TL;DRNarzędzie Grammarly to bezpłatne sprawdzanie angielskiej gramatyki, ortografii, interpunkcji i słownictwa w czasie rzeczywistym, wraz z wykrywaniem plagiatu. Działa jako wtyczka do przeglądarek, aplikacja online oraz program na komputer zintegrowany z systemem — wersji mobilnej na razie nie ma. Podstawowa wersja jest darmowa, nie wymaga podania karty płatniczej, nie ma reklam i wystarczy większości osób, które piszą po angielsku tylko sporadycznie. Tekst analizowany jest na bieżąco, a podpowiedzi dotyczące poprawek i stylu pojawiają się w ciągu około sekundy. Warto z niego korzystać, jeśli piszesz choćby dwa angielskie zdania w roku — od maili służbowych po zadania szkolne.
Na pewno nie raz zdarzyło Ci się, że ktoś poprosił Cię o napisanie czegoś po angielsku. Czy to raport dla zagranicznego klienta, e-mail służbowy, czy zadanie szkolne – gramatyka angielska potrafi przyprawić o ból głowy. Pokażemy Wam proste narzędzie Grammarly, którego sami używamy na co dzień – poprawia błędy w słowach, sprawdza gramatykę i styl. A nawet proponuje, jak przepisać tekst, żeby brzmiał bardziej profesjonalnie i naturalnie.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRTen artykuł to 21 pomysłów na świąteczne prezenty dla podróżników z 2018 roku, od drobiazgów za kilkadziesiąt złotych po rzeczy za kilka tysięcy złotych. Wśród polecanych produktów znajdziesz turystyczny zaparzacz do kawy Aeropress, czytnik Kindle Paperwhite, opaskę fitness Fitbit Charge 2, skórzany plecak Bagind, powerbank Ravpower RP-PB095 o pojemności 20000 mAh, bagaż podręczny o wymiarach 55x40x20 cm oraz książkę The Travel Book z 850 zdjęciami i opisem 230 krajów. Przy każdej propozycji autorzy podpowiadają, dla kogo dany prezent będzie idealny i gdzie warto go kupić, na przykład na Alzie, 4campingu czy w Zoot.
Twoi znajomi to zapaleni podróżnicy i nie masz pojęcia, co im kupić? A może ktoś w rodzinie kocha podróżowanie i chciałbyś sprawić mu radość tematycznym upominkiem?Przygotowaliśmy dla was listę prezentów podróżniczych, które sami uwielbiamy albo o których marzymy. Jasne, nie każda rzecz jest dla każdego – jeśli twój znajomy nie kempuje, szkoda wydawać pieniędzy na kempingowe gadżety, a różowy polaroid raczej nie ucieszy żadnego faceta.
Zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego przy każdym prezencie napisaliśmy, dla kogo jest przeznaczony. Żeby uszczęśliwić też naszych bliskich, zdecydowaliśmy się zaznaczyć, czy daną rzecz już mamy. Na liście znajdziecie upominki za kilkanaście złotych, ale i takie za kilkaset.
Do każdego prezentu podajemy też link, gdzie najlepiej go kupić. Świąteczne upominki kupujcie przez internet zawsze na stronach, które umożliwiają łatwe zwroty. Dlatego podajemy linki m.in. do Allegro, sklepów outdoorowych oraz popularnych polskich sklepów internetowych.
Dla kogo: Dla każdego podróżnika, który kocha dobrą kawę
Czy my go mamy? Nie, ale był już zamówiony na Boże Narodzenie 🙂
Do podróżnego ekspresu polecamy dokupić ręczny młynek i ziarna na podróż.
Siedzieliśmy kiedyś w naszym domku na plaży na Koh Samui i cierpieliśmy. Nie mogliśmy tam zdobyć filtrów do ekspresu. Byliśmy już tak zdesperowani, że kupiliśmy kawę rozpuszczalną. Chociaż Tajlandia jest tanią destynacją, za kawę w restauracji zapłacisz naprawdę sporo, szczególnie jeśli nie lubisz tej ich słodzonej okropności. Aeropress rozwiązałby wszystkie nasze problemy.
2) Książka podróżnicza, której każdy zazdrości
W zeszłe Boże Narodzenie tata zaskoczył mnie piękną książką The Travel Book. Mogłam ją spokojnie obejrzeć dopiero kilka dni po świętach, bo ktoś ciągle ją pożyczał. Od tamtej pory leżała u nas w mieszkaniu na stoliku i nie mogłam się od niej oderwać – tak samo jak każdy nasz gość. Znajdziecie w niej 850 zdjęć i 230 krajów. A te fotografie są naprawdę fantastyczne.
Gdzie ją kupić? Polecam zamawiać z zagranicznej strony Book Depository. Oferują bezpłatną dostawę na cały świat. To dla mnie chyba najbardziej godna zaufania zagraniczna strona z książkami.
Dla kogo: Tę książkę doceni każdy, kto kocha piękne fotografie. Poleciłabym ją jednak komuś, kto ma stałe miejsce zamieszkania. Jeśli twój znajomy nieustannie jest w trasie, odłóż ten zakup na później.
Zawsze proszę wszystkich, żeby nie kupowali mi papierowych książek do czytania (chyba że to albumy fotograficzne), lecz w wersji audio albo jako ebook do czytnika.
Audiobooki i ebooki o podróżach:
Polskim czytelnikom polecamy świetne książki podróżnicze w wydaniu audio – poszukajcie na Audiotece lub Legimi tytułów takich jak „W 80 dni dookoła świata” czy reportaży podróżniczych Ryszarda Kapuścińskiego. Znajdziecie tam mnóstwo tytułów, przy których nie będziecie się nudzić w żadnej podróży.
To nie jest książka podróżnicza, ale jest znakomita i wystarczy na bardzo długo. Jeśli twój znajomy ma iPhone’a, jest spora szansa, że też mu się spodoba. Steve Jobs Waltera Isaacsona to chyba najlepsza biografia, jaką kiedykolwiek przeczytałam (a właściwie – usłyszałam).
Dla kogo: Dla wszystkich, którzy wyruszają w dłuższe trasy i wiesz, że słuchają audiobooków lub podcastów – albo mają czytniki, jeśli kupujesz ebooka.
Czy my je mamy? Tak.
4) Wiesz, dokąd jedzie? Kup mapę albo przewodnik
Nigdy nie planujemy dni z góry, ale często szukamy historii miejsc, sprawdzamy, dokąd wyruszyć, i przede wszystkim staramy się dowiedzieć, jakie problemy mogą nas spotkać w drodze. Zwłaszcza w Azji i Afryce bardzo łatwo paść ofiarą oszustwa – wszystkie takie przestrogi znajdziecie w dobrym przewodniku. Jeśli nie mówisz po angielsku ani w lokalnym języku, polski przewodnik naprawdę ułatwi życie.
Muszę jednak przyznać, że niektóre przewodniki są do niczego – szczególnie te zbyt ogólne. Nie ma sensu kupować przewodnika po zachodnim USA, jeśli nie dowiesz się z niego niczego konkretnego, bo po prostu jest tam za dużo do omówienia. Lepiej sięgnąć po przewodniki poświęcone konkretnym stanom czy regionom. My mieliśmy świetne przewodniki Lonely Planet po Hawajach i Alasce.
Dla kogo: Dla wszystkich, którzy lubią planować i poznawać ciekawostki o krajach
Których jeszcze nie mamy: Meksyk, kraje Ameryki Łacińskiej, Wietnam, Mjanma, Kenia itp.
5) Najlepszy przyjaciel książkoholika – czytnik
Skoro już jesteśmy przy książkach – z Łukaszem nie wyobrażamy sobie podróży bez czytników. Co roku na swoim Kindle przeczytam dziesiątki książek i jeździ ze mną po całym świecie. Tak, też byłam zwolenniczką papierowych książek, ale wiecie, jak ciężko je ze sobą wozić?
Który kupić: Polecam Kindle Paperwhite – ma podświetlany ekran
Jeśli szukasz prezentu dla kogoś w rodzinie i widzisz, że jego walizka albo plecak są już dość sfatygowane, mamy kilka podpowiedzi. Plecaka nie kupuj bez konsultacji – przy zakupie najlepiej przymierzyć go na miejscu. Za to coś, co doceni każdy podróżnik, to porządna walizka kabinowa lub torba podróżna. Kładę duży nacisk na słowo porządna, bo naprawdę nie chcemy kabinowego bagażu ze słabymi kółkami ani takiego, który niepotrzebnie waży za dużo.
Polecamy dwie marki. Tańszy American Tourister i droższy Samsonite. Obydwie marki oferują standardowo dożywotnią gwarancję na kółka. Możesz też sięgnąć po specjalną torbę podróżną, np. od Osprey lub Ferrino.
Jak wybrać rozmiar?
Linie lotnicze coraz bardziej ograniczają wymiary bagażu podręcznego, dlatego polecam sięgać po jak najmniejszy rozmiar (55x40x20), szczególnie jeśli twój znajomy lata tanimi liniami. Zwracaj też uwagę na wagę – im lżejsza, tym lepsza.
Dla kogo: Dla wszystkich podróżników, z wyjątkiem tych, którzy latają np. z bagażem do 7 kg bez podręcznego.
Czy my je mamy? Prawie wszystkie nasze walizki są od American Tourister, ale od roku walczymy z jedną walizką kabinową, która często przekracza dozwolone wymiary przez kółka – planujemy kupić nową.
7) Organizery do walizki
W tym roku po raz pierwszy mam organizery w swoim plecaku i jestem z nich zachwycona. Nie muszę się już w nim grzebać – po prostu wyjmuję organizer ze spodniami albo bielizną, zależnie od tego, czego potrzebuję. Łukasz, który jest mistrzem składania, też już zerka na coś podobnego dla siebie.
Gdzie kupić?Zestaw porządnych organizerów znajdziesz na Alzie. Jeśli szukasz pojedynczych sztuk, kliknij w ten link. Tańsze zestawy znajdziesz też na Allegro.
Dla kogo: Dla każdego podróżnika – pasują zarówno do plecaków, jak i do walizek
Czy my je mamy? Tak, ale tylko pożyczony zestaw od mamy. Kupiła go kiedyś w Tchibo (chwilowo niedostępny).
8) Porządna odzież outdoorowa
Jeśli kempujesz, chodzisz na wędrówki albo jeździsz na rowerze, doskonale wiesz, jak dobra odzież może ułatwić życie.
Zanim jednak ruszysz na zakupy, zastanów się. Zapytaj siebie, czy na pewno znasz rozmiar swojego znajomego lub bliskiej osoby. Przejrzyj ich social media, żeby wiedzieć, co noszą. Zazwyczaj najlepiej kupować rzeczy bez nadruków i zbędnych wzorów – prostą koszulkę dobrej jakości albo czarne legginsy. Jeśli boisz się, że nie trafisz z rozmiarem, postaw na bieliznę termoaktywną i porządne skarpety. Tak, dobre skarpety mogą być świetnym prezentem.
Gdzie polecamy kupować?
Najwięcej odzieży outdoorowej polskich i zagranicznych marek znajdziesz na 4camping
Moja ulubiona marka to Kari Traa – jest droższa, ale żadne legginsy nie zrobią tak pięknego tyłka jak te
Dla kogo: Dla wszystkich, którzy kochają kempowanie, trekking i sport.
Czy my je mamy? Tak, wszystkie polecane marki nosimy. I chętnie je dostajemy.
9) Opaski fitness
To już klasyka – opaska fitness to nasz najlepszy przyjaciel w podróży. Lubimy sprawdzać, ile przeszliśmy, ile spaliliśmy i jak długo spaliśmy. Opaski fitness mierzą bowiem nie tylko kroki, ale i jakość snu.
Co polecamy kupić: Osobiście od lat jesteśmy wierni Fitbitowi. Aktualnie mamy Fitbit Charge 2, który świetnie współpracuje zarówno z iPhonem, jak i Androidem. Poza tym uważam, że ta opaska jest najbardziej elegancka i ma piękne kolory dla kobiet.
Dla kogo: Dla wszystkich podróżników, którzy w trasie chodzą na wędrówki i lubią aktywność fizyczną.
Czy my je mamy? Tak, oboje mamy Fitbit Charge 2.
