Slatiny: Miejsce w Pradze, które budzi strach

Podbiegły do mnie dwie dziesięcioletnie dziewczynki.

„Masz papierosa?” Niebieskie, urocze oczy blondynki zdecydowanie nie pasują do żadnego stereotypu o rodzinach wykluczonych społecznie. Ta druga – ciemnowłosa, o ciemnej cerze – ta nikogo by nie zaskoczyła. Ale to nie jest świat stereotypów, to jest rzeczywistość. Praga Czechy potrafi zaskoczyć – nawet kogoś, kto myśli, że zna to miasto na wylot. Zalegający z czynszem nie mają określonego koloru skóry, włosów, oczu. Po prostu zalegają z czynszem.

„Nie mam.” Kłamię – w te rejony, zaczynające się za stadionem Slavii, nikt nie wchodzi bez paczki papierosów. Przed znajomymi żartuję, że to jak w więzieniu – waluta.

Slatiny - opuszczone zabudowania w Pradze

Dziewczyny krzyczą za mną słowa, których nie muszę tu powtarzać. I mogę powiedzieć, że to prawdopodobnie pierwsza chwila w moim życiu, kiedy boję się dziesięcioletnich dziewczynek. Na moją obronę – widzę, że na tym opuszczonym placu czeka na nie cała paczka. I krzyczą w moją stronę. Słowa na „K” i „P” z nieoryginalnymi epitetami fruwają w powietrzu.

Mijam kilka legowisk ze śmierdzących szmat i starej elektroniki, gdy dociera do mnie, że będę musiała zawrócić i przejść obok nich z powrotem. Za pierwszym razem nie trafiłam do Slatin. Zamiast na miejscu w Slatinach znalazłam się w zarośniętej dżungli gdzieś przy torach kolejowych. Tutaj też czekam, że z każdego krzaka ktoś na mnie wyskoczy.

Nie chcę biec, żeby nie wyglądało, że się boję. Idę szybkim krokiem z powrotem, serce bije mi aż w opuszkach palców, które drżą schowane głęboko w kieszeniach kurtki.

Omijam dzieci łukiem i kieruję się na ścieżkę prowadzącą do pierwszej dawnej kolonii ubogich Pod Bohdalcem, dziś służącej głównie działkowcom.

„Te dzieci są przerażające.” Zagaduję pierwszą napotkaną osobę.

„To nie są dzieci, to są skurczybyki. W zeszłym tygodniu pobili tu jakiegoś dziadka.” Najwyraźniej naprawdę nie bawią się tu w berka, pomyślałam.

„Mieszka pan w Slatinach?” Rozmawiam z ciemnowłosym mężczyzną z wyłamanym przednim zębem, trzymającym w ręce reklamówkę, ubranym w khaki wojskową kurtkę. Tłumaczę mu, że szukam starych mieszkańców Slatin. Nędzne kolonie Pod Bohdalcem i Na Slatinách to praski ewenement. Znajdują się zaledwie kilka kroków od praskiego stadionu Eden i ledwo do nich wkroczysz, masz wrażenie, że znalazłeś się poza miastem i przede wszystkim w innym czasie.

Kolonia Pod Bohdalcem - zabudowania działkowców w Pradze

Zaułki Slatin w Pradze

Dawna szkoła podstawowa w Slatinach - dziś zamieszkała przez squatersów
Najbardziej znany budynek w okolicy. Dawna szkoła podstawowa. Dziś zamieszkuje ją rodzinka wesołych ćpunów. Niestety zawsze się chowali, kiedy tam byłam. Może i dobrze.

Kolonie powstały w latach 20. XX wieku, gdy Praga stała się prawdziwą metropolią i ruszyła wielka fala budownictwa. Do miasta napływali ludzie szukający pracy, a właśnie w tych miejscach gmina wydzierżawiła grunty za grosze i zaczęły tu wyrastać domki sklejone z tego, co ludzie znaleźli. Dziś większą część kolonii Pod Bohdalcem zdominowali działkowcy, ale reszta wraz z niemal całymi Slatinami zamieszkana jest przez margines społeczny. Od dawnych mieszkańców, których ubywa, przez bezdomnych, nielegalnych imigrantów, narkomanów aż po Romów.

Láďa M. przy swoim domu w Slatinach
Láďa M. jest właścicielem całego bliźniaka. Planuje go stopniowo remontować.

