Uganda RoadTrip #3: Jak goryl przyszedł nas dotknąć

TL;DRSpotkanie z gorylem górskim w ugandyjskim Parku Narodowym Bwindi to nagroda po wielogodzinnym brnięciu przez dżunglę – w pewnym momencie do autorów podeszła nawet dwuletnia goryliczka, obwąchała ich i przysiadła się do ich półkola. Pozwolenie na trekking gorylowy kosztuje 450 dolarów od osoby (w sezonie wysokim 650 dolarów), a tragarzom warto dodatkowo zostawić napiwek co najmniej 15 dolarów. Na świecie żyje już tylko 800 goryli górskich, wszystkie wyłącznie w dwóch ugandyjskich parkach narodowych, z których jeden sięga też na teren Demokratycznej Republiki Konga i Rwandy. Przed spotkaniem z gorylami autorzy odbyli dwudniową wyprawę w Góry Księżycowe za 235 dolarów od osoby, z wejściem na wysokość 3147 metrów oraz postojami nad jeziorem Bunyonyi i w Parku Narodowego Królowej Elżbiety.

Nigdy więcej nie będziemy jeździć po Ugandzie po ciemku. Obiecaliśmy sobie nawzajem, a rano wyruszaliśmy naprawdę wcześnie. Nie udało się. W drodze do Gór Księżycowych złapały nas ciemności i burza. To była podróż, w której goryle Uganda okazały się jednym z najpiękniejszych przeżyć w naszym życiu.

Jeśli myśleliśmy, że nic gorszego niż jazda po ciemku przez polne drogi nie istnieje, dziś okazało się, że zatopione dwumetrowe dziury w drodze to taka brutalna szkoła jazdy offroadowej na życie i śmierć.

Po 7-godzinnym trekkingu na 3147 m n.p.m.
Po 7-godzinnym trekkingu na 3147 m n.p.m. (zdjęcie: Canon 6D)

Nie chciało mi się już na dwudniową wycieczkę. Zatrzymaliśmy się w hostelu, z którego się wyrusza, i oświadczyliśmy, że rano na pewno idziemy. Żadne z nas w to jednak nie wierzyło. Nie chcieliśmy rozczarować jedno drugiego, ale ten depresyjny deszcz przynosił jedynie chęć, żeby jak najszybciej stąd uciec.

 

Rano jednak przygotowało nam niespodziankę – było pięknie. Żadne z nas nie mogło znaleźć ani jednego powodu, żeby nie iść, więc wyruszyliśmy. Do Gór Księżycowych nie wolno bez przewodnika i tragarzy. Kosztuje to też sporo pieniędzy. Dwudniowa wycieczka wychodzi na osobę 235 dolarów, a do tego wypada dać napiwki tragarzom, których musisz mieć, ale firma im nie płaci. To po prostu ludzie z wioski.

Wioska w Ruwenzori Mountains, gdzie dostaliśmy tragarzy
Wioska w Ruwenzori Mountains, gdzie dostaliśmy tragarzy (zdjęcie: Canon 6D)

Pod górę, a potem pod stromą górę

„Teraz będzie równinka jakieś cztery kilometry, a potem zaczniemy się wspinać.” Tłumaczył nam nasz przewodnik, a my przez całą drogę dziwiliśmy się, dlaczego mówi „równinka” na coś, co w rzeczywistości jest podejściem. Potem zrozumieliśmy, że podejście to dla niego tylko to, gdy musisz pomagać sobie rękami. Szybko byliśmy wdzięczni za tragarzy. Prażyło słońce, a my przedzieraliśmy się przez dżunglę.

Tragarzom musieliśmy oddać wszystko. Pozwolili mi nieść tylko aparat.
Tragarzom musieliśmy oddać wszystko. Pozwolili mi nieść tylko aparat. (zdjęcie: Canon 6D)

Nasz przewodnik nie był zbyt dobrym przewodnikiem. Jego najczęstsze słowa to: „Tu robimy przerwę?”

Coś sensownego wyciągnęliśmy z niego dopiero wtedy, gdy zapytaliśmy, czy są tu jadowite węże.

„Są. Mamy tu zieloną mambę, czarną mambę i plującą kobrę.” Błysnęły białe zęby w uśmiechu pośrodku ciemnej twarzy.

„Czyli tylko te najniebezpieczniejsze na świecie.” skomentował to Łukasz.

„No tak, ale musielibyśmy mieć ogromne szczęście, żeby je spotkać!” Uśmiecha się przewodnik, a my sobie w duchu mówimy, że to byłoby naprawdę ogromne szczęście – spotkać takiego węża, który mógłby nas zabić.

Po drodze nie widzieliśmy żadnych mamb ani kobr, za to wodospadów było pod dostatkiem
Po drodze nie widzieliśmy żadnych mamb ani kobr, za to wodospadów było pod dostatkiem (zdjęcie: Canon 6D)

Ugandyjski teatr w chowanego

Kiedy docieramy do połowy drogi i wygląda na to, że wyzionniemy ducha, decydujemy, że potrzebujemy przerwy na obiad. Tragarze wypakowują jedzenie, a potem razem z przewodnikiem znikają za rogiem. Słyszymy, jak się śmieją i żartują, ale jak tylko obiad się kończy, wracają, milkną i dopóki są w naszym towarzystwie – milczą.

Gdy przewodnik pokazał nam, gdzie będziemy spać, natychmiast zniknął
Gdy przewodnik pokazał nam, gdzie będziemy spać, natychmiast zniknął (zdjęcie: Canon 6D)

Wreszcie docieramy do chatki. Okazuje się jednak, że nie ma tu żadnego widoku. „Musielibyśmy wejść jeszcze wyżej, ale to zależy od was,” mówi nam Ugandyjczyk. Więc wczołgujemy się jeszcze wyżej, ale od razu się za to przeklinamy, bo wiemy, że w najbliższych dniach nasze ciała nam za to nie podziękują. Po łącznie 7 godzinach jesteśmy na 3147 metrach. Było warto.

Nasz hotel w górach
Nasz hotel w górach (zdjęcie: Canon 6D)

Ale tutaj zaczyna się prawdziwy teatr. „No, jesteśmy na miejscu.” stwierdza przewodnik, pokazuje na chatkę, w której będziemy spać, a potem znika do maleńkiej budy do naszych trzech tragarzy i innych ludzi, którzy już tu byli.

Chociaż wszystko nas bolało, widok był tego wart
Chociaż wszystko nas bolało, widok był tego wart (zdjęcie: Canon 6D)

Biali europejscy notable

„Na stronie pisali, że typową aktywnością po hikingu jest rozmowa z przewodnikiem.” Rozbawiona komentuję schowanych w budzie Ugandyjczyków. Naszego przewodnika tego dnia widzimy już tylko raz na „briefingu”, który polegał jedynie na ogłoszeniu, że śniadanie mamy o siódmej, a o 7:30 ruszamy. W międzyczasie co jakiś czas pojawiają się tragarze, którzy zaczynają nam nosić herbatę, ciastka, zupę, a potem danie główne. Jedna porcja jest jak dla pięciu osób i czujemy się głupio, bo nigdy nie jesteśmy w stanie tego zjeść. Nikt z nami nie rozmawia.