10) Osobisty prezent dla tych, z którymi podróżujesz
Chcesz sprawić piękny i bardzo osobisty prezent znajomym, partnerowi albo rodzinie, z którą podróżujesz? Wymaga to sporo pracy, ale efekt jest tego warty. W wyvolej.to tworzą chyba najpiękniejsze albumy, jakie możesz podarować. Za pomocą prostego narzędzia online stworzysz pamiątkę na całe życie – dla was obojga. Poświęć temu czas, wybierz najlepsze zdjęcia i uzupełnij album o zabawne opisy albo wspomnienia z podróży.
Produkty od Vyvolej.to z Łukaszem możemy polecić z czystym sumieniem – przyozdabialiśmy nimi nawet nasze wesele. Na dodatek wszystko zawsze przychodziło perfekcyjnie zapakowane.
11) Aparat Polaroid
Kolejny prezent, który bawi nas z Łukaszem od kilku lat. Instax to idealny towarzysz na wycieczki z przyjaciółmi, imprezy i wesela. Ciągle go wyciągamy, gdy ktoś do nas przyjedzie, i świetnie się przy tym bawimy.
Gdzie kupić Instax: 9 wariantów kolorystycznych mają na Alzie
Dla kogo: Jeśli twoi znajomi kochają klimatyczne kawiarnie, bawią się zdjęciami i robią albumy – to im się spodoba
Czy my go mamy? Tak.
12) Minidrukarka do zdjęć
Widzicie je wszędzie w mediach społecznościowych, a my mamy ją już od kilku lat. Minidrukarka drukuje zdjęcia w stylu polaroida i instaxu – świetna do tworzenia albumów. To taka mała zabawka, którą pokochasz.
Gdzie kupić minidrukarę: Najpopularniejszy model to Canon Zoemini
Dla kogo: Jeśli twoi znajomi kochają klimatyczne kawiarnie, bawią się zdjęciami i robią albumy – to im się spodoba
Czy my ją mamy? Tak.
13) Więcej niż statyw: Gorillapod
Moja największa podróżnicza miłość to gorillapod. Statyw, który możesz przymocować do ogromnej bryły lodu (tak, próbowałam!), gałęzi czy metalowej rury. Słowem – wszędzie.
Jak wybrać gorillapoda
Przy wyborze zwróć uwagę na udźwig. Jeśli twój znajomy fotografuje lustrzanką, sięgnij po model z nośnością 3 kg lub 5 kg.
Do aparatów bezlusterkowych wystarczy nośność 3 kg, do kompaktów 1 kg. Sprawdza się też świetnie ze smartfonami – wystarczy dokupić uchwyt na telefon.
Gdzie kupić gorillapoda: pełna oferta gorillapodów
Dla kogo: Dla samotnych podróżników i par – dla każdego, kto lubi się fotografować
Czy my go mamy? Tak.
14) Powerbank – prezent, z którym nigdy nie pudłujesz
Powerbanki używa w podróży każdy. Dlatego to świetny prezent dla każdego podróżnika – uważaj jednak przy wyborze. Kiedyś kupiliśmy tańszy model i po jednej podróży wylądował w koszu (konkretnie zaczął po miesiącu użytkowania dziwnie buczeć podczas ładowania – naprawdę nie chcesz, żeby zewnętrzna ładowarka uszkodziła ci telefony).
Z lepszego powerbanku naładujesz nawet MacBooka
Który polecamy?
Droższa opcja: Ravpower RP-PB095 20 000 mAh – najlepszy powerbank, jaki kiedykolwiek mieliśmy. Mamy już starego weterana i nadal działa bez zarzutu. Wiele powerbankiów wylądowało w śmietniku, ale ten przetrwał wszystko.
Tańsza opcja: Xiaomi Mi PowerBank 2C 20 000 mAh – z Xiaomi osobiście nie mamy doświadczenia, ale to jeden z powerbanków, który polecają nam wszyscy podróżnicy
Czy my go mamy? Tak, ale potrzebujemy nowego :))
15) Przenośny głośnik na plażę
Nigdy nie przyszło nam do głowy, że go potrzebujemy, ale odkąd dostaliśmy przenośny głośnik w prezencie, używamy go codziennie. Na zewnątrz puszczamy na nim medytacje, zabieramy go na plażę i do kuchni podczas gotowania. Zaskoczyło nas, jak świetny dźwięk wydobywa się z tak małego urządzenia.
Na Alzie możesz wybierać spośród setek modeli – my wybraliśmy dla was dwa, które naprawdę są warte uwagi:
JBL Clip 3 w różowym kolorze ucieszy każdą kobietę
Dla kogo: Dla wszystkich, którzy lubią kempowanie, albo jeśli znasz kogoś, kto uwielbia hamaki…
Czy my go mamy? Nie, ale chcielibyśmy (właściwie ja – Łukasz nie jest wielkim fanem hamaków)
17) Podróżna poduszka nadmuchiwana
Tak, uwielbiam ją. W końcu kupiłam nadmuchiwaną poduszkę podróżną i moje loty, podróże autobusem i pociągiem nigdy nie były przyjemniejsze. Jedyne, czego żałuję, to że nie kupiłam jej wcześniej, albo że ktoś mi jej nie podarował.
Gdzie kupić: Ja osobiście mam poduszkę Sea to Summit Aeros Premium Traveller, ale na 4camping znajdziesz też tańsze modele.
Dla kogo: Dla każdego, kto często podróżuje samolotem (klasą ekonomiczną), autobusem lub pociągiem.
Czy my ją mamy? Tak.
18) Butelka na wodę
Poczekaj, serio o to chodzi? Przecież każdy już ją ma! No tak, myśleliśmy to samo, dopóki nasza „niezniszczalna” butelka od Contigo nie zaczęła po latach przeciekać. Butelka butelce nierówna. W podróży potrzebna jest lekka i naprawdę niezawodna butelka. I porządną butelką sprawisz komuś wielką radość. Nam na pewno byś sprawił.
Którą wybrać?
Ostatnio najbardziej zachwycił nas Hydrapak Stash – głównie za możliwość sprytnego złożenia, dzięki któremu po złożeniu mieści się praktycznie w kieszeni. Co więcej, można ją napełniać nawet przy małej umywalce (znacie ten wieczny problem z wepchnięciem butelki pod kran, prawda?).
Choć nasze Contigo po wielu latach zaczęło przeciekać (największy problem to fakt, że używaliśmy go też do koktajli proteinowych), nadal wierzymy, że należy do najbardziej niezawodnych marek na rynku.
Gdzie kupić: Tym razem polecamy Contigo Ashland 750, dostępne na stronie czeskiego Hanibala.
Lub wspomniany Hydrapak Stash 750 ml – bywa często wyprzedany, więc sprawdź Heurekę, gdzie aktualnie go mają.
Dla kogo: Dla każdego
Czy my ją mamy? Tak, ale potrzebujemy jeszcze jednej.
19) Skórzany plecak, który wytrzyma wszystko
Długo zastanawiałam się, czy iść w skórę. Ja i skóra – to nigdy nie była prosta relacja, bo cenię życie każdego zwierzęcia; u nas w domu nie zabija się nawet pająka czy robaczka. Po latach podróżowania zmieniłam jednak do skóry nastawienie – problem leży bowiem w skórze sztucznej, która w środowisku rozkłada się przez 150 lat. W plecakach Bagind podoba mi się to, że są ze skóry kóz z Indii. Koza w krajach rozwijających się jest wszystkim. Traktuje się ją z szacunkiem, dba się o nią, bo daje mleko – no i w końcu nadchodzi ten wielki dzień, gdy ją zjedzą. Nieraz doświadczyłam pytania – w Ugandzie i w Albanii – czy mam w domu kozę. Koza jest po prostu dla wielu ludzi czymś ważnym.
Skórzany plecak jest super też dlatego, że pasuje zarówno do sukienki, jak i do sportowego stroju – czego nie można było powiedzieć o moim Herschelu. No i na zdjęciach wygląda fenomenalnie.
Możesz też sięgnąć po bambusową słomkę: Mobake – zestaw bambusowych słomek bez opakowania (10 szt.)
Ale za najlepszą opcję dla podróżnika uważam składaną słomkę
21) Nerka – niezbędnik w Azji
Do czasu wyjazdu do Azji nigdy jej nie potrzebowaliśmy, teraz jednak nie wyobrażamy sobie podróżowania bez niej. Po tym, jak dowiedzieliśmy się, jak łatwo można w zatłoczonych miastach zostać okradzionym – a złodzieje potrafią nawet skopiować dane z kart zbliżeniowych bez fizycznego kontaktu – bez nerki i money beltu już nie wychodzimy.
Gdzie kupić nerkę: Lepszy od zwykłej nerki jest tzw. money belt, który chowasz pod koszulkę. Nasz z 4campingu za bardzo nam nie odpowiada (przez zapięcie), dlatego znaleźliśmy znacznie lepszy od Herschela.
Dla dziewczyn polecam nerkę, szczególnie jeśli noszą sukienki. Ja wybrałabym albo tę różową, albo jaskrawożółtą.
Dla kogo: Dla osób podróżujących po dużych miastach – niezbędna szczególnie podczas wyjazdu do Azji
Czy my ją mamy? Tak, mamy money belty, które nam zbytnio nie odpowiadają – kupowaliśmy je na szybko i pewnie je z czasem wymienimy. Ja na nerkę, Łukasz na lepszy money belt.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRNajpiękniejsze miejsca na Islandii to lodowcowe jezioro Jökulsárlón, wodospady Goðafoss, Skógafoss, Detifoss, Gullfoss i Dynjandi, obszar geotermalny Krýsuvík, park narodowy Thingvellir, przylądek Dyrholaey, góry Eystrahorn i Vestrahorn, wioska Seydisfjördur oraz gorąca rzeka Reykjadalur. Najlepiej jechać latem (czerwiec–sierpień), gdy temperatury sięgają 10–15°C, a słońce świeci nawet do 24 godzin na dobę. Z kolei zima (grudzień–marzec), z temperaturami wokół 0°C, to idealny czas na polowanie na zorzę polarną. Geizer, od którego wzięła się nazwa wszystkich gejzerów, znajduje się około 80 km od Reykjaviku, a wodospad Hengifoss ma 128 metrów wysokości — dojście do niego zajmuje około 30 minut. Wstęp do większości atrakcji przyrodniczych jest bezpłatny, ale za parking przy Skógafossie od 2025 roku trzeba zapłacić około 1000 ISK.
Islandia jest prawdopodobnie najpiękniejszym i najbardziej fotogenicznym krajem, który odwiedziliśmy z Lukasem. Wcale nie przesadzam, gdy powiem, że wystarczy gdzieś pojechać i można podziwiać.. Są jednak miejsca, których nie można przegapić.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRPodstawy edycji zdjęć w Adobe Lightroom ogarniesz dzięki takim narzędziom jak ekspozycja, kontrast, cienie, światła, temperatura i nasycenie, które znajdziesz w panelu „Basic” po przejściu z Library do Develop. Własne presety tworzysz, klikając „+” przy presetach w bocznym panelu — zapisujesz je pod wybraną nazwą, a potem nakładasz na kolejne zdjęcia funkcją „Apply on Import” albo „Copy/Paste Settings”. Cudze presety, na przykład od Travel In Her Shoes, wgrywasz przez Lightroom → Preferences → Show Lightroom Presets Folder. Lightroom CC kosztuje 12,09 € miesięcznie, a wersja mobilna Lightroom Classic jest darmowa, choć z ograniczonymi możliwościami. Jeśli chcesz pójść krok dalej, autorka udostępnia też szczegółowy kurs online — 12 lekcji i 2,5 godziny materiału.
Jak edytować zdjęcia prosto, szybko i – co najważniejsze – tak, żeby wyglądały jak od profesjonalisty? Adobe Lightroom to najskuteczniejszy i, śmiem twierdzić, najlepszy program do profesjonalnej edycji fotografii. Nic dziwnego, że sięgają po niego zarówno fotografowie, jak i blogerzy. Jeśli chcesz opanować preset Lightroom i cały workflow edycji zdjęć, ten artykuł jest właśnie dla Ciebie.
Czym są presety i dlaczego warto ich używać?