„No, pamętnikarzem to jeszcze chyba nie jestem, ale moja rodzina mieszkała w Slatinach, ja tu wyrosłem.” Zaprasza mnie do siebie, żebym zajrzała do bliźniaka, gdzie kiedyś mieszkały dwie rodziny. Każda miała jedną izbę.

Przyglądam się człowiekowi, który przedstawił się jako Láďa M., i pytam siebie, czy tak właśnie wygląda morderca i gwałciciel. Odpowiadam sobie: Tak, wygląda.

„Niech się pani nie boi, nic pani nie zrobię. Pokażę pani zdjęcia.” Láďa M. zauważa moje wahanie. Ale mówię sobie: wygląda jak morderca i gwałciciel, ale większość morderców i gwałcicieli jak mordercy i gwałciciele nie wygląda.

„A mogę najpierw zrobić panu zdjęcie przed domem?”

„Nie mogłoby to być później?”

„Zaraz zrobi się ciemno,” tłumaczę. Láďa kiwa głową, a chwilę później nalewa mi trzy-kartony-za-złotówkę podróbkę coca-coli.

„Przepraszam, zamknę na klucz, tu kradną.” I znowu zapewnia mnie, że nie muszę się bać, po prostu nie chce, żeby ktoś łaził po jego terenie. Brzmi jak bajka o koźlątkach.

Paradoksalnie czuję mniejszy strach niż na zewnątrz, wśród dziesięcioletnich dzieci. Na dworze robi się ciemno, siedzimy przy stole, piję tanią colę, a Láďa zdążył mi już opowiedzieć całe swoje życie i teraz pokazuje stare fotografie.

Świecimy latarką, bo tutaj nie ma prądu ani wody. Elektryczności tu nigdy nie było, a rury wodociągowe popękały kilka lat temu.

„Tata tu mieszkał, ja po nim odziedziczyłem i teraz remontuję. Ale mnie to nie przeszkadza, że nie ma prądu. Nie mam telewizora. Świecę latarką. Elektryczności nie potrzebuję. Lubię tu być, bo czas jakby się tu zatrzymał.” Wyjaśnia mi.

„A co tu pan robi? Czyta pan?”

„Też, czasopisma. Ale latem najbardziej lubię rozpalić ognisko i patrzeć w ogień. Lepsze to niż telewizja.” I już stoi przy szafie, wyciąga czasopisma i daje mi je, żebym zabrała do domu, gdy mówię mu, że też lubię czytać.

„Ja już wszystkie przeczytałem,” wyjaśnia i wciska mi przynajmniej jeden numer sprzed kilku lat.

Proponuje mi jeszcze colę, ale już chce mi się do toalety, za oknem robi się ciemno i nie chcę iść stąd po ciemku, ani pchać się po ciemku do suchego wychodka.

„Ale do Slatin niech pani sama nie chodzi. Niech pani do mnie zadzwoni, umówimy się, ja panią oprowadzę. Ze mną będzie pani bezpieczna.” Żegnamy się.

– – –

Wciąż nie mam odwagi wejść do Slatin samej. Błądzę po działkowych koloniach Pod Bohdalcem i podziwiam najrozmaitsze miejscowe budowle. O ile historycznie najciekawsze są wagony przerobione na mieszkania, mnie najbardziej zachwyca dom, gdzie na ogrodzie mają domek dla dzieci na drzewie, zbity ze wszystkiego, co się znalazło.

– – –

„To ma być Praga?” Śmieje się do mnie František H., który w kolonii mieszka całe życie. Od wiosny do zimy pracuje na działce i cieszy się spokojem, jaki daje ta część Pragi.

František jest dla mnie takim miejscowym Don Juanem. Zaczyna rozmowę o ślubie, ale ponieważ nie umiem ugotować tradycyjnej czeskiej svíčkovej, jesteśmy poza grą.

František staje się moim oparciem w kolonii działkowej. Zapoznaje mnie z ludźmi, do których należy mój ulubiony domek na kurzej nóżce. I od razu zapraszają mnie na kotlet. Z podziękowaniem odmawiam i uświadamiam sobie, że znalazłam się w miejscu w Pradze, gdzie wciąż można mówić o jakimś życiu wspólnotowym. Wszyscy się tu znają. Czy to naprawdę Praga?

„Nie chce pani pojechać z nami na grzyby? Jedziemy jutro!”

František (po prawej) - mieszkaniec kolonii działkowej Pod Bohdalcem w Pradze
Bez Františka (po prawej) nigdy nie poznałabym uroku kolonii działkowych.

