Kiedy razem z Łukaszem po raz pierwszy planowaliśmy, kiedy jechać na Alaskę, musiałam się śmiać z własnej naiwności. Myślałam, że przejedziemy Alaskę w dwa tygodnie, przy okazji zobaczymy pięć niedźwiedzi, zrobimy sobie idealne zdjęcia z lodowcem i wieczorami będziemy romantycznie podziwiać zorzę polarną. Rzeczywistość bardzo szybko sprowadziła nas na ziemię. Alaska to bowiem ogromna, absolutnie bezlitosna dzicz, która pochłonęłaby całą Polskę kilkukrotnie i jeszcze zostałoby jej miejsce na deser.
To miejsce, gdzie geografia i pogoda dyktują absolutnie wszystko – co będziecie robić i ile za to zapłacicie. Kiedy ktoś pyta mnie, kiedy jechać na Alaskę, moja pierwsza odpowiedź to zwykle pytanie wzajemne: A co właściwie chcecie tam przeżyć? Sezon na połowy łososia i obserwowanie niedźwiedzi wyklucza się bowiem całkowicie z sezonem zorzy polarnej. Spędziliśmy godziny na googlowaniu, co gdzie i kiedy jest otwarte, ile to będzie kosztować i na co uważać. Dlatego zebrałam to wszystko dla was — miesiąc po miesiącu, bez upiększeń. Po prostu nie chcę, żebyście wrócili do domu z poczuciem, że za te pieniądze widzieliście tylko mgłę i komary. 😅
Podsumowanie
Jeśli pakujecie walizki i nie macie czasu na czytanie całego artykułu, oto najważniejsze punkty, które musicie zapamiętać:

- Główny sezon jest ekstremalnie krótki: Sezon turystyczny trwa realnie zaledwie około 100 dni — od czerwca do połowy września.
- Nie oczekujcie tanich wakacji: Hotele w lipcu kosztują spokojnie 350–500 USD (ok. 1 500–2 100 zł) za noc, a zwykły wynajem samochodu idzie w tysiące.
- Zorzy polarnej latem nie zobaczycie: Ze względu na zjawisko północnego słońca latem jest jasno nawet w nocy, więc po zorzę musicie wybrać się jesienią lub zimą.
- Zamieszanie z nazwami (2026): Najwyższy szczyt Ameryki Północnej nazywał się Denali, potem chwilę McKinley, potem znowu Denali, a od 2025 roku federalne władze znowu mówią McKinley. Jednak park narodowy nadal nosi nazwę Denali.
- Komary to zmora: Bez repelentu z minimum 40% DEET i moskitiery na głowę nie ruszajcie w czerwcu w głąb lądu. Miejscowi nazywają komary państwowym ptakiem i uwierzcie mi — nie przesadzają.
- Połowa parku narodowego jest zamknięta: Z powodu masowego osunięcia ziemi jedyna droga w parku narodowym Denali (Denali Park Road) jest w 2026 roku zamknięta od 43. mili.
Kiedy jechać na Alaskę i jak się tam dostać
Planowanie lotów i terminu podróży to chyba najważniejszy krok całej wyprawy. Na Alaskę nie można po prostu wyruszyć „kiedy będzie wygodnie”. Lotniczą bramą jest niemal zawsze międzynarodowe lotnisko Teda Stevensa w Anchorage (ANC), do którego w głównym sezonie latają liczne połączenia z Seattle czy Chicago, ale z Europy przygotujcie się na długą podróż z przesiadkami.
Bilety w obie strony z Warszawy lub Krakowa w głównym letnim sezonie kosztują około 1 100–1 200 USD, co po przeliczeniu daje spokojnie ponad 4 800 zł. Tanich lotów szukajcie na Kiwi — to nasz ulubiony portal, gdzie często trafiamy na ciekawe kombinacje połączeń. Przyjrzyjmy się teraz poszczególnym miesiącom, żebyście mogli wybrać ten swój.

1. Maj: Tańszy początek, ale pełno błota
Maj to taki specyficzny okres przejściowy. Turystów jest znacznie mniej, a ceny noclegów są o wiele bardziej znośne — to ogromny plus dla budżetu. Problem polega jednak na tym, że wiele jezior na wyższych wysokościach jest nadal przykrytych grubą warstwą lodu.