Dzięki funkcji „presetów” możesz obrobić całą serię zdjęć w kilka sekund – nawet jeśli nie masz „oka” do fotografii, efekty mogą wyglądać niesamowicie. I uwierz mi, to całkiem proste.
W tym artykule pokażę Ci najpierw, jak zaimportować zdjęcia do programu, następnie krótko omówię podstawową edycję, edytowanie fotografii za pomocą presetów, a na końcu – tworzenie własnych presetów użytkownika. Wyjaśnię też, jak edytować wszystkie zdjęcia zrobione w tych samych warunkach jednocześnie i jak je łatwo eksportować.
Ten artykuł potraktuj jako wprowadzenie do pracy z Lightroomem – jeden tekst nie jest w stanie wyczerpać wszystkich możliwości programu. Jeśli chcesz naprawdę dobrze nauczyć się Lightroomu, polecam kurs online, który przeprowadzi Cię przez wszystko krok po kroku. Szczegółową recenzję takiego kursu znajdziesz tutaj.
Pamiętaj też, że nie mam monopolu na wiedzę i ten artykuł opisuje mój własny sposób pracy. 🙂 Ale jeśli pomoże choć jednej osobie – będę szczęśliwa.
Ale najpierw – skąd wziąć Lightrooma?
Adobe Lightroom Classic jest bezpłatny na telefon, jednak jego możliwości są mocno ograniczone. Dlatego większość fotografów i blogerów korzysta z wersji Lightroom CC na komputer. Jeśli jeszcze nie masz Adobe Lightroom CC i chcesz go kupić, sprawdź plan dla fotografii cyfrowej za 12,09 € miesięcznie.
Nie będę zachęcać do pirackiego używania programu – zwłaszcza jeśli planujesz sprzedawać zdjęcia, zdecydowanie polecam legalną wersję Lightroomu.
Jak importować zdjęcia do Lightroomu
Importowanie zdjęć do Lightroomu jest tak samo proste jak w innych podobnych programach. Na górnym pasku wybierz File → Import Photos and Video i wskaż folder, z którego chcesz zaimportować zdjęcia. Możesz zdecydować, czy oryginały zostaną skopiowane na komputer, czy tylko dodane do katalogu Lightroomu (w tym drugim przypadku, kiedy będziesz chciał je edytować, źródło oryginałów musi być podłączone do komputera).
Zawsze sprawdź, czy zdjęcia są posortowane według czasu wykonania „Sort: Capture time” – dzięki temu wszystkie fotografie zrobione w tych samych warunkach oświetleniowych będą obok siebie.
Importowanie zdjęć do Lightroomu wygląda tak samo jak w innych programach
Gdy zdjęcia znajdą się już w katalogu Lightroomu, przejdź z Library do Develop. Bez tego kroku nie będziesz mógł zacząć edycji.
Po zaimportowaniu zdjęć przejdź do zakładki Develop
Podstawowa edycja zdjęć
W bocznym panelu znajdziesz pod „Basic” podstawowe opcje edycji, jakie oferuje Lightroom. Możesz regulować temperaturę barwową (temperature) i odcień (tint) zdjęcia. Jeśli Twoje fotografie wyszły zbyt niebieskie albo zbyt żółte (komu się to nie zdarzyło!), kilka przesunięć suwaka wystarczy, żeby naprawić tę niedoskonałość.
Oczywiście to narzędzie świetnie sprawdza się też podczas stylizacji fotografii – jeśli chcesz nadać zdjęciom cieplejszy lub chłodniejszy charakter, tutaj możesz się tym pobawić.
Zbyt niebieskie zdjęcie można łatwo poprawić
Regulacja światła, kontrastu i wyciąganie zbyt ciemnych obszarów
Najczęściej konieczna jest korekta ekspozycji (exposure), czyli rozjaśnienie zbyt ciemnego zdjęcia lub przyciemnienie zbyt jasnego. W podstawowych ustawieniach znajdziesz też regulację kontrastu (contrast). Możesz bawić się również poszczególnymi obszarami świateł – na przykład rozjaśnić zbyt ciemne cienie (shadows) lub przyciemnić najbardziej prześwietlone miejsca (highlights).
Najczęściej koryguje się ekspozycję, kontrast i cienie
Różnica między nasyceniem (saturation) a żywością (vibrance)
Tak, między nasyceniem (saturation) a żywością (vibrance) istnieje istotna różnica – i w edycji zdjęć nie powinniśmy ich mylić. Nasycenie zwiększa intensywność wszystkich kolorów na zdjęciu, natomiast żywość (vibrance) wzmacnia tylko kolory stonowane, nie wpływając na te już nasycone.
Nasycenie a żywość w praktyce
Nasycenie zdjęcia ustawione na 36Żywość (vibrance) ustawiona na 36
Edycja poszczególnych kolorów
W Lightroomie możesz też edytować poszczególne kolory widoczne na zdjęciu. Chcesz podbić błękit nieba? Żaden problem. Chcesz sprawić, żeby jezioro wyglądało bardziej turkusowo? Wystarczy kilka sekund.
Zmiana niebieskiego koloru na turkusowy.
Wyostrzanie zdjęć
Jeśli przewiniesz panel niżej, znajdziesz sekcję „Detail”, która oferuje kolejne opcje edycji. Osobiście polecam delikatne wyostrzanie – ustawienie około 25 w zupełności wystarcza. :–)
Z wyostrzaniem zdjęć nie przesadzaj
Tworzenie własnego presetu
Jeśli dana edycja Ci wyszła i chcesz ją zastosować do kolejnych zdjęć, wystarczy kliknąć „copy” w lewym dolnym rogu, zaznaczyć wszystkie opcje, które chcesz przenieść na kolejne zdjęcie, a następnie kliknąć „paste” – i gotowe! Jeśli zdjęcie zostało zrobione w tych samych warunkach oświetleniowych, zwykle nie trzeba nic więcej poprawiać.
Możesz łatwo skopiować ustawienia i zastosować je na kolejnym zdjęciu
Jeśli warunki były inne, zazwyczaj trzeba jeszcze doregulować ekspozycję, światła i cienie.
Swoje ustawienia możesz łatwo zapisać jako „preset”, który później w dowolnym momencie zastosujesz do nowych zdjęć importowanych do Lightroomu. Preset tworzysz, klikając przycisk „+” w prawym bocznym panelu przy sekcji presetów.
Stwórz swój własny presetNie zapomnij go nazwać tak, żebyś później wiedział, o jaką edycję chodziło. Większość ludzi nazywa presety na przykład po miejscach. Ja mam więc np. „Islandia”, „Islandia fiordy” czy „Islandia brzydka pogoda” 🙂
Jak zrobić piękne zdjęcia, gdy jeszcze nie znam dobrze Lightroomu?
Nie rozpaczaj, jeśli nie udaje Ci się tworzyć pięknych presetów jak inni fotografowie czy Twoi ulubieni blogerzy. Większość z nich przeszła dokładnie to samo. Najprostszym sposobem nauki tworzenia własnych presetów jest pobranie lub kupienie presetów ulubionych twórców dla inspiracji – tak, wszyscy to robią, tylko mało kto o tym mówi. Ja sama mam zakupionych kilkadziesiąt presetów, którymi inspiruję się przy tworzeniu własnych. A czasem używam cudzych tak, jak są.
Jeśli chcesz mieć od razu zdjęcia jak z Instagrama, polecam presety Travel In Her Shoes – cena jest naprawdę wysoka, ale zdecydowanie warto.
Jak wgrać do Lightroomu cudze presety?
Dałam radę ja, da radę każdy. Po pobraniu presetów otwórz Lightrooma i na górnym pasku wybierz: Lightroom → Preferences → Show Lightroom Presets Folder → Lightroom → Develop Presets. Przenieś tam presety jako cały folder.
Po zastosowaniu presetu MAGIC SUNSET New York od Travel In Her Shoes zdjęcie wygląda tak:
Po zastosowaniu presetu Magic Sunset od Travel In Her Shoes
Wystarczy już tylko doregulować ekspozycję (exposure) i zdjęcie gotowe!
Zdjęcie po korekcie ekspozycji
Jak edytować wiele zdjęć jednocześnie?
Masz kilka możliwości – możesz spróbować zastosować jeden preset do wszystkich importowanych zdjęć. Kliknij prawym przyciskiem myszy na preset i wybierz „Apply on Import”.
Jak zastosować preset do wszystkich importowanych zdjęć
Jeśli zdjęcia nie były robione w tych samych warunkach oświetleniowych, zawsze edytuj jedno zdjęcie, skopiuj ustawienia, a następnie zaznacz fotografie, do których chcesz zastosować te same poprawki. Kliknij prawym przyciskiem myszy → Develop Settings → Paste Settings.
Zastosuj edycję do wybranych zdjęć
Jak wyeksportować edytowane zdjęcia?
Zdjęcia możesz łatwo wyeksportować. Wybierz na górnym pasku File → Export Photos → wskaż folder docelowy i kliknij przycisk Export.
Na Instagram polecam zmniejszać zdjęcia – żeby nie zajmowały miliona miejsca na telefonie
To na dziś tyle. Jeśli chcesz więcej podobnych treści, napisz w komentarzach. Następnym razem możemy się na przykład przyjrzeć temu, jak spójnie prowadzić feed na Instagramie.
Bonus: Kurs online edycji zdjęć w Lightroomie
Chcesz edytować zdjęcia jak profesjonalny fotograf? Naucz się od podstaw obsługi jednego z najlepszych narzędzi do edycji fotografii i wypróbuj kurs online edycji zdjęć w Adobe Lightroom od A do Z.
Co zawiera kurs:
12 lekcji – 2,5 godziny materiału
Chcesz edytować zdjęcia, ale nie wiesz od czego zacząć
Kusi Cię perspektywa zarabiania na fotografii
Chcesz mieć porządek w zdjęciach na dysku i w Lightroomie
Chcesz nauczyć się nowych lokalnych korekt
Nie wiesz, jak efektywnie sortować zdjęcia
Chcesz poznać ważne funkcje i ustawienia Lightroomu
Interesuje Cię tworzenie własnych presetów
Chcesz synchronizować zdjęcia z telefonem
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRIslandia w październiku to temperatury w okolicach 0 do 5°C (zdarzało się nawet -1°C), ale przez lodowaty wiatr temperatura odczuwalna jest znacznie niższa. Dlatego zamiast parasola potrzebujesz nieprzemakalnych ubrań, czapki, rękawiczek i ubierania na cebulę. Dwutygodniowy wyjazd na Islandię dla czterech osób kosztował łącznie 25 073 zł, czyli 6 268 zł na osobę, w tym nocleg za 10 754 zł (czyli ok. 2700 zł na osobę), benzyna za 4544 zł i wynajem Suzuki Grand Vitara za 3486 zł. Gotowanie własnych posiłków wyszło zaledwie na 27 zł na osobę dziennie, bo jedzenie w restauracjach na Islandii jest co najmniej trzy razy droższe niż w Polsce. Od 1 października w mniej turystycznych miejscach zamyka się na zimę mnóstwo restauracji i innych usług, więc warto mieć w samochodzie zapas jedzenia.
Pod koniec września pojechaliśmy na Islandię na dwa tygodnie, trochę się martwiliśmy, ponieważ pierwszego października oficjalnie zaczyna się zima na Islandii . Nie, nie zmyślam tego, często można znaleźć znaki na sklepach restauracyjnych z napisem „zamknięte na zimę, otwarcie w kwietniu”. Jaka więc była Islandia w październiku? Jakie ubrania spakować i ile to kosztowało dla naszej czwórki, kiedy nawet nie byliśmy na kempingu?
Czy wiesz, że przygotowujemy dla Ciebie trasy podróży, które sami odbyliśmy? I to z uwzględnieniem kosztów! Zaczęliśmy od Kanady i USA, Ugandy, możesz pojechać z nami w Tatry lub do Australii.
Na lotnisku w Reykjaviku wziąłem do ręki gazetę z wielkim nagłówkiem „Dzięki Bogu lato się skończyło” . Zaśmiałem się, trochę przestraszyłem i włożyłem czapkę na głowę. Ale kiedy szczegółowo przeczytałem artykuł, zdałem sobie sprawę, że to tylko sarkazm. Islandczyk napisał, że cieszy się, że jest już zima, bo nie ma lata.
Lodowce może i topnieją, ale wciąż tam są, więc na Islandii wciąż jest zimno!