– – –

Czas posunąć się dalej. Czas zajrzeć do Slatin. Pomaga mi Petr Ryska z „Prahy Neznámé” (Nieznana Praga). Przechodzę z całą jego grupą przez Slatiny, zapamiętując miejsca, do których muszę wrócić.

– – –

Czuję się już w Slatinach jak w domu. Znam każdą uliczkę, wiem, gdzie się za długo nie zatrzymywać, poznam, gdzie właśnie spłonął dom – bo to tu po prostu codzienność. Dom, który widziałam tydzień temu, dziś już tu nie ma. Spłonął.

Dziś biorę ze sobą Łukasza, odwiedzamy świadka dawnych czasów. Myślałam, że nic mnie już nie może zaskoczyć – po Łukaszu widać jednak, że środowisko pełne brudu, ruin, spalonych domów i ekscentryków nie jest dla niego zbyt komfortowe. Mnie już dobrze zna. Ja jestem w raju.

Gdy opuszczamy panią Annę Ch., pada deszcz. Postanawiam skrócić sobie drogę błotnistą ścieżką, którą Anna nam pokazała. I wtedy to zobaczyłam. Ogromna biała chmura dymu unosi się nad przyczepą kempingową. Nic niezwykłego – wiadomo, że w Slatinach wieczorami nie da się oddychać. To taki miejscowy hobby: palenie domów i wszystkiego dookoła. Dobra, większość dymu pochodzi z tego, jak ludzie wieczorami palą w piecach. Niezbyt ekologicznie.

Do tej pory nie doświadczyłam jeszcze legendarnych chmur smogu. Zawsze starałam się wychodzić stąd przed czwartą po południu. Ludzie mnie ostrzegali. Ale teraz wiem jedno: muszę iść bliżej, w stronę dymu z przyczepy. Opar, zimne powietrze i mróz, który zamienia krew w lodowatą masę.

Spalony dom w Slatinach - Praga Czechy

To samo miejsce kilka miesięcy później - ruiny w Slatinach
Czasem coś tu się wali. To samo miejsce kilka miesięcy później.

„Nie lepiej pójść inną drogą?” Mówi Łukasz, ale już tylko dla zasady. Zna mnie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że właśnie tędy idziemy.

„Pójdziemy wzdłuż płotu, przynajmniej szybciej będziemy przy autobusie.”

Siedem owczarków rzuca się na nas i szczerzy zęby. Pięć małych i dwa duże, które skaczą tak wysoko, że przez chwilę mamy wrażenie, że przeskoczą przez płot, który zdecydowanie nie wygląda na poważną przeszkodę. Uciekamy. Kobieta i mężczyzna krzyczą przed przyczepą. Na psy. Na nas, co tam robimy.

„Cicho!”

„Czego tu chcecie! Cicho! No dalej!” Psy szczekają, a my uciekamy wzdłuż płotu, który wydaje się nie mieć końca. Wychodzi też facet i też krzyczy.

„Biegnij.”

„Boskie.” Zwalniam i wpatruję się w posesję za płotem. Przyczepa, z której bucha ogromna chmura białego dymu, stoi obok resztek domu, który niedawno spłonął. Po jednej stronie wysypisko, po drugiej stos drewna. I wycie psów. Szczekanie i zęby owczarków.

„Muszę tu wrócić.”

– – –

„Pójdę sama. Muszę. Jak co, to zadzwonię.” Tydzień psychicznie przygotowywałam się na tę akcję. Wiedziałam, że muszę tam iść, wiedziałam, że to zdecydowanie nie wygląda bezpiecznie. Najprawdopodobniej też nie będzie.

„Masz gaz pieprzowy?”

„Tak, mam.”

„Od razu napiszesz, że jest OK.”

„Jasne. Ale poczekaj przynajmniej dziesięć minut.”

„Tylko podbiegasz tam i od razu z powrotem, tak?”

„Truchtem tam i z powrotem.” Kiwam głową. I biegnę od stacji benzynowej w stronę Slatin, żeby mieć jak najwięcej czasu.

Gdy dochodzę do uliczki prowadzącej w stronę owczarków, widzę stojący tam radiowóz. To błotnisty, mroźny dzień – na szczęście nie na tyle zimny, żeby nie dało się fotografować. Pewnie coś przeskrobali. Wyobrażam sobie najgorsze rzeczy, jakie można zrobić bezdomnemu. To prawdopodobnie ćpuny. Jest ich tu dużo.