Szlaki turystyczne, na które może się cieszycie, bywają często nieprzejezdne — pełne topniejącego śniegu lub beznadziejnego błota. Do pieszych wędrówek to naprawdę nie jest idealny miesiąc, ale jeśli zależy wam przede wszystkim na samochodowym roadtripie i obserwowaniu budzącej się przyrody, możecie całkiem sporo zaoszczędzić. 😉
2. Czerwiec: Północne słońce i komary-wampiry
W czerwcu Alaska ożywa i startuje główny sezon. Przeżyjecie tu fascynujące północne słońce — jest jasno całą noc, więc możecie spokojnie wyruszyć na trekking o drugiej w nocy bez czołówki. Łąki rozkwitają dzikimi kwiatami, a zwierzęta są niezwykle aktywne.

Pojawia się jednak bezlitosna rzeczywistość alaskiego interioru — komary. Miejscowi na Reddicie żartują, że Alaska nie ma komarów, tylko nieśmiertelne i niekończące się krwiopijce. Wierzcie mi — bez specjalnej moskitiery na głowę nie zapuszczajcie się w czerwcu w głąb lądu, bo te małe stworzenia zjedzą was żywcem.
3. Lipiec i sierpień: Absolutny szczyt i wędrówka łososia
Lipiec to absolutny peak sezonu. Wszystko jest otwarte, wszystkie wycieczki działają i właśnie wtedy zaczyna się legendarna wędrówka łososia (sockeye salmon), za którym do rzek ściągają dziesiątki niedźwiedzi. To najlepszy czas na słynne obserwacje niedźwiedzi łowiących przy wodospadach w parku narodowym Katmai.

W ostatnich latach lipiec niesie ze sobą jednak ogromne ryzyko pożarów lasów. Jeśli lato jest gorące, liczcie się z tym, że doliny mogą spowić żółtawa mgła z dymu i gór w ogóle nie zobaczycie. W sierpniu z kolei pojawiają się pierwsze nocne przymrozki, co ma jedną cudowną zaletę — mróz w końcu zabija komary i oddycha się znacznie lepiej.
4. Wrzesień: Kolory jesieni i koniec sielanki
Dla mnie wrzesień jest jednym z najpiękniejszych miesięcy. Tundra przybiera niesamowite odcienie czerwieni, pomarańczy i złota, a powietrze jest przyjemnie rześkie. Co więcej, wraz z dłuższymi nocami otwiera się w końcu szansa na zobaczenie zorzy polarnej.

Jest jednak jeden poważny haczyk. W połowie września letni sezon kończy się nagle i bez litości. Większość hoteli, małych pensjonatów i restauracji poza dużymi miastami po prostu zamyka drzwi i nie otwiera ich aż do maja.
5. Październik do marca: Zima dla twardzieli
Od listopada do marca Alaska jest w pełnym uścisku surowej zimy. To absolutny szczyt sezonu na obserwowanie zorzy polarnej, jazdę psim zaprzęgiem, narciarstwo i ice fishing (łowienie ryb przez przerębel w lodzie). W marcu z Anchorage startuje też ikoniczny wyścig Iditarod.