Zaskoczeniem może być fakt, że Islandia nie doświadcza ekstremalnych temperatur zimą dzięki ciepłemu Prądowi Zatokowemu. Średnie temperatury wahają się od -10° do 0°, w zależności od tego, czy znajdujesz się na nizinach, czy na wyżynach.
W październiku termometr wskazywał najniższą temperaturę na poziomie -1 stopnia, ale i tak było strasznie zimno. Dlaczego? Tak naprawdę nie ma znaczenia, którą godzinę wskazuje termometr, wiatr na Islandii jest tak mroźny przez cały rok, że temperatura odczuwalna wynosi nawet -30°.
Jakie ubrania nosić
Nawet nie myśl o zostawieniu zimowej kurtki w domu. S Odzież wodoodporna na Islandii nie można się pomylić.Pieniądze zainwestowane w odpowiedni płaszcz przeciwdeszczowy, wodoodporne spodnie i buty dosłownie rozgrzeją twoje serce na Island ii. Zapomnij o parasolu, jest powód, dla którego nie zobaczysz ich nigdzie w sklepach na Islandii. Tak, zgadłeś, powodem jest wiatr. Czapki i rękawiczki będą Twoimi najlepszymi przyjaciółmi.
Stroje kąpielowe i kapelusze są obowiązkowe na Islandii
Wszyscy radzą, aby nakładać warstwy. Zamiast grubych, ciepłych ubrań , sięgnij po kilka warstw odzieży termicznej. Ponownie, nie pożałujesz. I nie zapomnij o stroju kąpielowym, ponieważ Islandia to kraina gorących źródeł. A wiecznym wstydem byłoby nie wziąć udziału przynajmniej w jednym z nich.
Namiotować czy nie namiotować
Tak, są ludzie, którzy wybierają się na kemping na Islandii w październiku i listopadzie. Ale jeśli nie mają odpowiedniego sprzętu, mówią o nieprzespanych nocach w nierealnym zimnie i spaniu na podgrzewanych toaletach. Jeśli podróżujesz samochodem z dwiema osobami, spanie w samochodzie jest opcją, będzie ci zimno, ale w ten sposób przetrwasz tydzień. Nie poszedłbym na więcej dni. Naprawdę sięgnąłbym po namiot tylko z dobrym sprzętem i doświadczeniem w biwakowaniu w zimie i ekstremalnych warunkach. I nie zabieraj śpiwora z komfortową temperaturą poniżej -10°. To i tak nie wystarczy. Jeśli zdecydujesz się na kemping, koniecznie przeczytaj artykuł Radki i Ivara na ten temat, jakie są zasady spania w samochodzie i biwakowania na Islandii.
Pod namiotem możesz obudzić się rano pod śniegiem, jak ten kopacz.
Jak „drogie” jest zakwaterowanie?
Zakwaterowanie dla czterech osób można znaleźć za 700-1000 CZK za osobę. Dla czterech osób na 14 dni kosztowało nas to 47 795 CZK, tj. około 12 tysięcy na osobę. Będziesz spać w kabinach, tanich hotelach lub hostelach. Nie martw się o hostele na Islandii, większość z nich była luksusowa.
Taką chatkę na odludziu można dostać za 2500 CZK za noc
Po co robić przekąski, nawet jeśli nie chcę oszczędzać?
Na Islandii jedzenie w restauracjach jest trzy razy droższe (przynajmniej) niż tutaj. Jeśli nie masz nic przeciwko, nadal miej wystarczający zapas jedzenia w samochodzie.Restauracje zdecydowanie nie są na każdym kroku (cóż, nie na każdym innym zakręcie), a zimą mniej turystyczne miejsca, czyli większość Islandii, są zamknięte (tak, zima zaczyna się 1 października).
Ile kosztuje żywność w supermarketach?
Jeśli gotujesz i przygotowujesz własne przekąski, możesz sporo zaoszczędzić na jedzeniu. Nie ma sensu przywozić zbyt wielu rzeczy z Czech. Supermarkety mają bardzo podobne ceny do naszych, tylko świeża żywność jest znacznie droższa, ale i tak nie można jej przywieźć w walizce.
W restauracji byliśmy tylko raz, kosztowało nas to dla czterech osób 1 195 CZK, resztę czasu gotowaliśmy i robiliśmy przekąski, a całkowity koszt posiłku wyniósł tylko 6 636 CZK. To 1 659 CZK za osobę (za 14 dni), czyli 120 CZK za osobę dziennie!
Co ugotowaliśmy?
Gotowaliśmy meksykańskie tacos z awokado, zupę z soczewicy, zupę z ciecierzycy, ale także klasyczny makaron z pesto lub sosem pomidorowym. Na śniadanie jedliśmy chleb z hummusem, dżemem, jogurt z musli lub robiliśmy jajka i naleśniki.
Co jest najdroższe w Islandii?
Benzyna i wynajem samochodów. Upewnij się, że masz quad na Islandii, zwłaszcza jeśli nie wybierasz się tu latem i chcesz pojechać gdzieś poza główny tor. Tak, usłyszysz o ludziach jeżdżących małymi samochodami, ale zaufaj nam, niektóre drogi są podobnej jakości jak te w Ugandzie. te w Ugandzie i nie warto ryzykować. Wynajem Suzuki Grand Vitaraa XL kosztował nas 15 493 CZK.
Wynajem samochodów w Islandii Suzuki Grand Vitara
Benzyna na Islandii kosztuje 43-45 CZK za litr, jeśli chcesz jeździć po Islandii, licz na 3500 km. Benzyna kosztowała nas łącznie 20 200 CZK .
Ile to w sumie kosztowało?
Islandia na dwa tygodnie kosztowała nas 111 529 CZK dla czterech osób, czyli 27 882 CZK na osobę. Jeśli wybierasz się na Islandię i myślisz o zaoszczędzeniu pieniędzy, zalecamy wyjazd z jak największą liczbą osób. Możesz więc wygodnie spać w hotelach, hostelach i airbnb z czterema osobami i mieć Islandię taniej. Benzyna i samochód są najdroższe.
Wskazówki i porady dotyczące podróżowania po Islandii
Co spakować
Zapoznaj się z naszym przewodnik pakowania na podróżktóry pomoże Ci się przygotować. Wybierz odpowiedni plecak podróżny, sprawdź gadżety podróżne i nie zapomnij niczego ważnego w domu.
Ubezpieczenie podróżne jest absolutną koniecznością. W przypadku krótszych podróży wybierz AXA (50% zniżki), a na dłuższe podróże brytyjskiego ubezpieczyciela True Traveller. Spójrz na porównanie wszystkich firm ubezpieczeniowych i wybierz tę, która najbardziej Ci odpowiada.
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRPodstawowy sprzęt na kemping pod namiotem to krzesiwo do rozpalania ognia na wilgotno i w deszczu (ok. 100 zł, polecana marka Pinguin), karimata samopompująca lub pompowana, turystyczna poduszka pompowana (od 40 zł), przynajmniej trzy latarki oraz szybkoschnący ręcznik outdoorowy w rozmiarze L lub XL. Warto też zabrać podróżne buteleczki na kosmetyki, przyprawy i sól w zamykanych torebkach, składane naczynia kempingowe oraz chusteczki nawilżane, które dają poczucie czystości nawet bez prysznica. Kto jedzie na kemping z samochodem, może sobie pozwolić na dodatkowy komfort — składane meble kempingowe, przenośne grille, kuchenki turystyczne albo całe kuchnie kempingowe.
Jesteśmy zagorzałymi miłośnikami campingu. Nasz sprzęt kempingowy był testowany w USA, Kanadzie, Ugandzie i w wielu zakątkach Europy. Kempowaliśmy kamperem i na rowerach. Przez ten czas zebraliśmy listę rzeczy, które naprawdę warto zabrać ze sobą. Nie twierdzimy, że jesteśmy ekspertami, ale jeśli choć jednej osobie ten artykuł pomoże, będziemy szczęśliwi. Potraktujcie to proszę jako inspirację i napiszcie w komentarzach, bez czego Wy nie wyobrażacie sobie campingu.
Krzesiwo do rozpalania kuchenki lub ogniska
Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z kempingiem, krzesiwo może wydawać ci się zbędnym gadżetem — przecież masz zapałki. Tyle że zapałki mogą wilgotnieć przez noc. Plastowa zapalniczka z kolei potrafi wyciec albo eksplodować. Dlatego lepiej mieć pod ręką klasyczne krzesiwo, którym rozpalicie ogień nawet przy wilgoci i deszczu — i które z dużym prawdopodobieństwem posłuży wam przez całe życie. Jak na taki drobiazg, zdecydowanie warto.
My postawiliśmy na krzesiwo marki Pinguin. Link prowadzi do kategorii krzesiw, bo ten konkretny model bywa często wyprzedany.
Nadmuchiwana karimata
Pamiętam, jak Łukasz odwiódł mnie od nadmuchiwanego materaca, gdy jechaliśmy na dwa tygodnie kempować na Hawaje. Do dziś mu to wypominam, że zabraliśmy ze sobą tylko zwykłe karimatki. Przez cały pobyt strasznie bolały mnie plecy (jestem księżniczką) i nie mogłam porządnie spać.
Nadmuchiwana karimata Pinguin
Samonafukowalna czy nadmuchiwana karimata?
Jeśli wybierasz się na rower albo walczysz z wagą bagażu, postaw na karimatę nadmuchiwaną (spokojnie, nie trzeba jej nadmuchiwać ustami ani specjalną pompką — wystarczy nadepnąć nogą), bo waży mniej niż samonafukowalna. Dobry nadmuchiwany materac można kupić już w rozsądnej cenie, a jeśli zależy ci na jakości, polecamy markę Pinguin. Do materaca dostaniesz też zestaw do naprawy, na wypadek gdybyś przypadkowo go przebił — tak, nam się to przydarzyło.
Poduszka podróżna
Sama jej nie mam i za każdym razem, gdy kempujemy, strasznie mi jej brakuje. Zazwyczaj daje się złożyć do maleńkiego woreczka i waży około 50 g. Nie wiem, czemu wciąż jej nie mamy — w każdym razie planuję zamówić taką nadmuchiwaną poduszkę na kolejną wyprawę. Przyda się nie tylko na kempingu, ale i w podróży samolotowej czy w hostelu. Ceny zaczynają się już od kilku euro.
Z Łukaszem wozimy ze sobą co najmniej trzy latarki — jedną zawieszamy zawsze w namiocie, a każde z nas ma przy sobie jedną, żeby nie wywrócić się po ciemku w drodze do toalety. Gdy kempowaliśmy w USA naszym kamperem, mieliśmy też ze sobą dużą latarnię.
Chyba nie jestem jedyną osobą, której rozlał się szampon w walizce, plecaku czy sakwie — i to pomimo tego, że sprawdzałam zamknięcie kilka razy, przysięgam. Szybko zaczęłam używać podróżnych pojemniczków, ale wypróbowałam kilka modeli i wszystkie wcześniej czy później zaczęły cieknąć.
W końcu zainwestowałam w droższe pojemniki marki Kikkerland — i te mnie jeszcze nie zawiodły. Jedynym minusem jest to, że są twarde i nie można z nich porządnie wycisnąć szamponu, trzeba nim potrząsać. Niektórzy polecają te z IKEI, ale sama nie miałam okazji ich przetestować.
Ja mam większy zestaw ze spryskiwaczami, ale w tej chwili znalazłam w sprzedaży tylko ten zestaw.
Szybkoschnący ręcznik
To jedna z tych rzeczy, które ma chyba każdy doświadczony kempowicz. Outdoorowy ręcznik z antybakteryjnego, szybkoschnącego i ultralekkiego materiału przyda się nie tylko na kempingu, ale też w podróży po hostelach — i zdecydowanie warto go mieć.
Polecam od razu kupić jak największy rozmiar. My za pierwszym razem źle oceniliśmy wielkość (chcieliśmy zaoszczędzić) i i tak musieliśmy dokupić drugi. Sięgnijcie po rozmiar L lub XL. Marek na rynku jest sporo, czasem można je trafić nawet w Lidlu. My osobiście mamy szybkoschnący ręcznik od Sea To Summit.