Na kolację dostaliśmy kilka dań
Na kolację dostaliśmy kilka dań, zaczęło się niewinnie od ciasteczek (zdjęcie: Canon 6D)

„Jesteśmy tu jak jacyś notable,” szepczemy z Łukaszem i czujemy się głupio.

Jak tylko skończymy jeść, szybko znikamy do chatki. Gdy zamykamy za sobą drzwi, rozlega się śmiech. Ugandyjczycy bawią się do północy, a może nawet do rana. Aż znów wyleziemy z chatki i będą nam usługiwać jak notablom. W milczeniu.

Przepiękny poranek w ugandyjskich górach
Przepiękny poranek w ugandyjskich górach (zdjęcie: Canon 6D)

„Herbata gotowa.” Rozlega się o 6:20, a my zastanawiamy się, dlaczego mówili, że śniadanie jest o siódmej, skoro budzą nas o 6:20. Machnęliśmy na to ręką i idziemy męczyć się do stołu, na który zaczynają znosić kilka dań śniadaniowych. Najpierw kaszę, potem jajecznicę, pieczone ziemniaki i tosty. Dla Łukasza dodatkowo parówki. Dostaliśmy nawet masło. „Musieli tu przytargać całą kuchnię.” wzdycha nad jedzeniem Łukasz. Jesteśmy z tego nieszczęśliwi, czujemy się winni, że zostawiamy jedzenie. Potajemnie pakujemy resztki i postanawiamy, że zbiegnemy na dół w pięć godzin, a przerwę na obiad odmówimy.

Obóz Simba
Obóz Simba przy Queen Elisabeth National Park (zdjęcie: Canon 6D)

Ryzyko malarii zniechęca do gotowania

Drugi dzień z rzędu nie możemy chodzić. W obozie Simba Camp na skraju Queen Elisabeth National Park człapiemy, jakby nas ktoś pobił, i dokładnie tak się czujemy. Nawet rozbijanie namiotu okazuje się heroicznym wyczynem. Gotowanie na szczęście porzuciliśmy już po pierwszej próbie – ściemnia się tu bardzo wcześnie, a z ciemnością nadchodzi horda komarów i jedno z najwyższych zagrożeń malarią w całej Afryce. Tym więc nie musimy się martwić.

Jezioro kraterowe
Jezioro kraterowe, jeden z kolejnych ugandyjskich cudów (zdjęcie: Canon 6D)

Nie mamy jednak co na siebie, naiwnie myśleliśmy, że skorzystamy z pralek w jakimś hotelu, przy którym będziemy biwakować. Okazało się, że oczywiście pralek tu nie mają, więc trzeba płacić za każdą wypraną sztukę.

Queen Elisabeth National Park
Queen Elisabeth National Park (zdjęcie: Canon 6D)

Pierniemy więc we własnej misce i rozwieszamy na drzewach dookoła. „To jak choinka po ugandyjsku.” Patrzę na drzewo obok naszego namiotu i zastanawiam się, czy w Warszawie są już wszędzie świąteczne światła.

Najwięcej widzieliśmy antylop
Najwięcej widzieliśmy antylop (zdjęcie: Canon 6D)

Ogromne kompleksy hotelowe bez ludzi, czasem bez personelu

Queen Elisabeth National Park jest dla nas lekkim rozczarowaniem. Nie widzimy zbyt wielu zwierząt, do tego ciągle bolą nogi, a wiemy, że nieubłaganie zbliża się tropienie goryli, gdzie nasze mięśnie będą potrzebne.

Ugandyjskie safari nie należy do najpopularniejszych, ale jest tego warte
Ugandyjskie safari nie należy do najpopularniejszych, ale jest tego warte (zdjęcie: Canon 6D)

Wczesnym popołudniem szukamy noclegu, docieramy do jednej lodży, gdzie ma być też miejsce na kemping. W recepcji gra głośna muzyka, ale cały obiekt jest opuszczony. Przeszukujemy teren, ale nikogo nie znajdujemy. Ruszamy więc szukać kolejnego hotelu z możliwością biwakowania, skręcamy przy wątpliwej tablicy Queen Elisabeth Park View Tourist Hotel & Camping. Sama droga nas przeraża, lepi się do nas tłum dzieci, które właśnie wracają ze szkoły – zaglądają nam przez okna do środka, ciągną za klamki albo biegną za nami i udają, że pchają auto. Obok nas przeraźliwa przepaść.

Wreszcie docieramy do bramy i przeraża nas myśl, że musielibyśmy jechać z powrotem przez te dzieci.

Nikt nie przychodzi. Już chcemy zawracać, kiedy zauważam ruch za bramą.

„Ktoś tam jest!”

Obserwowanie małp było jedną z naszych ulubionych aktywności
Obserwowanie małp było jedną z naszych ulubionych aktywności (zdjęcie: Canon 6D)

Najpierw próbowali nas nabrać

Gdy brama się otwiera, wita nas od razu kilku Ugandyjczyków. Teren jest ogromny z widokiem na safari. Najpierw żałujemy, że nie zawróciliśmy. Jesteśmy tu sami, a Ugandyjczyk nie jest zachwycony tym, że chcemy tylko biwakować. „20 dolarów od osoby.” próbuje, ale my mu mówimy, że w internecie mają 10 dolarów.

„10 dolarów też dobrze.” Z poczuciem, że od razu chciał nas nabrać, czujemy się tu jak intruzi. Ale kiedy opadnie pierwszy, tradycyjnie bezceremonialny teatr wokół tego, co chcemy na kolację i o której ją chcemy, a potem przeprosiny, że właściwie mogą zrobić tylko jedno danie i kolacja może być tylko o określonej godzinie, to wszyscy siedzimy w salonie i rozmawiamy.

 

W hotelu Queen Elisabeth Parkview Tourist Hotel byliśmy sami. A do tego jeszcze biwakaliśmy.
W hotelu Queen Elisabeth Parkview Tourist Hotel byliśmy sami. A do tego jeszcze biwakaliśmy. (zdjęcie: Canon 6D)

Okazuje się, że nasz gospodarz interesuje się otaczającym go światem. Opowiada nam o Ugandzie i jej kierunkach rozwoju, a my dowiadujemy się, że jest tu obowiązek szkolny. „Żeby dzieci nie brały narkotyków i dziewczyny nie miały dzieci w piętnaście lat.” komentuje to i opowiada nam dalej, aż dochodzimy do polityki światowej i kończymy narzekaniem na Kim Dzong Una. Potem pyta nas już tylko, jak przyciągnąć więcej turystów z Polski do Ugandy. Rozmawiamy o drogach, o marketingu, aż kończymy na Polsce.