Temperatury w głębi lądu potrafią spaść do -40 °C. Październik i kwiecień to z kolei miesiące przejściowe, zwane „mud season” (sezon błotny) — dla turystyki są chyba najmniej atrakcyjne ze wszystkich. Wszystko taje i chlapie, więc ten okres spokojnie wykreślcie z planów.
Gdzie się zatrzymać i ile to wszystko kosztuje
Przygotujcie portfele, bo Alaska naprawdę nie jest tanią destynacją. Te sto letnich dni musi miejscowym wystarczyć na cały rok, co logicznie przekłada się na cenniki. My z Łukaszem przeglądaliśmy Booking z otwartymi ustami.
Podczas gdy w lutym porządny pokój w Anchorage kosztuje może 120 USD (ok. 510 zł), w lipcu i sierpniu ten sam pokój sprzedawany jest spokojnie za 350–500 USD (ok. 1 500–2 100 zł). Noclegi rezerwujcie więc z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, najlepiej przez Booking.com — to nasz ulubiony agregator.
Gdzie spać w Anchorage
Większość podróżników spędza pierwszą i ostatnią noc w metropolii Anchorage. Miasto ma co prawda dość industrialny charakter i zmaga się ze sporym problemem bezdomności, ale to jedyne miejsce, gdzie bez problemu zrobicie zapasy i kupiecie sprzęt w normalnych cenach.
Świetną bazą jest Hotel Captain Cook — droższy, ale oferujący wspaniałe widoki z wyższych pięter i doskonałą lokalizację w samym centrum. Jeśli szukacie czegoś tańszego, rozejrzyjcie się za małymi pensjonatami B&B (Bed and Breakfast) na obrzeżach miasta w kierunku gór. Osobiście bardzo lubimy ten bardziej osobisty klimat u miejscowych.
Gdzie nocować w drodze do parków narodowych
Jeśli ruszacie na północ w kierunku parku narodowego Denali, świetnym przystankiem w połowie drogi jest miasteczko Talkeetna. To urocza, trochę hipsterska osada z niesamowitym widokiem na góry, skąd startują też loty widokowe. Atmosfera tamtejszych kawiarni jest po prostu doskonała.
Tuż przy wejściu do parku Denali stoi kilka dużych kompleksów hotelowych zbudowanych głównie dla pasażerów wycieczkowców (na przykład McKinley Chalet Resort). Nastawcie się na masowe wyżywienie i astronomiczne ceny, ale lokalizacja jest bezcenna — rano możecie być wśród pierwszych przy autobusach.
Alaska w 13 krokach: Co musicie wiedzieć, zanim wyruszycie
Planowanie itinerarium na Alaskę przypomina trochę logistyczny koszmar połączony z próbą uniknięcia osobistego bankructwa. Europejczycy mają tendencję do nieustannego niedoceniania odległości — i w pełni to rozumiem, bo na mapie wygląda to jak nic.