Przyprawy i sól w torebeczkach
To chyba moja ulubiona wskazówka na każdą podróż, podczas której planujesz gotować. Spakuj ze sobą sól i ulubione przyprawy, najlepiej w małych zamykanych woreczzkach strunowych. Zajmują minimalnie miejsca, a dzięki nim nawet zwykła czerwona soczewica zamienia się w kilka zupełnie różnych dań.
Kempingowe naczynia
Natknęliśmy się na nie przypadkiem w Tesco i zabraliśmy ze sobą dwa składane pojemniki na Islandię. To zdecydowanie nie jest rzecz, bez której nie możesz ruszyć w drogę, ale to coś, do czego bardzo szybko się przywiążesz. Rozmiar pojemnika łatwo dostosujesz do zawartości, składane kubki wygodnie mieszczą się w plecaku lub sakwach rowerowych, a w ofercie znajdziesz też składane czajniki i garnki (czego działania wciąż nie mogę sobie wyobrazić w praktyce).
Składane naczynia kempingowe — ostatnio są naszym hitem
Podróżny ekspres do kawy
Uwielbiamy dobrą kawę, dlatego od miesięcy przymierzamy się do kupienia podróżnego ekspresu — AEROPRESSU. Jeśli macie jakiś sprawdzony model na polecenie, dajcie znać w komentarzach! A jeśli jeszcze nie słyszeliście o aeropress, koniecznie go sprawdźcie. 🙂
Aeropress — idealny ekspres do kawy na wyjazdy
Chusteczki nawilżane
Chusteczki nawilżane to mój najlepszy przyjaciel w podróży. Zazwyczaj mam jeden zestaw do rąk i drugi do twarzy (oczyszczający — tak, jestem dziewczyną). Niezależnie od tego, czy pedałujesz w czterdziestostopniowym upale, czy nie możesz znaleźć prysznica — mieć przy sobie coś, co daje poczucie świeżości, to dla nas księżniczek absolutna podstawa. 🙂
Nie martwisz się o wagę? Postaw na komfort!
Kemping to nie tylko to, co zmieścisz w plecaku. Coraz częściej jeździ się na kemping samochodem — i wtedy naprawdę warto zadbać o wygodę, bo jak to mówią: „auto uniesie wszystko”. Świetnym pomysłem jest składany meble kempingowy (stolik kempingowy, krzesła czy fotele), przenośne grille i kuchenki, a nawet składane szafy kempingowe czy całe przenośne kuchnie.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRAutorzy już nigdy nie wybiorą się na daleką rowerową wyprawę na elektrycznych rowerach do Grecji, bo trwająca półtora miesiąca trasa z Czech przez Słowenię (jezioro Bled), Dolomity i Bałkany aż do Grecji w lipcowym upale ponad 35 stopni była wyczerpującą kombinacją ciężkich elektrycznych rowerów (25 kg bez bagażu, 50–60 kg z bagażem), pracy online do późnej nocy i konieczności pomijania miejsc leżących poza trasą, w tym Meteorów i Mostaru. Na jednym ładowaniu rowery przejeżdżały od 70 do 190 km, zależnie od terenu, ale mimo to nie zdążyli niczego porządnie zobaczyć ani powędrować po górach. Podróż nie była też tania, bo trzeba było płacić za kempingi i chować się od upału w restauracjach i kawiarniach, a jedzenie ograniczało się do fasoli i spaghetti gotowanych w jednym garnku. Elektryczny rower polecają tylko na krótsze, maksymalnie tygodniowe wyjazdy bez ciężkiego bagażu.
Po naszym ślubie wyruszyliśmy w lipcu na długodystansową trasę rowerową na rowerach elektrycznych do Grecji, żeby sprawdzić, co taka wyprawa tak naprawdę oznacza. W Polsce ani nigdzie w Europie nie spotkaliśmy podobnego szaleńca, który wsiadłby na taką ciężką bestię (rower elektryczny waży ok. 25 kg bez bagażu) i pojechał na południe. Był to jeden z najciekawszych miesięcy w naszym życiu – prawdziwa przygoda, ale taka, której już nigdy nie powtórzymy. Dlaczego?
1) Rowery elektryczne to wielkie, ciężkie potwory, które próbują cię zabić
Z Łukaszem od kwietnia ani na chwilę nie zwolniliśmy tempa – pisaliśmy prace dyplomowe, zdawaliśmy egzaminy, planowaliśmy ślub, a jakby tego było mało, oboje pracowaliśmy na pełny etat.
Długodystansowa jazda na rowerach elektrycznych na początku nie była ani łatwa, ani przyjemna
Może jednak warto było przetestować rowery wcześniej
Na naszych nowych rowerach elektrycznych usiedliśmy po raz pierwszy (tak, byliśmy szaleni) dopiero wtedy, gdy stały się już ciężkimi bestiami z pełnym bagażem. Czyli w dniu wyjazdu. Ja ruszyłam dopiero za kilkutym podejściem, a przez pierwsze dwa tygodnie regularnie zwalałam się z siodełka jak gruszka z drzewa (Łukasz przewracał się rzadziej, ale i on nie uniknął upadków). Z tym całym ładunkiem rowery ważyły jakieś 50–60 kg i były naprawdę potworami.
W mediach społecznościowych z radością zrzucaliśmy winę za wszystkie problemy na nasze dwa rumaki. Teraz się przyznam – sami byliśmy sobie winni, bo nie jeździliśmy na nich wcześniej. Skąd wiem? Pod koniec wyprawy śmigaliśmy na nich z nosem w górę jak prawdziwi piraci drogi!
Z ładowaniem nie było problemu
Naprawdę – na rowerach elektrycznych było łatwiej. I szczerze je polecam. Nasze na jednym ładowaniu przejeżdżały 70–190 km w zależności od terenu (te 190 km to absolutna równina), a naładować akumulatory pozwolą ci właściwie wszędzie. Wystarczy zapytać. Raz ładowaliśmy nawet w warzywniaku. Tylko kiedy już je przywieziesz do domu – nie jedź od razu na nich do Grecji, dobra?
2) Praca na rowerach nie jest niemożliwa, ale to jak praca z grypą żołądkową
W połowie drogi musieliśmy zrobić 3-dniową pauzę na intensywną pracę
Łukasz i ja oboje pracujemy zdalnie. Dzięki temu mam w zanadrzu mnóstwo historii o wyjątkowo nietypowych miejscach, w których przychodziło mi pracować. Gdy coś jest pilne, potrafię usiąść na podłodze, włączyć dane mobilne i pracować nawet w toalecie. Pracowałam w Ugandzie na wysokości 2500 m n.p.m. i przy śmietnikach w zaułku gdzieś w centrum miasta.
Pracowaliśmy też podczas naszej 3-miesięcznej podróży przez Amerykę, więc nie spodziewaliśmy się, że na rowerach będzie z tym jakiś problem. I zgadnijcie. Był. I to duży.
Szybkie spojrzenie i znowu w drogę
Nie wiem, co było gorsze. Czy to, że byliśmy wykończeni całodziennym pedałowaniem, czy to, że nie mogliśmy po prostu podjechać kilka kilometrów dalej po lepsze wi-fi, gdy to na kempingu nie działało (10 km na rowerze to naprawdę kawał drogi, szczególnie gdy masz już za sobą ponad 100 km). Poza tym (co powinnam była przewidzieć) podczas jazdy nic nie zrobisz. O ile zwykle w aucie podczas road tripu załatwiam połowę spraw, tu musiałam czekać, aż gdzieś się zatrzymamy.
Co jest gorsze – upał czy zmęczenie?
Nasz typowy dzień wyglądał tak: wstawaliśmy między szóstą a siódmą, błyskawicznie zwijaliśmy namiot i już kwadrans później, na wpół śpiąc, ostro pedałowaliśmy na bestiach. Zatrzymywaliśmy się w supermarkecie po jogurt pitny na śniadanie, żeby nie tracić czasu. Od Polski aż do Grecji temperatury nie spadały poniżej 35 stopni Celsjusza.
Upały towarzyszyły nam na rowerach już od samego początku trasy
W południe zatrzymywaliśmy się na godzinę lub dwie na obiad, a potem jechaliśmy aż do wieczora (oczywiście z przystankami na zimne napoje). Do kempingu docieraliśmy między szóstą a ósmą, szybko się myliśmy, gotowaliśmy coś do jedzenia, a potem szukaliśmy wi-fi i pracowaliśmy do północy. Często zaczynaliśmy pracować dopiero koło wpół do dziesiątej – i chyba nie muszę opisywać, jak bardzo byliśmy zmęczeni (tabletki na sen zdecydowanie nie były nam potrzebne).
Internet nie zawsze działał szybko, a czasem nie działał wcale. Sielanką to nie było. Zmęczenie, brak czasu i stres – czułam się, jakbym pracowała z grypą żołądkową. A może nawet gorzej.
3) Żegnaj, wolności
Wiedzieliśmy, że wiele miejsc będziemy musieli ominąć, ale ominęliśmy ich naprawdę dużo. Wszystkie, które nie leżały bezpośrednio na naszej trasie. Wiem, że o podróżowaniu nie chodzi o zobaczenie wszystkiego. Ale to nam odebrało możliwość chodzenia po górach – po przepięknych górach – a wiecie, jak bardzo kochamy trekking.
Na góry głównie patrzyliśmy z daleka
Wizja, że zostawisz gdzieś załadowane rowery elektryczne z całym dobytkiem, była nienajrealistyczniejsza. Opłakałam wiele trekkingów, greckie Meteory i Mostar. Miejsca, na które czekałam, ale na rowerze elektrycznym okazały się poza naszym zasięgiem. Gdzie ta wolność, którą miałeś podobno czuć na rowerze?
4) Niczego nie obejrzysz porządnie
Myślę, że półtora miesiąca na podróż przez Europę to całkiem sporo. A jednak i tak wiele rzeczy przegapisz. Zatrzymanie się gdzieś na kilka godzin oznacza prawie brak postępu na trasie. Na początku staraliśmy się to przeżywać – kąpaliśmy się w jeziorze Bled, zwiedzaliśmy miasteczka. Szybko nam to przeszło, gdy zorientowaliśmy się, jak bardzo nie nadążamy. A na wiele miejsc z rowerem po prostu się nie dostaniesz.
5) Pogoda to twój główny wróg
Tak, jadąc do Grecji w największe upały, popełniliśmy duży błąd. Ale do tych czterdziestostopniowych temperatur w końcu się przyzwyczailiśmy. Nauczyliśmy się je omijać – wstawaliśmy wcześnie i przeczekiwaliśmy południe w kawiarniach i restauracjach.
Albo żar lał się z nieba, albo właśnie to
Gorzej było, gdy w Dolomitach złapał nas ogromny deszcz i zimno. Lało uparcie cały dzień i całą noc, a my czuliśmy się zupełnie bezradni. Przemokliśmy do suchej nitki, przemókł namiot, przemokły śpiwory. Przemokło całe nasze życie! Dobra, przesadzam, ale nasze jedyne długie spodnie i koszulka były kompletnie mokre, a my nie wiedzieliśmy, co zrobimy, bo deszcz nie przestawał. Nieraz znaleźliśmy się w sytuacji, gdy dosłownie nie mieliśmy się gdzie schować przed pogodą.
6) Rowerowanie jest drogie
Rowerowa podróż to niekoniecznie tanie rozwiązanie
Naiwnie myśleliśmy, że podróżowanie na rowerze będzie tanie. Tymczasem, jeśli chcesz robić to legalnie, w Europie płacisz za kemping każdego dnia. Do tego w tych upałach często kończyliśmy w restauracjach i kawiarniach. Jeśli siedzisz teraz w klimatyzowanym miejscu, może ci się wydawać, że byliśmy rozpieszczeni – ale spróbuj jeździć 8 godzin dziennie w 40 stopniach. Wtedy przestajesz myśleć o pieniądzach. Ile nas to wszystko kosztowało? O tym w osobnym artykule.
7) Przez półtora miesiąca jesz ciągle to samo
Na początku używaliśmy świeżych składników, ale szybko wyszło na jaw, że gotowanie 2 godziny nie wchodzi w grę
Ponieważ prawie każdego dnia rozbijaliśmy namiot, gotowaliśmy na małym przenośnym kuchence i w jednym małym garnku. Wymyślenie czegoś bardziej wyszukanego niż fasola albo spaghetti po całym dniu jazdy po prostu przekraczało nasze możliwości. A nieraz nie było nawet dostępnych odpowiednich składników.
