Meksyk jest pełen kontrastów. Weseli turyści przechadzający się obok gazet pełnych trupów, idealne białe plaże i śmierdzące góry wodorostów piętrzące się na brzegu morza. Totalna powolność uśmiechniętych ludzi, piękny język i słońce. To wszystko to Jukatan w Meksyku i jeszcze wiele więcej.
Jest dość prawdopodobne, że pewnego dnia nie będę już chciała wsiąść do samolotu. Podczas gdy Łukasz lata coraz chętniej, ja z każdym lotem zapadam się w coraz głębsze otchłanie strachu i przerażenia. Pocę się, serce zaczyna mi głośno walić i muszę głęboko oddychać. Nie umiem tego kontrolować. Dwunastogodzinny lot z Monachium do Meksyku był koszmarny, połowę trasy lecieliśmy w silnych turbulencjach, i podczas gdy dziewczyna obok nas spała, mnie było niedobrze i leciały mi łzy. Myślałam sobie: to zły znak, dokąd ja się wybieram.

Poza morderstwami w gazetach, wszystko było zupełnie inaczej
Kiedy jesteśmy w obcym kraju, bywamy czujni. Kurczowo trzymamy się swoich nerkówek, zakładamy kłódki na plecaki i rozglądamy się, czy ktoś nie wyciągnie ostrego noża albo pistoletu. Na to byliśmy przygotowani także w Meksyku. Gangi regularnie się tu między sobą ostrzeliwują. A w mediach te trupy pokażą wam dokładnie tak, jak wyglądają naprawdę.
I tak trzeciego dnia na Jukatanie wpatrujemy się w miejscowych sklepach całodobowych w gazety, gdzie w kałuży krwi leży trup z przestrzeloną głową, ale poza tym, że to odrażające, nasza czujność nie drgnęła ani o milimetr. Samolot wylądował, wsiedliśmy do taksówki i czujność zostawiliśmy pewnie gdzieś na siedzeniu. To nic niezwykłego, kiedyś zostawiłam na siedzeniu swój paszport.
Cancún to uporządkowane miasto przypominające Miami, tylko – jak lubię mówić – „bez wkurzonych Amerykanów”. Zamiast tego są tu sami Miguelowie i Amariles, a potem Amerykanie w trybie relaks na plażach z mojito w ręku. Miguel i Amariles byli naszymi przyjaciółmi w Kanadzie. Zwariowani i przyjaźni Meksykanie, którzy traktowali nas jak rodzinę. Dlatego mamy wrażenie, że tu wszędzie chodzi nasza kanadyjsko-meksykańska rodzina. Od pierwszej chwili czuliśmy się tu jak w domu.
Jak się nomaduje w Playa del Carmen

Po tygodniu w Cancún przenieśliśmy się do Playa del Carmen, gdzie wynajęliśmy domek za ok. 300 euro miesięcznie. Playa del Carmen wszyscy nam polecali – podobno idealne miejsce na nomadowanie. Miesiąc tu był fajny, ale szczerze, w Meksyku są znacznie lepsze miejsca dla cyfrowych nomadów.
Playa del Carmen to dość duże miasto i jeśli nie mieszkacie w centrum, jesteście zamknięci w bardzo małym obszarze, gdzie nie ma co robić. Trzeba dodać, że my nie chodzimy do barów i nocne życie nas nie kręci. Wynajęcie auta lub skutera kosztuje sporo pieniędzy, więc jeśli nie podróżujecie codziennie, zdecydowanie się to nie opłaca.
Śmierdzące góry wodorostów i martwe korale

Mimo że mieliśmy od właścicieli domku wypożyczone rowery, i tak jechaliśmy 40 minut do miasta i 15 minut na zakupy. Piękny tani domek skazał nas więc na to, że przez pierwszy miesiąc niewiele zobaczyliśmy ani przeżyliśmy. Z drugiej strony spotykaliśmy się tylko z miejscowymi i żyliśmy całkowicie poza turystycznym zgiełkiem.
Playa del Carmen w tej chwili wyraźnie cierpi z powodu globalnego ocieplenia. W ciągu ostatnich pięciu miesięcy zniknęło 30% koralowców, ale to nie wszystko. W ostatnich latach z powodu rosnącej temperatury wody na plaże wyrzucane są ogromne ilości wodorostów. Wcześniej też się to zdarzało, ale tylko przez kilka tygodni w sezonie, teraz bryły śmierdzących wodorostów leżą na plażach przez większość sezonu, więc jeśli chcieliśmy na piękną plażę, musieliśmy wykupić prom na Cozumel.
Jakie są ceny na Jukatanie?