„Uwaga, są tam owczarki. Chyba z dziesięć,” przesadzam i staram się przy okazji sprawdzić, czy idą w tym samym kierunku. Policjant tylko kiwa głową i patrzy na aparat.

„Fotografuję tu projekt szkolny.” I zaczynam gorączkowo tłumaczyć, dlaczego tu jestem, bojąc się, że powie mi, żebym sobie poszła. Policjanta jednak nie interesuje cel mojej wizyty w Slatinach, ale obiektyw. Pozwalam mu się przyjrzeć, a potem już spokojnie idę za nim uliczką w stronę psów.

Owczarki przy ogrodzeniu w Slatinach - Praga

Wydzierają się, szczerzą zęby, budzą grozę. Ja jestem spokojna. Stoję pośrodku przy płocie i fotografuję. Słyszę, jak krzyczy na mnie kobieta, i nie daję się wyprowadzić z równowagi nawet gdy pies szarpie płot i wygląda na to, że naprawdę się przez niego przedostanie. Serce mi bije, czuję je w palcach, żołądku, głowie. To bicie zagłusza krzyki zbliżającej się kobiety. Jedyne, co się liczy, to że ręce robią zdjęcia. Mam zdjęcie, które chciałam.

Spalony dom w Slatinach - Praga Czechy
Dom Romów podpalili ćpuny. Dziś pilnuje posesji kilkoro bezdomnych z kilkoma owczarkami.

„Co tu robicie? Jak wy śmiecie? Macie zezwolenie na fotografowanie?”

„Mam.” Nie wydaje mi się, żebym kłamała. Zdecydowanie jednak nie mówię też prawdy. Nic innego jednak w tej chwili powiedzieć nie możesz.

„Jeśli chcecie, to wam go przyniosę.” Dodaję kolejne kłamstwo i mam nadzieję, że papier ze szkoły wystarczy. Widać, że zaskoczyłam kobietę. Co chwilę okrzykuje psy, a ja zbliżam się i wciągam ją w rozmowę. Teraz widzę, że nie mam się czego bać. To kobieta drobnej postury, brązowe, lekko rude kręcone włosy, oczy, które przeżyły więcej, niż człowiek w jej wieku powinien – ale zdradzają, że to nie narkomanka ani alkoholiczka.

„My znamy takich jak wy. Przychodzą tu nagrywać, a potem wrzucają nas między ćpunów, którzy to tu niszczą i podpalają, rozumiesz?” Rzuca na mnie z wyrzutem.

„Przykro mi. Wiem, że tu pilnujecie.” Na te słowa w oczach kobiety pojawia się błysk i widzę, jak powoli się odpręża. Ze mnie też spływa napięcie.

„My to tu remontujemy. Widzi pani to drewno? Niedawno to tu podpalili ćpuny.” Kiwam głową, a już są przy mnie małe wilczątka, które przemknęły przez dziurę gdzieś w ogrodzeniu. Z lubością obgryzały mi ręce, machając przy tym ogonkami. Jej czuły spojrzenie na te sterty gryzących kudłaczy dało mi kolejną lekcję z uprzedzeń.

To, co budzi grozę, może być też najserdeczniejszym miejscem Slatin.

I tak się zaprzyjaźniłam.

Z miłośniczką psów.

Mała działka w kolonii Pod Bohdalcem - Praga Czechy
Z jednej małej działeczki.
Spalone domy w Slatinach - Praga Czechy - pożary to tu codzienność.
Czasem jakiś dom ci w Slatinach spłonie. Czasem całkiem często.
✈️ Tanie loty
Szukasz tanich lotów?
Porównaj wszystkie linie i znajdź najtańsze terminy. · Więcej tanich lotów →
Znajdź lot →
📶 DANE NA PODRÓŻ · Czechy
Internet w telefonie na wakacjach — przez eSIM
⚡ aktywacja QR w 2 min · 📱 bez fizycznej SIM · 🌍 37 krajów · od 3 €
Wybierz eSIM na Europę →
✅ Od zespołu bloga podróżniczego Loudavým krokem · Nasz własny projekt — lk-sim.com

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Wpisz tutaj swoje imię i nazwisko

To jest miejsce, gdzie jesteś

EuropaCzechySlatiny: Miejsce w Pradze, które budzi strach

Najnowsze artykuły na blogu