1. Zamieszanie z nazwami (Denali kontra McKinley)
Jeśli będziecie kupować papierową mapę lub wpisywać cel w GPS, w 2026 roku natkniecie się na totalny chaos w nazewnictwie najwyższego szczytu Ameryki Północnej. Góra przez długie lata nosiła nazwę Mount McKinley, na cześć amerykańskiego prezydenta, który swoją drogą nigdy nie postawił nogi na Alasce. W 2015 roku administracja prezydenta Obamy przywróciła oryginalną indiańską nazwę Denali. Wszyscy się do tego przyzwyczailiśmy.
Jednak na początku 2025 roku prezydent USA wydał rozporządzenie wykonawcze i oficjalnie przywrócił górze nazwę McKinley. Jakby tego było mało, park narodowy nadal nosi nazwę Denali National Park & Preserve. W praktyce oznacza to, że mapy drukowane niedawno używają nazwy Denali, natomiast nowe systemy nawigacyjne na 2026 rok poprowadzą was do góry McKinley. Miejscowi i rdzenni mieszkańcy ignorują to jednak i uparcie nazywają górę Denali. Nie dajcie się więc zmylić.
2. Wynajem auta kosztuje fortunę
Samochód to absolutna konieczność do zwiedzania Alaski — chyba że chcecie całe wakacje spędzić w autobusach. Ceny wynajmu są jednak brutalne. Zwykłe SUV w letnim sezonie kosztuje spokojnie 150–300 USD (ok. 640–1 280 zł) za dzień. Kampery startują gdzieś od 260 USD za noc.
My z Łukaszem mamy od lat dobre doświadczenia z DiscoverCars, z których korzystamy na całym świecie do porównania cen wypożyczalni. Auto rezerwujcie koniecznie minimum pół roku wcześniej, inaczej latem zostają tylko najdroższe modele luksusowe.
3. Większość wypożyczalni nie puści was na szutrowe drogi
Na mapie może to wyglądać jak normalna droga, ale gdy tylko zjedziesz z głównych utwardzonych tras, spotkacie się z twardą rzeczywistością. Wiele ciekawych miejsc, jak chociażby słynna osada McCarthy w parku narodowym Wrangell-St. Elias czy ikoniczna Dalton Highway prowadząca ku biegunowi północnemu, dostępna jest tylko po gruntowych, szutrowych drogach pełnych wybojów.
Większość wypożyczalni ma w regulaminie surowy zakaz jazdy po szutrze, a jeśli złamiecie tę zasadę i złapiecie gumę (co zdarza się nagminnie), czeka was kilka tysięcy dolarów za holowanie z środka niczego. Dlatego na wyjazd w dzicz szukajcie od razu lokalnych firm jak Go North, które wprost zezwalają na jazdę 4×4 po szutrze.
10. Zorzy polarnej latem szukać nie ma sensu
Brzmi logicznie, a jednak mnóstwo ludzi popełnia wciąż ten sam błąd. Lecą na Alaskę w lipcu na letnie wakacje i po cichu marzą, że zobaczą ten piękny zielony taniec na niebie. Nie zobaczą. Alaska leży bardzo daleko na północy i latem w nocy jest po prostu za dużo światła.
Żeby zobaczyć zorzę polarną, potrzebujecie porządnej, ciemnej nocy. Sezon łowców zorzy zaczyna się realnie dopiero od połowy września, choć w październiku i listopadzie szanse są oczywiście znacznie większe. Jeśli więc zorza jest waszym głównym celem, naprawdę nie kupujcie biletów na sierpień.
11. Wybierzcie kierunek, jeśli macie tylko tydzień
Jeśli macie na Alaskę zarezerwowane tylko 7–10 dni, nie próbujcie realizować klasycznego gigantycznego roadtripu. Musicie wybrać jeden z dwóch głównych kierunków z lotniska w Anchorage. Albo ruszacie na północ w kierunku gór (połączenie Anchorage, czarującego Talkeetna i parku narodowego Denali).
Albo kierujecie się na południe, na przepiękny Półwysep Kenai. Tam czekają na was lodowce spływające do morza w porcie Seward, rejsy widokowe i miasteczko Homer, skąd wyrusza wielu wędkarzy. Jak tylko spróbujecie wcisnąć północ i południe w siedem dni, połowę czasu spędzicie wpatrując się przez przednią szybę w pas asfaltu.
12. Nie oczekujcie europejskiej kultury campingowej
Jeśli planujecie zaoszczędzić na astronomicznie drogich hotelach, wynajmując kampera i śpiąc w plenerze, przygotujcie się na miejscową specyfikę. Dzikie nocowanie (boondocking) jest tu wprawdzie tolerowane na wielu parkingach, ale oficjalne stanowe i narodowe kempingi nie mają europejskiego luksusu.
Brakuje spłukiwanych toalet (tylko suche pit toilets), o prysznicach z ciepłą wodą można pomarzyć, a zasięg? Po prostu go nie ma — i to przez kilka dni z rzędu. Do tego dochodzą niedźwiedzie zasady: pachnące jedzenie nie może ani przez chwilę leżeć luzem przy samochodzie. Z doświadczeń w Kanadzie widywaliśmy niedźwiedzie za oknem hotelu, więc byliśmy na to dość przygotowani. Miejscowi twierdzą jednak, że tutejsze niedźwiedzie są znacznie bardziej agresywne.

