A do tego jeździ się tu lewą stroną. I wtedy przychodzi deszcz.
Mniej więcej tak wyobrażałam sobie Ugandę, ale okazało się, że moje wyobrażenia były tak samo ograniczone jak zawsze
Mniej więcej tak wyobrażałam sobie Ugandę, ale okazało się, że moje wyobrażenia były tak samo ograniczone jak zawsze
Przez chwilę się cieszymy. Przy pierwszej kropli ulice się wyludniają. Ugandyjczycy w deszczu dosłownie nie robią nic – poza ucieczką gdziekolwiek, gdzie jest sucho. Życie staje w miejscu. Po boda boda nie ma śladu i możemy swobodnie przejechać.
Kampala. Miejsce, gdzie dwa pasy ruchu to zdecydowanie za mało.
Kampala. Miejsce, gdzie dwa pasy ruchu to zdecydowanie za mało.
Po chwili rozumiemy, dlaczego – i radość mija. W ciągu 10 minut droga jest dosłownie zalana i mamy wrażenie, że nadeszła powódź. Jezdnia pod wodą zmienia swój kształt nie do poznania i w końcu my też musimy się zatrzymać. Wpadać na deszcz w najgorszym możliwym momencie – to będzie nam towarzyszyć regularnie przez całą podróż. Ale i tak jesteśmy wdzięczni za porę deszczową. Godzinny prysznic raz na cztery dni przeżyjemy, a w zamian przyroda nagradza nas zielenią. Przepiękną zielenią, która w sezonie suchym szybko zamienia się w żółtą pustynię.

Następnym razem opowiemy o zwierzętach i drodze śmierci do parku narodowego…

IMG 9828IMG 9702
lukas a lucka
Lukáš i Lucie polecają
Gdzie się zatrzymać w Ugandzie
2 noclegi polecane na Twoje wakacje

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Wpisz tutaj swoje imię i nazwisko

To jest miejsce, gdzie jesteś

PodróżeAfrykaRoadTrip Uganda #1: Na pewno zginiecie w Ugandzie

Najnowsze artykuły na blogu