Ceny na Jukatanie są dość podobne do tych w Polsce. Lokalne produkty są tanie, więc miłośnicy tropikalnych owoców będą zachwyceni, ale importowane jedzenie jest drogie. Jeśli nie będziecie gotować z lokalnych składników i będziecie chcieli przygotowywać polskie lub włoskie dania, znacznie wzrosną wam koszty utrzymania. W restauracjach zjecie za ok. 5 euro na osobę, poza miejscami turystycznymi ceny są niższe, a w bardzo turystycznych miejscach trzeba liczyć się ze sporą dopłatą. Ogólnie można tu podróżować i żyć stosunkowo tanio, ale nie oczekujcie cen jak w Azji.
Bezpieczeństwo w Meksyku

Meksyk był pierwszym krajem, gdzie w gazetach widziałam trupy niemal codziennie. Dobra wiadomość (tylko dla nas) jest taka, że większe niebezpieczeństwo grozi miejscowym niż turystom. Większość zabójstw odgrywa się między kartelami narkotykowymi, a ci zdają sobie sprawę, że turystyka jest ważna dla całego Meksyku. Jeśli będziecie trzymać się z daleka od narkotykowych melin, będzie ok.
Drobne kradzieże nie są na Jukatanie częste, ale gdyby ktoś was napadł, zdecydowanie nie stawiajcie oporu – złodzieje mogą reagować agresywnie. My przez 2 miesiące na Jukatanie nie znaleźliśmy się w ani jednej sytuacji, w której czulibyśmy się zagrożeni.
Pięciu Meksykanów na jednego Polaka