Podsumowanie
Nasze rowery elektryczne czekają na kolejną przygodę – dokąd pojedziemy następnym razem, zobaczymy.
Zakochaliśmy się w rowerowaniu (nie spodziewałeś się tego, prawda?). Ale nie na tyle, żebyśmy chcieli wyruszać w załadowany sprzęt na dłuższe trasy niż tygodniowe – z wyżej wymienionych powodów.
Napisałam dużo, ale prawda jest taka, że największym problemem była głównie praca i brak możliwości chodzenia po górach. Rower elektryczny to poza tym świetna sprawa i jeśli kiedyś będziecie w Polsce w naszych okolicach, jest całkiem możliwe, że natraficie na nas właśnie na nich.
Wszystkie artykuły z naszej podróży możesz przeczytać na stronach Reportéru.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRAutorka zawsze wybrałaby studia zamiast podróży, bo uczelnia daje pięć rzeczy, których żadna wyprawa nie zastąpi: głęboką wiedzę specjalistyczną, krytyczne myślenie, szerszą perspektywę dzięki dyskusjom i wykładom, praktyczne doświadczenie (na przykład godziny spędzone przy wywoływaniu zdjęć w ciemni) oraz cenne kontakty ze znajomymi ze studiów i autorytetami z branży. Sama skończyła dziennikarstwo na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Karola w budynku Hollar i regularnie jeździła na Letnią Szkołę Dziennikarstwa w Havlíčkovym Brodzie. Jak podkreśla, to pięć konkretnych powodów, dla których nigdy nie zamieniła studiów na podróże — a na podróżowanie, jak dodaje, będzie mieć czas do końca życia.
Ostatnio w mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się głosy, że podróżowanie da ci więcej niż jakiekolwiek studia. Znane osoby bez cienia wstydu przyznają, że szkoła ich nudziła i na nic się nie przydała. Niejeden młody człowiek może z tego wyciągnąć wniosek, że powinien rzucić edukację w kąt, spakować plecak i przez dziesięć lat włóczyć się po świecie. Podróże naprawdę dużo uczą — większej tolerancji dla innych kultur, samodzielności, odporności i elastyczności — ale są rzeczy, których nie zastąpią.
Zanim przejdę do tego, dlaczego nigdy nie wybrałabym podróżowania zamiast studiów, chcę powiedzieć kilka ważnych rzeczy. Wcale nie uważam, że wyższe wykształcenie jest konieczne dla każdego. Myślę, że świetną decyzją jest zostanie sprawnym murarzem, floristką czy fryzjerką. Ten artykuł jest tylko o mnie. O tym, dlaczego ja zawsze wybrałabym studia przed podróżowaniem.
Życie w Kanadzie przyniosło mi mnóstwo wspaniałych doświadczeń i mnie zahartowało.
1) Są rzeczy, których bez studiów się nie nauczysz
Nasze pokolenie chce wszystkiego od razu. I od razu nie wszystko jest możliwe. Lekarzem ani prawnikiem nie zostaniesz z dnia na dzień — i z pewnością nie przez samodzielną naukę. Ale nie chodzi tylko o te zawody. Na studiach zgłębiasz tematy do takiego poziomu, do jakiego nigdy byś nie dotarła samodzielnie. Może cię to nawet nie interesuje. Pewnie wiele z tych wiedzy nigdy ci się nie przyda. Ale tym, co naprawdę wyniesiesz, jest świadomość, że nic nie jest czarno-białe, że każdy problem ma wiele warstw, które można badać. Studia pokazują, że do problemów trzeba podchodzić krytycznie — i że każdy w kawiarni ma opinię na wszystko, ale razem wzięci niewiele wiedzą na poważnie.
2) Widzieć świat w szerszej perspektywie
Nasz świat żyje w coraz szybszym tempie. Większość z nas jest na koniec dnia zadowolona, jeśli uda się ogarnąć codzienne obowiązki między pracą a rodziną — i z pewnością nie ciągnie nas do głębszych dyskusji. Dyskutowanie, pozwalanie sobie na kwestionowanie własnych poglądów i patrzenie na świat oczami ludzi spoza mojej bańki było jednym z najciekawszych aspektów studiów. Oczywiście, problemem jest to, że na wielu uczelniach dyskusjom nie poświęca się wystarczająco dużo miejsca — ale to temat na inną okazję. Studiując, masz wyjątkową okazję chodzić na różnorodne debaty i wykłady. Tak, po studiach też to jest możliwe, ale szczerze — ile z nas faktycznie do tego dochodzi w wirze codziennego życia?
Może się wam z moich mediów społecznościowych wydawać, że podróżowanie to mój priorytet nr 1. Ale w rzeczywistości zawsze były to studia, rodzina i przyjaciele. A potem praca i podróże.
3) Spróbujesz rzeczy, do których inaczej byś nie dotarła
Nie studiowałam chemii ani nanotechnologii — tam ten punkt byłby jeszcze ciekawszy. Studiowałam dziennikarstwo (i kochałam to!).
Przez pierwsze lata licencjatu spędzałam godziny w ciemni, wywołując filmy i powiększając zdjęcia.Większej przygody rozgrywającej się w jednym małym pomieszczeniu nie przeżyłam.
Pamiętam, jak kiedyś chciałam czegoś od taty i groziłam: „To będę dostawać jedynki w szkole.” A tata spokojnie odparł coś w stylu: „To je sobie dostawaj. To są twoje oceny.” Jedynek nigdy nie dostawałam, a mama śmiała się ze mnie, gdy dostałam złą ocenę, że musi mnie pocieszać. Byłam kujonem. Chyba nadal jestem.
4) Kontakty
Na dziennikarstwie studiowałam otoczona ludźmi, którzy zmierzali w te same lub bardzo podobne obszary zawodowe. Już samo środowisko tej społeczności było wzbogacające. Moi bardziej ode mnie odnoszący sukcesy znajomi ze studiów pracują dziś w telewizji i radiu publicznym — i jestem z nich szczerze dumna. Kiedy włączam radio albo wiadomości, muszę chwilę poczekać, by usłyszeć znajomy głos.
Na studiach miałam okazję spotkać ludzi, których podziwiałam jeszcze od liceum — niektórzy mnie wręcz uczyli lub prowadzili choć kilka seminariów. Starałam się wycisnąć ze studiów jak najwięcej: przez pierwsze lata, zanim zaczęłam pracować, biegałam po stażach, kursach, warsztatach i wykładach. Te pierwsze lata na studiach były najpiękniejsze. Dzięki temu wszystkiemu odkryłam nie tylko to, co chciałabym robić, ale i to, czego nigdy w życiu nie chciałabym się tykać.
5) Kontakt z instytucją
Ten punkt może wydawać się zabawny, ale jest jak najbardziej prawdziwy. Na studiach przeżyjesz niejedno nieprzyjemne zderzenie z systemem. W lepszych przypadkach jest to tylko kontakt z formalnymi wymogami i niedziałającą stroną do rejestracji na egzaminy. Życie w Polsce to życie w systemie. A studia to taki poligon doświadczalny przed coroczną walką z rozliczeniem PIT, wnioskiem o kredyt hipoteczny czy rozmową z ubezpieczycielem. I tak czy inaczej, nigdy nie zapamiętasz, co wystarczy wysłać elektronicznie, a co trzeba wydrukować w kilku egzemplarzach i zanieść do konkretnego okienka. Bo system się zmienia. I regularnie podnosi nam poziom adrenaliny. 🙂
I ile kawiarni odkryłam podczas studiów 😀
Kiedy odbierałam swój dyplom magisterski, było mi smutno. Za nic w świecie nie oddałabym lat spędzonych na studiach. Należę do tych ludzi, którzy nie chcieli opuścić ani jednych zajęć, a na większość wykładów szłam z prawdziwą radością. Jasne, czasem coś olałam, czasem czegoś nie poszłam. Ale moje studia były piękne, ekscytujące na swój sposób i pełne magii — i nie żałuję ani przez chwilę, że zamiast tego nie podróżowałam. Na to mam przecież całe życie.
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRNa roadtrip po Australii potrzebujesz elektronicznej wizy eVisitor 651 — jest bezpłatna, obowiązuje rok i pozwala na wielokrotny wjazd na pobyty do 90 dni. Najpopularniejsze trasy to wschodnie wybrzeże z Sydney, Brisbane, Cairns i Wielką Rafą Koralową, trasa środkowa z Adelaide do Darwin przez Uluru oraz trasa południowa z Perth do Melbourne wzdłuż Great Ocean Road z wypadem na Tasmanię. Autorka pokonała trasę Sydney–Melbourne–Adelaide–Alice Springs–Darwin, czyli prawie 9000 kilometrów w ciągu miesiąca. Wynajem samochodu z ubezpieczeniem i opłatą za oddanie auta w innym mieście kosztował ją ok. 1700 AUD, a łączne wydatki na cały miesiąc (bez biletu lotniczego) wyniosły ok. 40 tysięcy koron. Najlepiej jechać na wybrzeże od grudnia do stycznia, a do czerwonego centrum z Uluru od czerwca do września. Warto pamiętać, że kempowanie poza wyznaczonymi miejscami jest zabronione.
Czerwony kontynent „Down Under” powinien odwiedzić każdy podróżnik przynajmniej raz w życiu. Bawić się z kangurami, obserwować leniwe koale, nurkować na Wielkiej Rafie Koralowej czy podziwiać wschód słońca przy magicznym Uluru – to doświadczenia, które zapadają głęboko w pamięć. I choć Australia ma opinię drogiego kraju, można tu podróżować niskobudżetowo. Idealnym sposobem na poznawanie tego kontynentu jest roadtrip po Australii, który dzięki nocowaniu na łonie natury i gotowaniu na świeżym powietrzu zredukuje Twoje koszty podróży do minimum. Sprawdźmy, jak zaplanować idealny roadtrip po Australii i co warto wiedzieć przed wyjazdem.
W tym przewodniku po Australii podpowiem Ci, jak załatwić:
Jeśli lecisz do Australii z Europy, bilet lotniczy będzie jednym z Twoich największych wydatków. Oczywiście z odrobiną szczęścia uda Ci się złapać bilety w obie strony w promocji nawet za 400–500 EUR, ale raczej licz się z tym, że wydasz dwa razy tyle.
Świetnym sposobem, żeby dotrzeć na czerwony kontynent, jest przelot np. z Nowej Zelandii lub odwiedzenie Australii podczas podróży po Azji Południowo-Wschodniej. Z tych miejsc lata na najmniejszy kontynent mnóstwo tanich linii lotniczych oferujących korzystne ceny.
Absolutną koniecznością jest wykupienie ubezpieczenia podróżnego jeszcze przed wylotem. O tym, które ubezpieczalnie oferują najwyższą ochronę w najlepszej cenie, przeczytasz tutaj.
Wizy do Australii to konieczność
Przed podróżą nie możesz zapomnieć o załatwieniu wizy. Jeśli Twoja australijska przygoda nie potrwa dłużej niż 90 dni, najlepszym rozwiązaniem jest wiza elektroniczna eVisitor 651, która jest bezpłatna. Po tę opcję sięga większość podróżników. Wiza zazwyczaj przychodzi na e-mail w ciągu kilku godzin lub dni. Ważność wizy eVisitor to jeden rok, a z jej pomocą możesz wjeżdżać na czerwony kontynent wielokrotnie.
Kiedy najlepiej wyruszać na roadtrip po Australii
Nie istnieje uniwersalna zasada dotycząca tego, kiedy wybrać się na czerwony kontynent. Twoja decyzja będzie zależeć od tego, które regiony Australii chcesz odwiedzić. Choć większość z nas wyobraża sobie ten kraj jako gorącą, wypaloną pustynię, prawda jest taka, że na terytorium Australii znajdziemy aż 6 różnych stref klimatycznych.