13. Dym i ogień psują wakacje
Poza przypadkowym deszczem jest jeszcze jedno letnie straszydło, o którym katalogi biur podróży głośno nie mówią. Na Alasce (i w sąsiedniej Kanadzie) w czerwcu i lipcu absolutnie normalne są rozległe pożary lasów. Zmiany klimatyczne dodatkowo niestety mocno im sprzyjają.
Podczas naszej podróży widzieliśmy mnóstwo rozczarowanych turystów, którym satelity zgłaszały setki pożarów w okolicy. Niebo bywało szarawe, a nawet żółte od gęstego dymu, a widoczność gór spadała do zera. Nie ma na to żadnego lekarstwa. Na Alasce latem obowiązuje prosta równanie: Jeśli jest ciepło i ładnie — oddychacie dymem z pożarów lasów. Jeśli jest paskudnie i zimno — narzekasz, że w ogóle nie cieszysz się tymi wakacjami.
Gdzie zjeść: Nasze wskazówki dotyczące jedzenia i picia (Anchorage)
Jeśli oczekujecie wyrafinowanej gastronomii na każdym kroku, Alaska trochę was rozczaruje. My z Łukaszem głównie gotowaliśmy sami. Ceny w restauracjach są wyraźnie wyższe niż w reszcie USA, a do rachunku pamiętajcie doliczyć obowiązkowe 15–20% napiwku. Zobaczmy, gdzie warto zajść w największym mieście, czyli w Anchorage.
Jeśli wyruszycie z dziećmi lub po prostu macie ochotę na coś luźnego, absolutną legendą jest Moose’s Tooth Pub & Pizzeria. To najbardziej dochodowa niezależna pizzeria w całych USA, a przy tym działa jako minibrowar. Miejscowi ją uwielbiają. Nie przyjmują rezerwacji i w letnim sezonie możecie spokojnie odstać w kolejce ponad półtorej godziny, zanim was posadzą. Ikoniczna jest ich wielka pizza „Large Avalanche”. Wewnątrz jest gwarno i wesoło. Za pyszny Smoked Salmon Spread (pasta z wędzonego łososia) zapłacicie około 14 USD, a robią też świetne duże sałatki.

Na romantyczną i bardzo luksusową kolację we dwoje postawcie na Crow’s Nest. Mieści się na dwudziestym piętrze hotelu Captain Cook, więc do kolacji dołączy fantastyczny widok 360 stopni na góry i zatokę. Menu obraca się głównie wokół świeżych krabów (King Crab) i ogromnych halibuta, a do tego mają kartę win liczącą niesamowite 10 000 butelek. Liczcie jednak na to, że kolacja dla dwojga z winem kosztuje spokojnie ponad 200 USD (ponad 850 zł). Na dokładkę obowiązuje dress code — w butach trekkingowych was nie wpuszczą.
Szukacie świetnego śniadania? Koniecznie zajrzyjcie do Snow City Cafe w samym centrum. To chyba najpopularniejsza kawiarnia w mieście (czynna tylko do 15:00). Miejscowi ściągają tu na słynne „Deadliest Catch” — jajka Benedikt z hojną porcją alaskiego kraba.

A jeśli chcecie spróbować czegoś trochę bardziej hipsterskiego, polecam Spenard Roadhouse. Ich tater tots skropione olejkiem truflowym i kawałki boczku obtoczone w orzechach pekan to absolutne kulinarne grzeszne przyjemności, o których będziecie pamiętać długo. Tym bardziej gdy popijecie to kieliszkiem z ich imponującej kolekcji wysokiej jakości bourbonem.