Jak możecie w takim mrozie żyć?

„A jaką macie u siebie pogodę?”

„Zimą temperatura spada nawet poniżej zera. W zeszłym roku nawet minus 15 w Warszawie.”

„UUUUH?” piszczy Ugandyjczyk tradycyjnym miejscowym dźwiękiem zdziwienia. „Jak ludzie mogą w tym żyć?” Wytrzeszcza na nas oczy. „Ja bym cały dzień tylko leżał pod kocem i nigdzie nie wychodził.” I śmieje się. Ta wizja zimy jest dla niego najwyraźniej przerażająco komiczna.

Na terenie tego hotelu biwakaliśmy, rano widzieliśmy pod nami słonią rodzinkę
Na terenie tego hotelu biwakaliśmy, rano widzieliśmy pod nami słonią rodzinkę (zdjęcie: Canon 6D)

„No, nam też czasem nie chce się wstawać,” przyznaję. Siedzimy w pomieszczeniu, które służy jako recepcja i restauracja. W rzeczywistości jest tu tylko kilka kanap, stolik kawowy i telewizor. Jak większość kompleksów hotelowych, również ten jest przewymiarowany, ale niedopracowany. Kompleks ma minimum 20 pokoi, ale parking tylko na pięć aut. Droga dojazdowa jest piaszczysta, pełna dziur i bardziej nadaje się dla czołgu niż dla samochodu, a prowadzi wzdłuż ogromnej przepaści.

Ostatni raz ktoś tu był miesiąc temu. Mieliśmy więc kilku Ugandyjczyków na wyłączność. Może więcej.

„Mamy w domu ogrzewanie.” Wyjaśnia Łukasz. To Ugandyjczyk ignoruje i nagle zapalają mu się oczy.

„A mogą w tym jeździć samochody? W takim mrozie?” Ugandyjczyk już zupełnie się zanosi ze śmiechu, nigdy nie widziałam, żeby komuś zima wydawała się tak zabawna. Najwyraźniej jest w tym coś komicznego, czego absolutnie nie rozumiem. Tłumaczymy mu, że samochody zimą jeżdżą zupełnie normalnie. Ta troska z kolei wydaje się śmieszna nam – mróz i śnieg to czysta przyjemność w porównaniu ze zwykłą piaszczystą drogą w Ugandzie.

Nagle milknie.

Jak Ugandyjczycy bronią ogrodów

„Słyszycie ten dźwięk? To ludzie biegną bronić ogrodu.” Na chwilę się zatrzymujemy, ale tylko na sekundę. Właśnie wyłączył się prąd i widzę tylko biały półksiężyc uśmiechu.

„Bronić. Przed czym?”

„Przed słoniami! Grają im na bębnach.” Wybuchamy śmiechem, a potem słuchamy bębnów i śpiewu ludzi w oddali, zanim wszyscy idziemy spać. Następnego dnia nawet nie przeszkadza nam, że pewnie doliczył nam do kolacji te 20 dolarów ekstra, które chciał za biwakowanie. Dajemy mu jeszcze napiwek i szczerze życzymy mu, żeby trafiło tu więcej ludzi.

Z Queen Elisabeth National Park wyruszyliśmy do Bwindi National Park na goryle
Z Queen Elisabeth National Park wyruszyliśmy do Bwindi National Park na goryle (zdjęcie: Canon 6D)

Poszliśmy do dżungli szukać goryli górskich

Największe przeżycie dopiero przed nami. Przyjeżdżamy do Bwindi National Park, skąd następnego dnia mamy wyruszyć na goryle. Nie możemy się doczekać. Miejscowy kemping ma być topowy (cena też taka jest), a spotkanie z gorylami górskimi ludzie oceniają jako najwspanialsze przeżycie w ich życiu.

Rushaga Gorilla Camp jest naprawdę piękny, choć nie działa tu Wi-Fi, a jedzenie jest takie samo jak wszędzie indziej. Gra w Amerykę bez smaku i pomysłu. Ugandyjczycy w organizowaniu nie są zbyt dobrzy – mamy wprawdzie permit na goryle od dwóch tygodni, ale nie wiemy, skąd i o której mamy ruszyć. Próbujemy to ustalić na miejscu, ale informacje od miejscowych Ugandyjczyków są różne. Jeden twierdzi, że o 7:30, inny, że o 8:00.

Kiedy je zobaczyliśmy, wreszcie zrozumieliśmy, dlaczego ludzie uważają to za najwspanialsze doświadczenie w ich życiu
Kiedy je zobaczyliśmy, wreszcie zrozumieliśmy, dlaczego ludzie uważają to za najwspanialsze doświadczenie w ich życiu (zdjęcie: Canon 6D)

Na miejscu zbiórki mija kolejne dwie godziny, zanim podzielą nas na grupy i podjedziemy samochodami do punktu, z którego wreszcie ruszamy. Kilka razy próbują nas przekonać, żebyśmy wzięli ze sobą tragarzy (którym potem trzeba dać minimum 15 dolarów). Nie rozumiemy po co, skoro w plecaku mamy tylko wodę i drugie śniadanie. Nie rozumiemy, dlaczego nie są wliczeni w cenę, skoro za to płacimy 450 dolarów (w sezonie płaci się 650 dolarów).

Goryl przyszedł nas dotknąć i chciał się bawić

Brniemy przez dżunglę już kilka godzin, zapadamy się w błoto, a nasz eskorta musi przecinać drogę maczugą. Gdy już chcę się poddać, coś czarnego, ogromnego miga przed nami. Serce nam wali. Potem słyszymy ryk goryli i trzask gałęzi. Ugandyjczycy na nie pofukują i warczą, próbując je przywołać ich mową. My z Łukaszem przeklinamy się, że płacimy za to, żeby tu prawdopodobnie umrzeć w objęciach 180-kilowego goryla.

Tych goryli górskich jest na świecie tylko 800 i wszystkie żyją w dwóch Parkach Narodowych w Ugandzie. Jeden z tych parków narodowych sięga również do Demokratycznej Republiki Konga i Rwandy. Nigdzie indziej na świecie nie można się z nimi spotkać.
Tych goryli górskich jest na świecie tylko 800 i wszystkie żyją w dwóch Parkach Narodowych w Ugandzie (zdjęcie: Canon 6D)

Jestem jedyna z aparatem, więc jeden z naszych eskorty trzyma mnie za rękę i ciągnie ze sobą na przodzie, podczas gdy drugą ręką odłamuje i przecina gałęzie. Sadza mnie pod drzewem i pokazuje. Nagle je widzę. Wszyscy siadamy w świętej ciszy i patrzymy na gorilą rodzinkę. Oni patrzą na nas. Jeden dwuletni maluch podchodzi, żeby nas dotknąć, a potem odskakuje i zaczyna się cieszyć. Obwąchuje nas. Patrzy mi w oczy, a potem nagle odbiega, wraca i siada na końcu naszego półkola. Dołącza do nas, krzyżuje ręce na piersi i tak jak my przez chwilę obserwuje to, co dzieje się dookoła.