Wielu podróżników wybiera na wizytę w Australii europejską zimę, czyli okres od grudnia do lutego. O tej porze roku spotkasz na szlaku tłumy backpackerów, którzy liczą na ładną pogodę i wyższe temperatury. Wschodnie i południowe wybrzeże kontynentu to w tym czasie zdecydowanie dobry wybór, szczególnie jeśli chcesz surfować lub snorklować. W outbacku jednak podróżowanie latem jest mocno niekomfortowe – po drodze możesz natknąć się na zamknięte szlaki, które mają chronić nieodpowiedzialnych turystów przed zbyt wysokimi temperaturami.
Sami mieszkańcy Australii wybierają na odkrywanie czerwonego środka kraju europejskie lato. Okres od czerwca do września oferuje przyjemne temperatury i nie przepełnione turystami kempy. Jeśli zdecydujesz się podróżować po Australii w tym czasie, pamiętaj, że na południu kontynentu będzie zima. Mam na myśli temperatury spadające nawet poniżej zera. My nie byliśmy na to przygotowani i niektóre bezsenne, mroźne noce będziemy pamiętać do końca życia.
Idealne trasy, którędy się wybrać
W internecie znajdziesz kilka popularnych tras, które zapewniają maksimum wrażeń przy minimum czasu spędzonego za kierownicą. Prawdopodobnie najpopularniejsza jest trasa wschodnia, prowadząca z Sydney lub Brisbane na północ do Cairns. Główną atrakcją na tej trasie jest Wielka Rafa Koralowa. Jeśli kochasz ocean, surfowanie i nurkowanie, ta droga będzie dla Ciebie idealna.
Nieco mniej uczęszczana jest trasa prowadząca środkiem kontynentu, której złotym – a raczej czerwonym – punktem jest Uluru. Wyruszysz z Adelaide i zakończysz w Darwin. Ta trasa jest przeznaczona dla poszukiwaczy przygód, którzy chcą doświadczyć takiej Australii, jaką znają z podręczników geografii. Wadą są setki kilometrów spędzonych w samochodzie, kiedy przez cały dzień nie spotkasz niczego interesującego.
Trzecia, południowa trasa, prowadzi z Perth do Melbourne. Na tej trasie nie tylko przejedziesz jedną z najpiękniejszych dróg na świecie – słynną Great Ocean Road – ale po drodze możesz też zatrzymać się na dziewiczej Tasmanii.
Podane trasy traktuj tylko jako wskazówki – ostatecznie możesz przejechać Australię, jak Ci się tylko podoba. Musisz jednak dobrze obliczyć, ile dni na taki roadtrip na miarę będziesz potrzebować. My po długich przemyśleniach zdecydowaliśmy się na trasę Sydney – Melbourne – Adelaide – Alice Springs – Darwin. Naszymi głównymi priorytetami był czerwony środek kontynentu, ale nie chcieliśmy też przegapić Sydney. W ciągu jednego miesiąca pokonaliśmy prawie 9 000 kilometrów i tę trasę mogę zdecydowanie polecić.
Ale nawet ta trasa nie musi być Twoim limitem. Bilety lotnicze do Australii są drogie, dlatego nie bój się wyruszyć nawet na trzymiesięczną ekspedycję i przejechać czerwony kontynent wzdłuż i wszerz. Znam też takich szaleńców, którzy zobaczyli w Australii dosłownie wszystko i przejechali ponad 20 000 kilometrów.
Jeśli siedzenie w samochodzie to nie Twoja bajka, możesz roadtrip połączyć z lotami krajowymi. W Australii działa mnóstwo tanich linii lotniczych, które za niewielkie pieniądze przewiozą Cię tam, gdzie potrzebujesz. Samochód możesz wypożyczyć w każdym większym mieście, więc pozostaje Ci tylko zaplanować, jak rozwiążesz kwestię sprzętu kempingowego.
Wypożyczenie samochodu
Kolejną poważną pozycją w Twoim budżecie będzie wypożyczenie samochodu. Ceny są różne – największą rolę gra to, na jaki typ pojazdu się zdecydujesz. Najtańsze są oczywiście małe autka, nieco droższe klasyczne osobówki, a najdrożej wychodzą campervany, busy i kampery. My zdecydowaliśmy się na tani Ford Falcon w wersji kombi, w którym wygodnie zmieściliśmy się we czwórkę razem z całym bagażem.
W zależności od wybranej trasy dobieraj też typ napędu. Jeśli chcesz jeździć po nieutwardzonych drogach, polecamy wybrać auto z napędem 4×4. Z drugiej strony, jeśli nie boisz się wyzwań, także z napędem na dwie osie da się pokonać spore odcinki off road.
Nie mniejszym wydatkiem niż sam wynajem jest ubezpieczenie samochodu. To Twoja decyzja, czy zdecydujesz się ubezpieczyć swój tymczasowy dom, czy nie. Możesz wybrać często niekorzystne ubezpieczenie bezpośrednio w wypożyczalni lub znaleźć dobrą ofertę u zewnętrznego ubezpieczyciela. Uwaga – nawet jeśli ubezpieczysz auto, ochrona zazwyczaj nie obejmuje jazdy po nieutwardzonych drogach. My zdecydowaliśmy się jedynie na ubezpieczenie przedniej szyby, które kosztowało 70 AUD (ok. 43 EUR). Opłaciło się – przednią szybę udało nam się zbić kilka razy z powodu kamieni odlatujących od przejeżdżających roadtrainów.
Wypożyczalnie naliczą dodatkową opłatę, jeśli zdecydujesz się zwrócić auto w innym mieście niż to, w którym je odebrałeś. To tak zwana opłata one way, która sięga kilkuset dolarów australijskich. W naszym przypadku, gdy odbieraliśmy auto w Sydney i zwracaliśmy w Darwin, było to 200 AUD (ok. 120 EUR).
Nasz „okręt”, jak nazywaliśmy nasz samochód, kosztował nas na miesiąc, łącznie z ubezpieczeniem przedniej szyby i opłatą one way, około 1 700 AUD (ok. 1 030 EUR). Wypożyczaliśmy go od firmy Travellers Autobarn, którą mogę z czystym sumieniem polecić. Dla tych z Was, którzy jadą do Australii na dłuższą przygodę, opłaca się kupić samochód na miejscu. Trzeba jednak liczyć się z ryzykiem awarii, a także zarezerwować sobie wystarczająco dużo czasu w miejscu docelowym na jego sprzedaż.
Unikaj jazdy o zmierzchu i w nocy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że na drodze potrącisz kangura lub inne zwierzę.
Jeszcze przed wylotem z Polski nie zapomnij wyrobić międzynarodowego prawa jazdy, bez którego w Australii nie siadaj za kierownicę. W Polsce wydaje je starostwo powiatowe lub urząd miasta – koszt to ok. 35 PLN, a dokument otrzymasz stosunkowo szybko.
Kempowanie w Australii
Wild camping, czyli „gdzie postawisz namiot albo samochód, tam zaśniesz”, jest w Australii zabroniony. Aby uniknąć wysokich mandatów, przestrzegaj lokalnych zasad i śpij tylko w dozwolonych miejscach. Najprostszym, a zarazem najdroższym wariantem kempowania są płatne kempy. Na najmniejszym kontynencie na szczęście znajdziesz mnóstwo darmowych kempingów. Do ich znalezienia pomogą Ci aplikacje, które mapują takie miejsca.
Na podróż zaopatrz się w lokalną kartę SIM z internetem. Licz się jednak z tym, że w outbacku na sygnał raczej nie natrafisz. Dobrą alternatywą jest karta eSIM od Holafly lub Yesim, którą aktywujesz jeszcze przed wylotem.
Najpopularniejsze z aplikacji to Camper Mate i Wiki Camps – polecamy je pobrać jeszcze przed podróżą. Oprócz miejsc na nocleg w aplikacjach znajdziesz też prysznice, pralnie, stacje benzynowe czy Wi-Fi. Ważne jest rozpoznanie, czy Twój samochód posiada oznaczenie „self-contained”. Jeśli tak, wybór kempów będzie znacznie szerszy. Nie musisz się jednak obawiać – nawet bez wbudowanej toalety i zlewu w aucie znajdziesz mnóstwo miejsc, gdzie w Australii legalnie przenocujesz. Na darmowych kempach nie licz jednak na żaden luksus – dość często jedynym „wyposażeniem” będzie sucha toaleta.
Sprzętu kempingowego raczej nie pociągniesz przez pół świata – polecam zabrać ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Jeśli na czerwonym kontynencie planujesz wypożyczyć campervana, większość wyposażenia będzie częścią wynajmu. Resztę kupisz w dobrej cenie np. w sieci sklepów Kmart. Nasza ekipa zabrała ze sobą tylko dobrej jakości śpiwór, karimatę, czołówkę i filtr do wody. Dalsze wyposażenie dostosuj do regionów, do których się wybierasz. W outbacku nie zapomnij o wystarczającej ilości kanistrów na wodę pitną, przyda się krem z filtrem UV, nakrycie głowy, a w zależności od regionu i pory roku – również bardzo ciepłe ubrania.
Ceny w Australii
Choć Australia ma opinię drogiego kraju, ceny nie są aż tak szalone, jak się mówi. W czasie wizyty niestety nie prowadziłam dokładnego budżetu, ale bez biletów lotniczych moje wydatki wyniosły w przeliczeniu około 1 600 EUR. Na czerwonym kontynencie spędziłam miesiąc, razem z trójką przyjaciół wypożyczyłam samochód, spałam głównie na darmowych kempach i sama przygotowywałam jedzenie. Słowem – niskobudżetowy wyjazd na całego.
Jedzenie najkorzystniej kupować w supermarketach. My przeżywaliśmy głównie na makaronie, ryżu, fasoli, kiełbaskach, tostowym chlebie z masłem orzechowym i hummusie. Do gotowania wykorzystywaliśmy zarówno nasze kuchenki turystyczne, jak i stare dobre ognisko lub publiczne grille, których w całym kraju jest mnóstwo. Kiedy chcieliśmy sobie podfrunąć, kupowaliśmy w supermarkecie grillowanego kurczaka, szliśmy na burgera lub fish and chips. Dużą część budżetu stanowiło też piwo i wino, które na trasie pozwalaliśmy sobie praktycznie codziennie.
Cena benzyny lub diesla jest mocno zależna od regionu, w którym zamierzasz tankować.
Najkorzystniejsza cena benzyny wynosiła około 1,3 AUD za litr, ale w środku outbacku może wzrosnąć nawet powyżej 2 AUD za tę samą ilość paliwa.
Jeśli chcesz w Australii cieszyć się wakacjami na całego i zapłacić za jakąś atrakcję, taką jak surfowanie, nurkowanie czy wizyta w wildlife parku, musisz sięgnąć głębiej do kieszeni. Parki narodowe są z reguły bezpłatne, wyjątek stanowi obszar Uluru – Kata Tjuta. Nie daj się jednak zniechęcić płatnymi atrakcjami. Także tutaj możesz ułożyć perfekcyjny program wakacji za minimalne pieniądze.
Książki, które polecamy do planowania roadtripu po Australii
Porady i triki na podróżowanie po Australii
Co spakować
Zajrzyj do naszego poradnika pakowania na podróż, który pomoże Ci w przygotowaniach. Wybierz odpowiedni plecak podróżny, zobacz sprytne gadżety i nie zapomnij w domu niczego ważnego.
Ubezpieczenie podróżne to absolutna konieczność. Na krótsze wyjazdy wybieramy AXA (50% zniżka), a na dłuższe podróże brytyjskiego ubezpieczyciela True Traveller. Sprawdź nasze porównanie ubezpieczycieli i wybierz tego, który najbardziej Ci odpowiada.
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRWymarzony ślub da się zaplanować bez wedding plannera w kilka miesięcy, ale kluczowe sprawy – miejsce, suknię i zaproszenia – warto załatwić z dużym wyprzedzeniem, resztę spokojnie da się dograć nawet miesiąc przed uroczystością. Autorzy opisują swój ślub dla 30 gości w Stodole Suška koło Znojma, którą dziś odradzają ze względu na niesolidność obsługi, a jako lepszą alternatywę wskazują ogród pałacu Mitrowicz. Ostateczne koszty wesela wyniosły 222 254 koron, a największe wydatki to muzyka, celebrant, fotograf i wideo za 62 000 koron, nocleg dla gości za 32 000 koron oraz suknia za 32 900 koron. Polecają zainwestować przede wszystkim w fotografa i wideo, a ślub zaplanować na wieczór – południowa pora oznacza gorsze światło na zdjęciach i mniej snu.