Porady i triki dla płynnego podróżowania po Ameryce
Podróżowanie po Stanach Zjednoczonych ma swoją specyfikę, a na Alasce obowiązuje to podwójnie. Przygotowaliśmy dla was jeszcze kilka praktycznych rad, które oszczędzą wam mnóstwo nerwów i pieniędzy w podróży. Z doświadczenia wiemy, że niedocenianie przygotowań po prostu się tu nie opłaca.
Zanim w ogóle zaczynacie pakować walizki, skupcie się przede wszystkim na bezpieczeństwie i łączności. Oto trójka absolutnie podstawowych filarów, o których nie wolno zapomnieć:
- Ubezpieczenie: Do Ameryki bez dobrego ubezpieczenia zdecydowanie nie lecimy — rachunki u lekarza mogą być druzgocące. Na podróże po USA polecamy wykupić solidne ubezpieczenie turystyczne.
- eSIM na internet: Alaska ma miejscami ogromne martwe strefy bez zasięgu, ale w miastach dane się przydają. Zamiast płacić za drogi roaming, sprawdźcie naszą recenzję Holafly.
- Turystyka: Alaska to pełno mokrego błota, topniejącego śniegu i strumieni. Dobre wyposażenie to podstawa — solidne, wodoodporne buty trekkingowe przydadzą się tu bardziej, niż może teraz sądzicie.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Gdy dzieliliśmy się z rodziną i znajomymi naszymi planami na Alaskę, posypała się prawdziwa lawina pytań. I wciąż się powtarzały! Dlatego zebrałam te najważniejsze w jednym miejscu, żebyście mieli wszystko pod ręką i nie musieli mozolnie szperać po forach.
Kiedy i za ile Ameryka kupiła Alaskę?
Stany Zjednoczone kupiły Alaskę od Imperium Rosyjskiego w 1867 roku. Amerykański sekretarz stanu William H. Seward wynegocjował wówczas zakup za około 7,2 miliona dolarów. Amerykanie początkowo ostro krytykowali ten zakup, nazywając go „lodówką Sewarda”, dopóki na Alasce nie odkryto złota, a kilkadziesiąt lat później ogromnych złóż ropy naftowej. Dziś to jedna z najbardziej opłacalnych inwestycji w historii.
Jak długo trwa ciemność na Alasce?
To bardzo zależy od tego, gdzie dokładnie się znajdujesz, bo stan jest ogromny. W najbardziej wysuniętym na północ mieście Utqiagvik (dawniej Barrow) panuje noc polarna, kiedy słońce nie wschodzi nad horyzont przez długich 65 dni z rzędu, od listopada do stycznia. W Anchorage, które leży znacznie bardziej na południu, słońce zimą wschodzi codziennie, ale najkrótsze zimowe dni mają zaledwie około pięciu i pół godziny światła dziennego.
Ile stopni jest na Alasce zimą?
Alaska ma pięć różnych regionów klimatycznych. Na południu i południowym wschodzie przy wybrzeżu (Juneau, Sitka) zimy są łagodne, a temperatury utrzymują się wokół zera lub nieznacznie poniżej. Ale w głębi lądu, na przykład w okolicach miasta Fairbanks i w parku narodowym Denali, temperatury w styczniu i lutym regularnie spadają do -30°C, a nawet -40°C. To naprawdę surowy mróz, który paraliżuje życie i zwykły sprzęt.
Jak drogo jest na Alasce?
Bardzo drogo. Alaska logistycznie funkcjonuje jak wyspa i większość zaopatrzenia musi być przywożona. Typowy dzienny budżet dla dwóch osób w szczycie sezonu (lipiec), włączając wynajem zwykłego samochodu, benzynę, raczej skromniejsze zakwaterowanie motelowe oraz zakupy jedzenia częściowo w supermarkecie i czasem w restauracji, wynosi około 400-600 USD (około 370-550 EUR) dziennie. Jeśli planujesz drogie wycieczki samolotem, budżet szybuje w górę.
Czy bezpiecznie jest wypożyczyć samochód na Alasce?
Tak, po głównych asfaltowych trasach można jeździć spokojnie. My ani razu nie mieliśmy poczucia, że ryzykujemy. Jedyne, czego się naprawdę baliśmy, to łoś przy drodze (a refleksy łosi są tragiczne). Uważajcie jednak na odległe żwirowe drogi bez zasięgu, którymi niewiele osób przejeżdża. Poza tym asfalt jest zazwyczaj w bardzo dobrym stanie (choć co wiosna drogowcy łatają ogromne dziury po mrozach).
Kiedy jest najlepsza szansa zobaczyć zorzę polarną?
Zdecydowanie od października do marca. Potrzebna jest całkowita ciemność, czyste niebo i oczywiście odpowiednia aktywność słoneczna. Do Fairbanks na zorzę jeździ się najczęściej w lutym i marcu, kiedy nie jest już tak okrutnie mroźno jak w grudniu, ale noce są nadal wystarczająco ciemne i jasne.
Czy da się zwiedzić Alaskę w tydzień?
Nie. W tydzień zdołasz przejechać tylko maleńki ułamek stanu i będziesz musiał pójść na bardzo trudne kompromisy. Tygodniowy plan zazwyczaj obejmuje albo tylko okolice Anchorage i półwysep Kenai w kierunku południowym, albo z Anchorage jedziesz na północ, żeby zobaczyć park narodowy Denali. Do bardziej kompleksowego poznania głównych miejsc potrzebujesz minimum 14-21 dni.
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