Lake Bunyonyi poraziło nas pięknem i grypą żołądkową
Lake Bunyonyi poraziło nas pięknem i grypą żołądkową (zdjęcie: Canon 6D)

Tych goryli górskich jest na świecie tylko 800 i wszystkie żyją w dwóch Parkach Narodowych w Ugandzie. Jeden z tych parków narodowych sięga również do Demokratycznej Republiki Konga i Rwandy. Nigdzie indziej na świecie nie można się z nimi spotkać.

lukas a lucka
Lukáš i Lucie polecają
Gdzie się zatrzymać w Ugandzie
6 noclegów — kurorty, kempingi i inne opcje zakwaterowania
⭐ NAJLEPSZY WYBÓR ⛺ Kemping
Simba Camp
Kemping na skraju Queen Elisabeth National Park. Autorzy dotarli tu po dwóch dniach w górach i rozbili namiot. Wysokie ryzyko malarii, dlatego zalecają nieprzygotowywanie jedzenia po zmroku ze względu na komary.
★★★★ Sprawdź ceny
Sprawdź dostępność
🏨 Hotel
Queen Elisabeth Parkview Tourist Hotel
Ogromny kompleks hotelowy z możliwością kempingu i widokiem na safari. Początkowo żądali 20 dolarów za kemping od osoby, ostatecznie 10 dolarów. Autorzy byli sami na terenie, personel był przyjazny i rozmowny o Ugandzie i polityce światowej. Z hotelu słychać bębny miejscowych ludzi, którzy w nocy bronią ogrodów przed słoniami.
★★★★ 10 USD/osoba (kemping)
Sprawdź dostępność
⛺ Kemping
Rushaga Gorilla Camp
Piękny kemping w Bwindi National Park, skąd wyrusza się do goryli. Autorzy opisują go jako najlepszy pod względem ceny, jednak WiFi nie działało, a jedzenie było standardowe ugandyjskie bez fantazji. Punkt wyjściowy do gorilla tracking za 450-650 USD.
★★★★ Sprawdź ceny
Sprawdź dostępność
🏡 Pensjonat
Paradise Eco Hub
Uroczy i tani hotelik ze świetnymi ocenami na jednej z wysp jeziora Bunyonyi. Dojazd łodzią. Autorzy zarezerwowali go ze względu na internet do pracy, ale ten nie działał. Możliwość pływania, ale autorzy spędzili tu dwa dni z grypą żołądkową i głównie spali.
★★★★ Sprawdź ceny
Sprawdź dostępność
🌲 Kurort
Mburo Safari Lodge
Jeden z droższych hoteli turystycznych przy parku narodowym Lake Mburo, gdzie autorzy obserwowali zebry. Przyjechali tu dla internetu (który znowu nie działał), ale zakochali się w oazie spokoju i postanowili zostać. Jeden z tych noclegów, za które z przyjemnością dopłacisz.
★★★★ Sprawdź ceny
Sprawdź dostępność
🔍 Szukaj
Zobacz wszystkie noclegi w Ugandzie
Przeglądaj wszystkie dostępne opcje zakwaterowania w Ugandzie i znajdź najlepsze według swoich preferencji i budżetu.
★★★★ Porównaj ceny
Sprawdź dostępność

Powinnaś mieć w domu kozę. Najlepiej dwie albo trzy!

Zaczynają nam się kończyć siły. Dojechaliśmy do jeziora Bunyonyi i łódką przepłynęliśmy do Paradise Eco Hub, czyli uroczego i taniego hoteliku ze świetnymi opiniami na jednej z wysp tego wodnego raju w Ugandzie. Można tu nawet pływać. Zarezerwowaliśmy go przez Booking.com, żeby mieć internet i móc pracować.

Dane na karcie SIM były już prawie na wyczerpaniu, a my musieliśmy odpowiedzieć na mnóstwo maili. Internet oczywiście nie działał, ale może i tak byłby nam niepotrzebny. Nasz organizm postanowił, że ma wszystkiego dość, i na dwa dni i jedną noc kompletnie się wyłączył. I tak przez te dwa dni tylko spaliśmy, jedliśmy albo rozmawialiśmy z personelem.

Na zebry do Lake Mburo National Park
Na zebry do Lake Mburo National Park (zdjęcie: Canon 6D)

„A macie w domu kozy?” Pyta mnie jakiś 18-letni Ugandyjczyk i pokazuje na czarną kozę.

„Jasne, mamy.” Odpowiadam, a on wygląda na zaskoczonego.

„A ile ich posiadasz?” Dopiero teraz doszło do mnie, że nie pyta, czy mamy kozy w Polsce, ale czy mamy je w domu my.

„No, my w domu kóz nie mamy. Ale w Polsce ludzie je mają,” tłumaczę.

„Ale powinniście mieć w domu kozy. Taka koza, to bardzo dobra rzecz. Powinnaś mieć przynajmniej jedną, najlepiej dwie albo trzy.” poucza mnie Ugandyjczyk, a ja rozbawiona bawię się myślą o kozach w naszym małym warszawskim mieszkaniu.

23825280 1491656380954242 1803221837174276096 n
Jeden z tych noclegów, za które chętnie się dopłaci (zdjęcie: Canon 6D)

Dziś siedzę w jednym z tych drogich turystycznych hoteli przy Parku Narodowym Lake Mburo, gdzie w ciągu dnia obserwujemy zebry. Przyjechaliśmy tu po internet, ten oczywiście nie działa, ale zakochaliśmy się w tej oazie spokoju. I postanowiliśmy, że tu zostaniemy. Jutro czeka nas ostatnie safari, a potem powoli zaczniemy kierować się do domu.

Mburo Safari Lodge
Mburo Safari Lodge (zdjęcie: Canon 6D)
Planowanie podróży do Ugandy jest skomplikowane, a jeszcze trudniejsze jest znalezienie porządnego przewodnika. Oszczędzimy Wam trudu i zwracania bezużytecznych książek – najlepszy jest naszym zdaniem Uganda od Andrew Roberts, który można zamówić online. Polecamy wszystkimi dziesięcioma palcami.