Nie lubię wyciągać pochopnych wniosków, ale po miesiącu obserwowania miejscowych usług zaczęłam sobie mówić, że to nie może być przypadek. Co? Nawet w pustych (zupełnie pustych) restauracjach zawsze mają pięciu kelnerów, a to oznacza jedno. Na pewno będziecie czekać. I mam na myśli, że będziecie czekać długo. Żebyśmy z tego nie zwariowali, zrobiliśmy z tego sport.
Obserwujemy w restauracjach Meksykanów, jak robią dwadzieścia zbędnych czynności, zanim do was podejdą, dwadzieścia zbędnych czynności, zanim zamówią wasze jedzenie w kuchni, dwadzieścia zupełnie zbędnych czynności, zanim uznają, że jedzenie stoi na okienku kuchennym wystarczająco długo, żeby je wam przynieść, a potem kolejne dwadzieścia czynności i taniec wokół ladek, zanim to jedzenie naprawdę przyniosą wam na stół. Nie przesadzam.
Jeśli idziecie na kolację, nie idźcie kompletnie głodni. Uwierzcie mi. A jeśli gdzieś mają napisane „nie jesteśmy fast foodem”, próbują was uprzedzić, że to będzie trwało naprawdę długo. Ten napis widzieliśmy w restauracjach często i za każdym razem czekaliśmy na jedzenie 1,5 godziny. Na szczęście w takich restauracjach zazwyczaj podają przed jedzeniem nachos i salsę. Tę jednak przynoszą mniej więcej po trzydziestu minutach. Nie chodźcie do restauracji głodni!
Kiedyś zatrzymaliśmy się w kawiarni przy stacji benzynowej na szybkie śniadanie, żeby zaoszczędzić czas i wyruszyć na wycieczkę wcześnie. Co za początkujący błąd!
Byliśmy tam jedynymi gośćmi, w kawiarni „obsługiwały” trzy kelnerki, z tyłu widzieliśmy jeszcze dwie osoby w kuchennej. Zamówiliśmy dwie kawy, dwie kanapki, jednego muffina. Na szybkie śniadanie czekaliśmy 35 minut, a o muffina panie zapomniały. Kiedy im przypomnieliśmy, wynagrodziły nam wszystko ogromnym grymasem przerażenia i atakiem chichotania. Nie mieliśmy im tego za złe – po półtora miesiąca w Meksyku powinniśmy już mieć lepsze rozeznanie sytuacji. Pięciu Meksykanów wykona pracę zaledwie jednego Europejczyka.
Sprawa internet: Codziennie mała niespodzianka
Dość nas ludzie straszyli internetem. Podobno jest w Meksyku wolny. Ostatecznie okazało się, że to nie jest główny problem. Kiedy internet działa, jest szybki. Problem jest inny – nigdy nie możecie być pewni, że będzie działał. To, że gdzieś internet jednego dnia działa super szybko, nie oznacza, że będzie działał też następnego dnia.
Czasem to z powodu przeciążenia sieci, innym razem złej konstelacji gwiazd, tak czy siak, czy internet będzie działał, czy nie, to zawsze niespodzianka. W Meksyku musicie się przyzwyczaić do tego, że prawdopodobieństwo nie działa tu według wzorów matematycznych, ale zawsze jest pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Albo zadziała, albo nie.
Mimo to w Meksyku da się zupełnie spokojnie pracować, awarie nie są tak częste, zazwyczaj chodzi o kilka godzin, a najdłużej internet nie działał nam chyba dzień. Jeśli chcecie mieć dodatkowe zabezpieczenie, warto rozważyć kartę eSIM od Holafly lub Yesim jako zapasowy internet mobilny.
WhatsApp to jedzenie, WhatsApp to auto, WhatsApp to król
Każdy Meksykanin ma WhatsApp. I wszystko można załatwić przez WhatsApp. Zamówicie jedzenie, wypożyczycie auto, zarezerwujecie fryzjera. Przez WhatsApp działa w Meksyku wszystko.
Niechęć do angielskiego i gringos
Przejechaliśmy już sporo krajów, ale Meksyk był pierwszym, gdzie spotkaliśmy się z absolutną ignorancją wobec angielskiego. Nawet w muzeach, gdzie na pierwszy rzut oka wydaje się, że napisy będą po angielsku, często okazuje się, że przetłumaczona jest tylko pierwsza połowa muzeum, w gorszym przypadku tylko jedna trzecia, a w większości przypadków jedynie tablica wstępna.
Nie ma sensu z tym walczyć, lepiej nauczcie się podstaw hiszpańskiego. Będzie wam lepiej. My po dwóch tygodniach daliśmy sobie spokój z angielskim i przeszliśmy na nasz kiepski hiszpański. Dzięki temu nie zdarzyło nam się, żebyśmy padli ofiarą oszustw na stacjach benzynowych (tak, to się zdarza) ani nikt nie był wobec nas nieprzyjemny. Hiszpański przełamuje lody. Tak, nawet ten kiepski.
Czasem zdarzy się, że na talerzu dostaniecie coś innego, niż chcieliście, albo kupicie zły taryfę telefoniczną, ale wyrwiecie się z ich wyobrażeń, że należycie do gringos (Amerykanów). Swoją drogą, jeśli mówicie po angielsku, bardzo szybko dajcie im znać, że nie jesteście z Ameryki, ale z Polski. Jeśli zareagują jakimś dziwnym imieniem, tak jest – próbują wymówić „Robert Lewandowski”. Meksykanie kochają piłkę nożną.
Mimo to w niektórych sytuacjach nie pomoże wam to, gdy na pierwszy rzut oka wyglądacie jak gringos (Amerykanie). Na przykład kiedy jesteście w sytuacji, w której nie możecie swoim głosem zaprotestować, że jesteście z Europy Wschodniej. Na takie chwile jest tu jeszcze jedna zasada, którą powinniście znać.
Zasada 200 pesos, czyli jak chcieli nam zabrać prawo jazdy