Wszyscy powiedzą Ci, że wesele będzie najpiękniejszym dniem w Twoim życiu. Ale mało kto powie, co właściwie może pójść na nim nie tak (i nie mówię tu o pogodzie). Od tego jesteśmy my. Niech ten artykuł pomoże Ci popełnić podczas planowania wesela mniej błędów niż my. Dowiesz się, w jak długim czasie da się zaplanować wesele, jakie mieliśmy my, ile mniej więcej kosztuje, czy potrzebujesz koordynatorki ślubu lub DJ-a i jak zabawić gości.
Dzień przed weselem wyglądało, że goście umrą z głodu
Nasze wesele miało być bajką zaplanowaną bez nerwów, awantur i stresu. Bajka faktycznie z tego była. Wyszło dokładnie tak, jak miało (nie, to nie była katastrofa, było magicznie), ale nerwów nas to kosztowało sporo — dzień przed weselem szukaliśmy dowozu pizzy do naszej miejscowości, bo wyglądało na to, że połowa gości umrze z głodu.
W jak długim czasie da się zaplanować wesele
Lukáš oświadczył mi się w grudniu 2017 roku. Chcieliśmy wziąć ślub latem, co oznaczało, że musieliśmy jak najszybciej znaleźć miejsce. Domyślałam się, że te najpiękniejsze mogą być już wtedy beznadziejnie zapełnione. Udało nam się złapać czwartkowy termin (26.7.2018), reszta lata w naszym wymarzonym miejscu była już dawno zajęta. Gdy wybraliśmy miejsce, zaczęłam zajmować się sukienką. Miejsce, sukienka i zaproszenia to naprawdę jedyne rzeczy, które trzeba załatwić z dużym wyprzedzeniem. Resztę dopięliśmy na ostatni guzik miesiąc przed weselem.
Obrączki i sukienka online
Miałam jasną wizję sukienki ślubnej, którą znalazłam na Pinterescie. Przepiękna dwuczęściowa sukienka, zwiewna spódnica i do tego koronkowa, luźna góra. W naszym kraju nie znalazłam jednak nic podobnego. A potem pomyślałam — po co mam szukać podobnej sukienki, skoro mogę zamówić dokładnie tę, którą znalazłam na Pinterescie. Wytropiłam pracownię, która je szyje, wysłałam wymiary i modliłam się, żeby Lukáš zmierzył mnie poprawnie. Kiedy przyszła, leżała idealnie, a ja triumfalnie obwieściłam, że nasze wesele będzie bez stresu.
Podobnie było z obrączkami. Obeszliśmy kilka sklepów w mieście i nic nas nie zachwyciło. Wieczorem wybrałam coś w internecie w pięć minut i pomyślałam sobie, że to kółeczko, które będę nosić na palcu, to i tak najnudniejszy pierścionek na świecie, bo to przecież kółeczko. I znowu miałam szczęśliwą rękę. Przyszła idealna obrączka, piękniejsza niż na zdjęciach, i doszłam do wniosku, że jednak nie jest aż takim nudnym kółeczkiem.
Myślałam, że mam wesele w małym palcu. Ale wtedy pojawiły się pierwsze problemy.
Fryzjerki nie miałam, makijaż robiłam sobie sama
W naszej okolicy nie znalazłam nikogo, komu mogłabym zaufać na swój wielki dzień, więc postanowiłam, że umaluję się i uczeszę sama. Rano leżałam z moją świadkową w łóżku, oglądając Simpsonów, a przed obiadem wstałam, nakręciłam włosy, w piętnaście minut zrobiłam makijaż i poszłam coś zjeść. Spokojniejszych godzin przedweselnych nie mogłam sobie wymarzyć.
WSKAZÓWKA: Chcesz wyglądać idealnie, ale nie odważysz się na makijaż samodzielnie? Powierz się w ręce zdolnej wizażystki.
Wesele na odwrót, czyli dlaczego brać ślub wieczorem
Długi sen i mnóstwo czasu zapewnił mi wieczorny obrzęd. Wesele zaczynało się przyjęciem o piątej, co oznaczało, że mam czas przynajmniej do drugiej po południu, kiedy mieliśmy zaplanowaną sesję z Lukášem i druhnami. A dlaczego ślub wieczorem? Branie ślubu w samo południe to największa głupota — jeśli bowiem będzie świeciło słońce, gwarantuje Ci to najgorsze warunki świetlne do zdjęć. Ostre światło i cienie nie pochlebiają twarzy. No i porządnie się przed weselem nawet nie wyśpisz.
Sala weselna jako najgorszy wybór
Podczas gdy wszyscy podziwiacie nasze miejsce ślubu, ja odradzam je każdemu, kto się nad nim zastanawia. Było przepiękne, ale gdybyśmy nie mieli przed weselem egzaminów państwowych i mieli choć trochę czasu na szukanie czegoś nowego, na pewno bym je zmieniła. A jaką salę weselną wybrałabym dziś? Najpewniej ogród zamku Mitrowicz, bo ma świetnego właściciela.
Kiedy przyjechaliśmy w grudniu na pierwsze spotkanie z menedżerką sali, byliśmy zachwyceni. Padały zdania w stylu: „wszystko jest możliwe”, „jedzenie możemy zorganizować my, wegetariańskie też ogarniamy” i „wszystko wam udekorujemy, jak tylko zechcecie”. Wyjeżdżaliśmy zachwyceni, wpłaciliśmy zaliczkę i więcej tym się nie zajmowaliśmy.
Menedżerka próbowała nam wcisnąć gulasz i kotlety
Z drugiego spotkania w lutym nie byliśmy już tak zachwyceni. Menedżerka wciskała nam menu pełne kotletów, gulaszu i pieczonego prosiaka, bo „goście to lubią”. Wyjeżdżałam załamana porażką, nieszczęśliwa, a jedyne, co mnie uspokajało, to to, że możemy to zmienić. Po dokładnym przejrzeniu zaproponowanego menu zdaliśmy sobie jednak sprawę, że nie złożymy z tego zdrowego i lekkiego przyjęcia.
Po długich poszukiwaniach odpowiedniego cateringu, dwa i pół miesiąca przed weselem, skontaktowaliśmy się z firmą I feel good, która po kilku informacjach o naszej wizji ułożyła idealne menu i zaproponowała nawet piknik na degustację. Z entuzjazmem napisaliśmy do sali, że ich cateringu nie chcemy, i cieszyliśmy się na piknik.
Tej sali weselnej na wesele nie polecamy
Nie wpuścimy was do kuchni!
Tyle że menedżerka sali napisała nam, że w żadnym wypadku. Byliśmy w szoku — nic takiego nie było w umowie ani nigdy nam tego nie powiedziano. Gdy domagaliśmy się wyjaśnień, menedżerka nagle stwierdziła, że spróbuje przekonać właścicielkę. Tak kluczyła aż do 3 tygodni przed weselem, zanim dostaliśmy jasną odpowiedź, że własnego cateringu mieć nie możemy, bo nie wpuszczą nas z nim do kuchni. Zaproponowała, że nasze menu od I feel good ugotuje ich kucharz.
Goście będą głodni — oznajmiła menedżerka, która odpowiadała za jedzenie
Chciałabym Wam tu napisać, że to był koniec udręki, ale niestety nie. Dzień przed weselem przyjechaliśmy na miejsce, a menedżerka przy druhnach i rodzinie oznajmiła, że goście będą głodni. Patrzyłam na nią z niedowierzaniem — jak to, że jedzenie za 1800 € dla 30 osób nie wystarczy? „Przecież to wy z kucharzem ustalaliście ilości, więc chyba dobrze policzyliście” — denerwowałam się. „No ale przecież mówiła pani, że u was niewiele się je”. „SŁUCHAM?” To było już dla mnie za wiele. Lukáš mnie odprowadził, mówiąc, że wszystko się dobrze skończy. Dla informacji: połowa jedzenia została. Ale cały dzień przed weselem spędziliśmy na dzwonieniu, gdzie dozamówić jedzenie.
Chciałabym też napisać, że to był jedyny problem z tym bajkowym miejscem, ale nie był. Niczego, co obiecali, nie dotrzymali. Zapomnieli z wyprzedzeniem przygotować nam nagłośnienie i lampki na bramę weselną. Na szczęście nie liczyliśmy na menedżerkę i wszystko na wszelki wypadek przywieźliśmy ze sobą.
Jak rozwiązaliśmy kwestię muzyki
Na obrzęd zdecydowaliśmy się na muzykę na żywo, ale w środku postawiliśmy na Spotify. I był to chyba najlepszy wybór, jakiego dokonaliśmy. Mieliśmy dwie playlisty — jedną spokojną i przyjemną przed ceremonią, a drugą do tańca po niej.
W co warto zainwestować
Zawsze wiedziałam, że moją największą inwestycją na weselu będzie fotograf. Cieszę się, że tak jak głupim wyborem była ta sala, tak świetnym wyborem był Olda z Něco Modrého. Myślę, że jego zdjęcia mówią niemal wszystko. Czego natomiast nie powiedzą, to że Olda jest nie tylko świetnym fotografem, ale i wspaniałym człowiekiem, którego chętnie ma się na weselu. Polubiliśmy go tak, że dziś uważamy go za przyjaciela (i mamy nadzieję, że on nas też).
Kolejną naszą inwestycją byli chłopaki z DIB Production. Zobaczyliśmy ich film pół roku przed weselem i nagle dotarło do nas, że ich potrzebujemy. Nie chcieliśmy filmu z wesela — chcieliśmy filmu DIB z wesela.
Goście zabawią się sami, ale jeśli chcesz kilka pomysłów…
Baliśmy się, co nasi goście będą u nas robić. Okazało się, że nie ma się czego bać. Nie potrzebujesz niczego. Żadnych gier, żadnych głupot. A mimo to trochę urozmaicą wesele.
1) Czekoladowa fontanna
Nasz największy weselny hit. Kto powiedział, że jedzenie nie może być zabawą?
2) Polaroid i księga gości
Tabliczki „Ja też chcę wyjść za mąż” i „Przyszedłem tylko dla jedzenia” zwabiły nawet nasze babcie i dziadków. Pod koniec wieczoru mieliśmy pełną księgę gości ze zdjęciami polaroid.
3) Dokąd musimy wyruszyć w rok i jeden dzień
Postanowiliśmy, że pozwolimy gościom zdecydować za nas, dokąd pojedziemy w przyszłym roku. Wrzucali do pudełka miejsca, a my nad ranem wylosowaliśmy 3 z nich. Jak dostaniemy się na Antarktydę, jeszcze nie wiemy.
4) Życzenie na dziesięć lat
Kiedy byłam mała, napisałam sobie wiadomość na osiemnaste urodziny — tym razem do mojego 35-letniego ja pisałam już nie ja, lecz goście. Mieli możliwość napisać wiadomość, którą otworzymy za 10 lat.
Nasze wesele było bajkowe, mimo wszystkich problemów przy planowaniu, mimo wszystkich nerwów spowodowanych przez salę. I Twoje też takie będzie. Do zaplanowania pięknego wesela nie potrzebujesz koordynatorki ani miesięcy pracy. Wystarczy jasna wizja, weselna lista kontrolna, kilka telefonów i spotkań. No i mocne nerwy.
Ile kosztuje wesele
Nie mieliśmy sztywno ustalonego budżetu, ale orientacyjnie zakładaliśmy, że wesele wyniesie nas około 8000 €, licząc na 55 gości. Ostatecznie było nas tylko 30, a mimo to wesele kosztowało więcej. 8900 € to finalny rachunek, jeśli nie liczyć naszego czasu, półrocznych dojazdów samochodem na drugi koniec kraju i różnych drobiazgów.
Wynajem sali: 800 €
Muzyka, urzędnik, fotograf, film: 2480 €
Nocleg w hotelu dla wszystkich gości: 1280 €
Jedzenie i napoje: 1775 €
Kwiaty: 480 €
Dowóz gości po weselu: 48 €
Zaproszenia na wesele: 48 €
Sukienka dla panny młodej, druhen i strój pana młodego: 1320 €
Obrączki ślubne: 520 €
Czekolada do fontanny: 40 €
Księga gości: 36 €
Zdjęcia Instax: 68 €
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!