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

RoadTrip Uganda #2: Gdy zielony raj zamienia się w piekło

TL;DRArtykuł opisuje dzień pełen komplikacji podczas przejazdu do Parku Narodowego Wodospady Murchisona w Ugandzie, gdzie autorzy na przerażającej nieutwardzonej drodze natrafili na poważny wypadek z udziałem ugandyjskiego kierowcy i musieli zmagać się z absurdalnie powolną reakcją rangerów oraz groźbą ponownej zapłaty 40 dolarów od osoby za wstęp, bo przekroczyli 24-godzinny limit. Opisany jest też nocny przejazd przez tak zwaną „drogę do piekła” do miasta Hoima, gdzie czekało ich rozczarowanie w postaci Golden Summit Hotelu z mrówkami w śniadaniu. Za to kemping Red Chilli Camp przy wodospadach, gdzie wokół namiotów biegają dzikie pumby, a nocą przechadzają się hipopotamy, autorzy określają jako kawałek raju. Tekst pokazuje kontrast między pięknem ugandyjskiej przyrody a chaosem biurokratycznym i drogowym, z którym muszą się zmagać podróżnicy.
To miała być historia o zwierzętach. Kiedy rano wyruszyliśmy szukać nosorożców w Ziwa Rhino Sanctuary, już w głowie pisałam artykuł o zielonym raju w Afryce. Uganda potrafiła mnie jednak zaskoczyć — i to w sposób, którego się nie spodziewałam. Ale potem zetknęłam się z drugą twarzą tego kraju. Z tą, która może kosztować życie.
W latach 70. nosorożce zostały tu doszczętnie wybite — teraz próbuje się je przywrócić.
W latach 70. nosorożce zostały tu doszczętnie wybite — teraz próbuje się je przywrócić.

Po obserwacji nosorożców od razu ruszyliśmy w kilkugodzinną, wyczerpującą trasę do Parku Narodowego Murchison Falls, gdzie o wpół do czwartej odpływała nasza prywatna łódź do wodospadów.

 

Dojechaliśmy pod bramę i kupiliśmy wejście do parku. Ugandyjczycy płacą 5 dolarów za dzień, my — 40 dolarów od osoby plus kolejne pięć za samochód. Jeśli przekroczysz 24 godziny, opłata naliczana jest od nowa. Zapamiętajcie to — jeszcze do tego wrócimy.

Droga do Murchison Falls National Park jest okropna, ale nie nudna — przez cały czas skaczą wokół was małpy.
Droga do Murchison Falls National Park jest okropna, ale nie nudna — przez cały czas skaczą wokół was małpy.

Ugandyjska jazda śmierci

Przez park prowadzi nieutwardzona droga pełna zabójczych dziur — można jechać maksymalnie 40 km/h. Jedziemy powoli, droga jest naprawdę straszna i zajmuje półtorej godziny. Wszędzie skaczą małpy i nie ma żadnego powodu, żeby się spieszyć. I właśnie wtedy obok nas z rykiem przeleciał biały bus — turyści z wynajętym ugandyjskim kierowcą. Niewielu podróżuje tu na własną rękę tak jak my. Jazda to prawdziwe piekło: dziura przy dziurze, a teraz w sezonie deszczowym do tego jeszcze błotniste rozlewiska, które w najgorszym wypadku są całkowicie zalane. Większość turystów wybiera dlatego lokalnych kierowców. I to jedna z rzeczy, które ludzie radzą przed wyjazdem do Ugandy. My nie posłuchaliśmy.

Małpy zwane przez miejscowych Olive Baboons można spotkać tylko w Ugandzie.
Małpy zwane przez miejscowych Olive Baboons można spotkać tylko w Ugandzie.
„Ugandyjczycy jeżdżą jak szaleńcy” — skomentowaliśmy tempo białego busa i wlekliśmy się dalej, śmiejąc się z figlujących małp. Mieliśmy czas.

Zanim przyjedzie pomoc, mogą minąć trzy godziny

Szok. Przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje. Zatrzymaliśmy się. Przed nami leżał wywrócony bus z wybitymi szybami. W odłamkach szkła błyszczała krew. Łysy mężczyzna trzymał się za głowę, z której strumieniami lała się czerwień, i zataczał się bez celu. Ktoś leżał na ziemi w kałuży krwi. Zauważyłam ugandyjskiego kierowcę, który spokojnie siedział z boku na trawie i żuł źdźbło, podczas gdy mniej ranni próbowali udzielić pierwszej pomocy kobiecie leżącej na ziemi. Pobiegli do nas. Nie mieli zasięgu, żeby wezwać pomoc. Nie odważyliśmy się jej przenosić — baliśmy się pogłębić obrażenia. Szybko zawróciliśmy, podjechaliśmy kilka metrów, złapaliśmy zasięg. Dzwonimy na 911. Nic. Długo nic. W końcu ktoś odbiera. I od razu rozłącza. To się powtarza kilka razy.

Transport w Ugandzie może się wydawać zabawny, ale jest bardzo niebezpieczny.
Transport w Ugandzie może się wydawać zabawny, ale jest bardzo niebezpieczny.
Ruszyliśmy po pomoc. 30 minut z powrotem do bramy. Przez całą drogę próbujemy dzwonić, ale nikt nie odbiera.  

Ale przecież mu mówiliśmy, żeby jechał wolno

Przy bramie.

„Na drodze doszło do poważnego wypadku samochodowego. Kobieta jest nieprzytomna, nie reaguje, jest dużo krwi i nikt nie może przejechać. Wezwijcie lekarza albo karetkę.”

Wyrzucamy to z siebie na rangerze, ale ten patrzy na nas i chyba myśli o czymś zupełnie innym. Powtarzamy.

„Ten wypadek z wczoraj?” — odzywa się w spokojnej ciszy, która działa nam na nerwy, żołnierka, która właśnie podeszła. Wytrzeszczam oczy i powtarzam jeszcze raz. „Nie, wypadek właśnie teraz!!! Ugandyjski kierowca jechał 80 km/h!”

Ugandyjczycy są naprawdę mili, ale kiedy trzeba coś załatwić — nie da się.
Ugandyjczycy są naprawdę mili, ale kiedy trzeba coś załatwić — nie da się.

„Ale przecież mu mówiliśmy, żeby jechał wolno” — mówi spokojnym głosem ranger Donald. Nie wygląda, jakby zamierzał cokolwiek z tym zrobić.

„Tak, my mu to mówiliśmy” — wtóruje żołnierka i patrzy gdzieś w dal.

Patrzymy na nich, czy naprawdę mówią poważnie, i przypominamy im, że kobieta jest nieprzytomna i leży w kałuży krwi.

„Hm. To poważne.” — zastanawia się żołnierka. Nikt nic nie robi. Powtarzamy to sto razy, aż ranger Donald stwierdza: „Nie wiem, czy jest tu ktoś w okolicy, do kogo można zadzwonić.” Wzrusza ramionami i odchodzi po księgę wpisów.

Ta absurdalna sytuacja trwa godzinę. Najpierw szukają w liście, kto to był, i debatują, czy ich pamiętają. Dopiero po półgodzinie dzwonią po pomoc. Karetka przyjeżdża po 3 godzinach — ale kobieta zdążyła się już ocknąć i udało się ją załadować do samochodu wyjeżdżającego z parku i zawieźć do szpitala.