„Kiedy zatrzyma cię policjant, daj mu 200 pesos, to ich dzienna wypłata.” Naprawdę nie wiem, czy te słowa są prawdziwe, ale cieszę się, że przeczytałam je gdzieś na amerykańskim forum. W marcu wybraliśmy się na roadtrip po Jukatanie i nie mieliśmy problemu aż do Campeche. Z Campeche jednak prawie nie wyjechaliśmy. Chcieli nam zabrać prawo jazdy na dwa dni.
Łukasz przeoczył znak i na drodze, gdzie obowiązuje czterdziestka, jechał dwa razy tyle, tak samo jak inne samochody, ale my byliśmy jedynymi białymi, więc zatrzymali tylko nas.
„Będziecie musieli z nami jechać na komisariat,” tłumaczy Łukaszowi policjant już po raz trzeci i powtarza znowu, że musi nam zabrać prawo jazdy i dać mandat na 1200 pesos (ok. 65 euro). W końcu zrozumieliśmy, co mówi.
„A nie dałoby się inaczej?” próbuje Łukasz naszym kiepskim hiszpańskim. Policjant odwraca się do drugiego, młodszego kolegi. Chwilę rozmawiają, machają rękami, a potem, gdy kończą dramat, wracają i policjant mówi:
„Możesz nam dać 1200 pesos na miejscu.”
Łukasz już sięga po portfel.
„1200 pesos to za dużo,” syknę i zabieram mu portfel. Ryzykuję. Łukasz rzuca mi nerwowe spojrzenie.
„Powiedz im, że mamy tylko 200 pesos.” Mamroczę i udaję, że grzebię w portfelu, jednocześnie mam nadzieję, że nie zobaczą pomarańczowych banknotów z Fridą i Diegiem Riverą.
„Mam tylko 200 pesos.” Łukasz macha banknotem przed opuszczoną szybą, a ja podaję mu jednego dolara amerykańskiego i trochę drobnych z udawanym rozpaczliwym wyrazem twarzy.
„I dolar amerykański i tu 10, znaczy – 12 pesos.” Dołącza się Łukasz w naszej komedii.
Policjant marszczy brwi i przechodzi do kolejnego aktu dramatu. Robi z młodszym policjantem kółko wokół ich pojazdu i w końcu podchodzi i mówi:
„No dobra, jedźcie, ale bądźcie ostrożni.” Cali spoceni odjeżdżamy.
(Nie)regularne godziny otwarcia: Gdzie popełniono błąd?

Nie wierzcie Google Maps. Nie wierzcie Google’owi. Godziny otwarcia i lokalizacja mogą się zupełnie różnić. Właściwie nawet to, co jest napisane na drzwiach, nie musi być prawdą. Jeśli piszą (na drzwiach), że mają otwarte od wtorku do soboty, to jest jedynie orientacyjne.
Zamknięte może być kiedykolwiek i z jakiegokolwiek powodu. Czasem to święto (to zrozumiałe), innym razem dlatego, że jest poniedziałek (w Meksyku też zrozumiałe), kolejnego tygodnia może być festiwal piwa, albo środa, albo piątek, a powodu, dlaczego jest zamknięte, nie poznacie.
W Meksyku chyba nic nie jest pewne i trzeba się z tym pogodzić. Widzieliśmy nawet na drzwiach karteczkę „otwarte”, a było zamknięte. Jedyne, czego możecie być pewni, to to, że Meksyk mimo wszystkich swoich problemów pokochacie. Tak jak my. Prawdopodobnie wystarczy wam do tego jeden uśmiech Meksykanina.
Porady i triki na podróżowanie po Jukatanie
Co spakowaćZajrzyjcie do naszego poradnika pakowania na podróże, który pomoże wam w przygotowaniach. Wybierzcie odpowiedni plecak podróżny, przejrzyjcie podróżne gadżety i nie zapomnijcie w domu niczego ważnego. Gdzie szukać biletów lotniczychTanie loty szukajcie na Kiwi – to nasz ulubiony portal. Koniecznie przeczytajcie nasz poradnik jak znaleźć tanie loty. Wynajem samochoduRegularnie korzystamy z porównywarki RentalCars.com, która pomaga nam w wyborze dostawcy samochodów. Rezerwacja noclegówBooking.com to nasza ulubiona wyszukiwarka hoteli. Hotele zawsze porównujemy z ofertą lokalnych mieszkań i pokoi na Airbnb (zniżka dla nowych użytkowników). Przeczytajcie, jak szukamy tanich noclegów. Nie zapomnijcie o ubezpieczeniuUbezpieczenie podróżne to absolutna konieczność. Na krótsze wyjazdy wybieramy AXA (50% zniżki), a na dłuższe podróże brytyjskie ubezpieczenie True Traveller. Zajrzyjcie do naszego porównania wszystkich ubezpieczycieli i wybierzcie tego, który wam najbardziej odpowiada. Przewodnik, który polecamy: Lonely Planet Yucatan |
Inne artykuły o Jukatanie, które was zainteresują
Przewodnik po Playa del Carmen
Co robić w Tulum? 12 rzeczy, które musicie tam zrobić
Chichén Itzá: Ruiny Majów i meksykański cud świata
Laguna Bacalar: 8 rzeczy do zrobienia + gdzie zjeść
10 rzeczy do zrobienia w meksykańskim San Francisco de Campeche
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