Jazda w Ugandzie tylko dla odważnych — tak wyglądały drogi do parków narodowych.
Jazda w Ugandzie tylko dla odważnych — tak wyglądały drogi do parków narodowych.

Kara za pomoc innym

Ale nasza historia na tym się nie kończy. Przez to wszystko spóźniliśmy się na łódź. I musieliśmy zostać o dzień dłużej. I tu wracamy do początku — po przekroczeniu 24 godzin trzeba płacić opłatę od nowa. Idziemy do nich, żeby przepisali datę przyjazdu. Przecież nie każą nam płacić 85 dolarów za to, że pomagaliśmy przy wypadku w ich parku.

„Nie można przepisać. To jest oficjalny dokument.”

Patrzymy na ręcznie zapisany świstek papieru i zastanawiamy się, czy mówią serio. Żaden inny dokument poza tym ręcznie wypisanym papierkiem z bloczku nie istnieje.

„To go rozerwijcie i napiszcie nowy.”

„Nie można, to oficjalny dokument.”

Chwilę to próbowaliśmy, ale dla nich temat był zamknięty. Dla mnie nie.

„Chyba nie mówicie poważnie — pomagamy przy wypadku w waszym parku, który spowodował ugandyjski kierowca, i każecie nam płacić 85 dolarów więcej?”

„Ale wy nie byliście w tym wypadku” — mówi Donald. Patrzę na niego. I zaczynam tracić panowanie nad sobą.

„Czyli będziecie nas karać za to, że pomogliśmy ludziom? I teraz mamy zapłacić 85 dolarów za kolejny dzień?!”

Kłócimy się z nimi przez 2 godziny. Godzinę rozmawia ze swoim przełożonym.

Oficjalne dokumenty w Ugandzie.
Oficjalne dokumenty w Ugandzie.

„Jedyne co mogę zrobić, to przepisać datę, ale musicie przyjechać jutro o tej samej porze co dzisiaj. Godziny przepisać się nie da!” To oczywiście jest dla nas absurdalne — co mamy robić do jutra po południu, i przede wszystkim musielibyśmy odwołać cały dalszy plan. Już wiedzieliśmy, że nie zdążymy zobaczyć szympansów.

Absurd mógł trwać w nieskończoność, ale ręcznie wypisanego papieru po prostu nie można anulować ani zmienić. Powiedziałam im więc, co myślę o nich i o ich systemie, i pojechaliśmy do parku. Po dwóch godzinach kłóciliśmy się z jego przełożonym. W końcu Łukasz wywalczył przedłużenie o 6 godzin — do siódmej wieczór następnego dnia. I to przyniosło kolejne piekło. To właśnie dlatego musieliśmy jechać tą przeklętą drogą w nocy. Ale o tym innym razem.

Planowanie wyjazdu do Ugandy jest skomplikowane, a znalezienie porządnego przewodnika jeszcze trudniejsze. Oszczędzimy wam szukania — najlepszy według nas to Uganda od Andrew Robertsa, którą można zamówić online. Polecamy z całego serca.

Gdy hipopotamy chodzą wokół namiotu

Byliśmy wykończeni i wściekli — na ten kraj, na system, i każdemu z uśmiechem na twarzy chcieliśmy powiedzieć, że żyją w zielonym przeklętym piekle przesiąkniętym malarią i bałaganem.

Ale potem dotarliśmy do obozu Red Chilli.

Pumba — urocza afrykańska dzika świnia — biegała wokół nas, kiedy rozkładaliśmy namiot. W tym hałasie złości nawet nie pomyśleliśmy, że może być niebezpieczna. Patrzyła na nas swoimi okrągłymi oczami, jakby próbowała nas rozbawić. Cały ten obóz ze swoją świetną restauracją i niesamowitym widokiem był kawałkiem raju w tym nieprzewidywalnym kraju. Wybaczyliśmy mu. Zjedliśmy kolację i piliśmy piwo Nile do późnej nocy, bo tym razem nasz namiot zajęła rodzinka hipopotamów — a do tych nie odważyliśmy się podejść.

Poranny widok z Red Chilli Camp przy Murchison Falls.
Poranny widok z Red Chilli Camp przy Murchison Falls.

Poznaliśmy Joego i Alexa z Wielkiej Brytanii, którzy pracowali w Ugandzie jako wolontariusze, a teraz podróżują. Fotograf i piosenkarz. Poetycka noc z artystami dobiegła końca, gdy nasz namiot był wolny, hipopotamy poszły spać, a my wczołgiwaliśmy się do śpiworów ze spokojnym sercem — że tego kraju nie można tak po prostu potępić.

 

Przebaczenie, ale nie na długo

Rano było piękne niebo o świcie. Jeśli jeszcze tliła się w nas jakaś złość na ten zielony raj, znikła z pierwszym spojrzeniem na żywą czerwień rozlaną po niebie.

Chyba nie ma nic piękniejszego niż Nil wczesnym rankiem.
Chyba nie ma nic piękniejszego niż Nil wczesnym rankiem.

O świcie przepłynęliśmy przez Nil, żeby dostać się na safari. Wszyscy stoimy na promie — raczej żelaznej platformie na kołach — i gapimy się na Nil spowijający się poranną mgłą, przez którą przebijają się promienie słońca.

Jest około 17 stopni, ale dla Ugandyjczyków to straszne zimno. My jesteśmy w koszulkach, oni w czapkach.
Jest około 17 stopni, ale dla Ugandyjczyków to straszne zimno. My jesteśmy w koszulkach, oni w czapkach.[/caption>

Romantyka kończy się, gdy prom dobija do drugiego brzegu. Jeden z rangerów pędzi nas do auta, sam wskakuje i przez cztery godziny przemierzamy bezdroża w naszym pierwszym afrykańskim safari.

[caption id="attachment_51320" align="aligncenter" width="870"]Widok z łodzi płynącej po Nilu. Widok z łodzi płynącej po Nilu.[/caption>

Słonie, żyrafy, antylopy i pumby pozują nam jak na zamówienie. Po południu wsiadamy na łódź do wodospadów i przeżywamy to samo show jeszcze raz. Rejs do Murchison Falls ma być największą atrakcją parku, ale jesteśmy trochę rozczarowani — bo do samych wodospadów nie udaje nam się podpłynąć zbyt blisko.

[caption id="attachment_51321" align="aligncenter" width="870"]O ile słoń indyjski jest spokojnym i łagodnym zwierzęciem, o tyle słoń afrykański jest niebezpieczny. O ile słoń indyjski jest spokojnym i łagodnym zwierzęciem, o tyle słoń afrykański jest niebezpieczny.

Jedź jak szaleniec, ale spróbuj nas nie zabić

O wpół do siódmej dobijamy do przystani. Dlaczego o tym piszę? Wywalczyliśmy sobie przedłużenie do siódmej i mamy godzinę i kwadrans, żeby dotrzeć do bramy. Droga normalnie zajmuje półtorej godziny.

 
Murchison Falls.
Murchison Falls.
 

„No, jak pojedziecie trochę szybciej, to dacie radę” — mruga do nas ranger, gdy schodzimy z łodzi.

„Może, jak zamiast 40 pojedziemy 60 km/h” — kiwa głową Łukasz. Nie jesteśmy z tego zadowoleni.

„No, raczej tak z 80 km/h” — szczerzy zęby, a my myślimy sobie, że niezły to ranger, skoro zachęca nas do samobójstwa.

 
Rano na "promie" przez Nil.
Rano na „promie” przez Nil.[/caption>

Ale jedziemy tak szybko, jak tylko możemy. Walczymy nie tylko z czasem, ale też ze światłem. Za godzinę droga będzie niewidoczna. To trasa z piekła rodem. Każdego dnia dochodzi tu co najmniej do jednego wypadku, a jazda szybciej niż się powinno wydaje się czystym szaleństwem. Świstanie tą drogą w ciemnościach to już kilka poziomów wyżej.

[caption id="attachment_51312" align="aligncenter" width="870"]Pumba, czyli afrykańska dzika świnia. Pumba, czyli afrykańska dzika świnia.[/caption>

Łukasz kurczowo ściska kierownicę, a ja zaciskam dłonie na fotelu pasażera i hipnotyzuję czas. Udało się. Jest 18:57 i brama się otwiera. Nasza podróż jednak się nie kończy. W tej ciemności, przez bezdroża, jedziemy kolejne trzy i pół godziny do miasta Hoima. Wleczemy się w żółwim tempie. Przeraża nas dosłownie wszystko. Droga, którą drogą nazwać nie sposób — przejezdna chyba tylko dla czołgów, nie dla naszej Toyoty.

[caption id="attachment_51319" align="aligncenter" width="870"]Hipopotamy widzieliśmy potem też w ciągu dnia. Hipopotamy widzieliśmy potem też w ciągu dnia.[/caption>

W dzień z pewnością piękna dżungla, która teraz raczej napawa strachem. Elektryczność to tu wciąż oznaka ogromnego luksusu — włącza się zwykle tylko na kilka godzin dziennie. Wszędzie panuje więc ciemność, ale życie tętni: w wioskach widać burzliwe zabawy przy małych ognistwach światła, drogi też nie są puste — sylwetki ludzi wracających do domów ciągną się za nami przez tę piekielną dżunglę.

[caption id="attachment_51316" align="aligncenter" width="870"]Po "game drive" na safari wracasz do promu, gdzie siedzą już kolejni turyści i słuchają, jak miejscowi grają na instrumentach i sprzedają pamiątki. Po „game drive” na safari wracasz do promu, gdzie siedzą już kolejni turyści i słuchają, jak miejscowi grają na instrumentach i sprzedają pamiątki.
 

Na śniadanie — mrówki

Gdy docieramy do Hoiomy, jesteśmy odrobinę wdzięczni, że nic nie planujemy z wyprzedzeniem. Inaczej pewnie jechalibyśmy całą noc do Fort Portal, gdzie pierwotnie chcieliśmy się zatrzymać. Golden Summit Hotel w Hoimie kosztuje grosze i ma najlepsze oceny w okolicy. Tyle że w tej okolicy chyba tylko kurniki, bo inaczej tego nie rozumiemy.

  Do Ugandy przyjeżdża się też na obserwację ptaków. Do Ugandy przyjeżdża się też na obserwację ptaków.[/caption>

Nigdy nie narzekamy na hotele. Do szczęścia naprawdę potrzebujemy niewiele. Ale tutaj wszystko się zaczęło, trwało i skończyło tak źle, że nie jestem w stanie napisać nic innego poza tym, że lepiej było jechać do Fort Portal przez kolejne siedem godzin. Najpierw okazało się, że Google ma złe adres hotelu i przez godzinę nie mogliśmy go znaleźć. Potem recepcja, która nie wiedziała nawet gdzie jest ich własna restauracja („Hm, myślę, że jak wyjdziecie za ten róg, to ją znajdziecie.”). Na koniec wyposażenie pokoju, z którego kawałki zostawały nam w dłoniach. To, że Wi-Fi nie działa, już nas nie mogło dobić — ale mrówki w śniadaniu naprawdę nas zaskoczyły.

Uganda jakby sama nie wiedziała, jakie uczucia chce w nas zostawić. I my też nie wiedzieliśmy, co z niej zabieramy.

 

Planowanie wyjazdu do Ugandy jest skomplikowane, a znalezienie porządnego przewodnika jeszcze trudniejsze. Oszczędzimy wam szukania — najlepszy według nas to Uganda od Andrew Robertsa, którą można zamówić online. Polecamy z całego serca.

lukas a lucka
Lukáš i Lucie polecają
Gdzie się zatrzymać w Ugandzie
3 noclegi — campingi, hotele i inne opcje zakwaterowania
lukas a lucka
Łukasz i Lucia polecają
Gdzie się zatrzymać w Ugandzie
3 noclegi — hotele, campingi i inne opcje zakwaterowania

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

RoadTrip Uganda #1: Na pewno zginiecie w Ugandzie

TL;DRTen odcinek podróżniczej serii opisuje pierwsze dni nieplanowanego roadtripu dwóch Czechów po Ugandzie, gdzie z 14 dni mieli zaplanowane tylko 3 – nocleg pierwszej i ostatniej noc oraz wycieczkę do goryli. Podróż zaczyna się od komplikacji z dronem na lotnisku w Kairze, który później zostaje skonfiskowany na lotnisku w Entebbe, skąd wyruszają samochodem przez dawną stolicę Entebbe do Kampali. Artykuł opisuje typowe sytuacje, jakie czekają turystów w Ugandzie: miejscowi wielokrotnie proszą o dodatkowe pieniądze, płatności w szylingach i dolarach potrafią wprowadzić w konfuzję, a sezon deszczowy wręcz zatrzymuje codzienne życie. Nocleg w Guest House Via Via w Entebbe jest tu polecany jako bezpieczne i przyjemne miejsce, gdzie na śniadanie serwują naleśniki bananowe. Tekst to pierwsza część serii RoadTrip Uganda – kolejny odcinek ma być poświęcony dzikim zwierzętom i podróży do parku narodowego.
„Ugandę trzeba zaplanować, bo z Afryki nie wrócicie.” Mój wieloletni znajomy starał się jak mógł, żebym była przygotowana na naszą afrykańską wyprawę do Ugandy. Ale i tak w planowaniu ponieśliśmy klęskę. Zarezerwowaliśmy tylko nocleg na pierwszą i ostatnią noc, zorganizowaliśmy auto i kupiliśmy wycieczkę do goryli. Mieliśmy pokryte 3 z 14 dni. I to było więcej niż zazwyczaj. Liczyliśmy na mobilny internet. Jak będzie działał – nie mieliśmy pojęcia. Niektórzy na Facebooku mieli jasną opinię na temat naszego losu: „Na pewno zginiecie w Ugandzie.”  
Jak Uganda będzie wyglądać, właściwie nie mieliśmy pojęcia. Kompletnie żadnego.
Jak Uganda będzie wyglądać, właściwie nie mieliśmy pojęcia. Kompletnie żadnego.

Na lotnisku: „A Uganda to dobre miejsce dla turystów?”

Brak planu nie był całkowicie wolnym wyborem. O Ugandzie trudno znaleźć świeże informacje – to nie jest najpopularniejszy kierunek turystyczny.
Czymś takim tu przylecieliśmy.
Taka kompozycja z samolotu na miejscowej plaży. Czymś takim tu przylecieliśmy.
Dobrze ilustruje to rozmowa na lotnisku: „A wy mieszkacie w Ugandzie?” „Nie, jedziemy tam na wakacje.” „Uganda to dobre miejsce dla turystów?” „No cóż, mamy nadzieję, że tak.”
Jezioro Wiktorii. Wygląda jak idylla, ale kąpiel w nim skończyłaby się prawdopodobnie paskudną chorobą. Nawet miejscowi się nie odważają.
Jezioro Wiktorii. Wygląda jak idylla, ale kąpiel w nim skończyłaby się prawdopodobnie paskudną chorobą. Nawet miejscowi się nie odważają.
Przewodnik można dostać tylko po angielsku, a i to okazało się problemem. Czekaliśmy na zamówiony egzemplarz trzy tygodnie – sklep internetowy zapewniał nas co drugi dzień, że dotrze za trzy dni. Nigdy nie dotarł. W końcu okazało się, że go po prostu nie mają. Z perspektywy czasu myślę, że był to znak, jak będzie wyglądać Uganda w praktyce.
Do Ugandy zdecydowanie nie jedzie się plażować i opalać
Do Ugandy zdecydowanie nie jedzie się plażować i opalać
I właśnie wtedy zaczęliśmy się denerwować. Tydzień przed wylotem nie mieliśmy nic. W internecie znaleźliśmy tylko bardzo szczątkowe informacje. Bo ci, którzy w ogóle jadą do Ugandy, podróżują z biurem podróży albo z prywatnym kierowcą. Nie sami, z namiotem i bez żadnego porządnego planu. A to właśnie zrobiliśmy my.

W Egipcie o mały włos skończyliśmy w więzieniu

Adrenalina doczekaliśmy się jeszcze zanim postawiliśmy stopę na ugandskiej ziemi – o mały włos wylądowaliśmy za kratkami w Egipcie. Po wylądowaniu w Kairze zobaczyliśmy tuż przed kontrolą bezpieczeństwa dwumetrowy napis: zakaz dronów. Nie było czasu na myślenie ani dyskusję – napis zobaczyliśmy mniej więcej minutę przed tym, jak plecak wjechał pod skaner. Stałam po drugiej stronie taśmy i obserwowałam, jak podręczny bagaż z dronem kilkakrotnie wraca do tunelu, a w głowie recytowałam wszystkie modlitwy, których nauczyła mnie w dzieciństwie babcia.
Plaże tu mają, tyle że kąpać się na nich nie wolno. Za to stoją na nich samoloty.
Plaże tu mają, tyle że kąpać się na nich nie wolno. Za to stoją na nich samoloty.
„Otwórzcie to.” Egipcjanka wskazała na monitorze na przedmiot w plecaku. Ale to nie był dron. Podejrzany okazał się zewnętrzny akumulator do drona. Przez chwilę go oglądała, po czym nam go oddała. Byliśmy wolni.

Największy wróg Afryki: dron

Radość szybko minęła, gdy odkryliśmy, że przed wejściem na pokład czeka nas kolejna kontrola. Nigdzie na stronie EgyptAir nie było informacji o zakazie dronów. „Aha, w Egipcie zabronione jest nawet posiadanie drona. Tutaj piszą, że mogą nas od razu zamknąć.” „To damy im drona. I będzie okej – tutaj ktoś pisze, że zabrali mu tylko śmigła” – mówiliśmy sobie i niemal pogodzeni z losem stanęliśmy przed drugą kontrolą. Znowu przeszło.
To, że białych ludzi tu nie widać na co dzień, czuć od razu
To, że białych ludzi tu nie widać na co dzień, czuć od razu
Ale w końcu i tak nam go zabrali. Zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Entebbe. Okazało się, że w internecie nie znajdziesz rzetelnych informacji dotyczących dronów w Ugandzie. Ugandyjczycy przepraszali nas bardzo serdecznie. „Mamy tu specjalny pokój na drony, możecie go po prostu odebrać później.” Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że za 200 dolarów moglibyśmy zabrać go od razu. „Mamy około 54 plemion i każde ma swój język. Dlatego dobrze, że angielski jest językiem oficjalnym.” Jest czwarta w nocy i jedziemy przez zakurzone ulice samochodem starym co najmniej dwadzieścia lat. Nasz kierowca z Guest Housu Via Via z zapałem opowiada nam o kulturze ugandyjskiej i zwyczajach poszczególnych plemion.
Moskitiera to nie ozdoba. Uganda należy do krajów z jednym z najwyższych ryzyk malarii.
Moskitiera to nie ozdoba. Uganda należy do krajów z jednym z najwyższych ryzyk malarii.
„No i są takie plemiona, które robią obrzezanie. Nawet kobietom. I to jest naprawdę straszne.” – komentuje, ale nie zatrzymuje się przy tym dłużej i jedzie dalej, podczas gdy droga coraz bardziej się pogarsza, a my już mamy nadzieję, że zaraz dojedziemy. W końcu zatrzymuje się przy betonowym murze z drutem kolczastym. Widzimy szyld naszego noclegu i ogromną bramę, która powoli się otwiera. „A po co wam ten drut kolczasty? To przeciw zwierzętom?” – pyta Łukasz, choć oboje znamy już odpowiedź. „Nie. Przeciw ludziom. Ta dzielnica też ma swoje problemy.”
Guest House Via Via to takie bezpieczne schronienie. Raj za ogrodzeniem z drutu kolczastego.
Guest House Via Via to takie bezpieczne schronienie. Raj za ogrodzeniem z drutu kolczastego.

Dla Ugandyjczyków jestem chodzącym dolarem

Obudziliśmy się w porannej Ugandzie, w dawnej stolicy – Entebbe. Piję kawę w Guest Housie i chrupię bananowe naleśniki z górą egzotycznych owoców. Mam wrażenie, że to raj. Wszyscy są dla nas mili, zaczynam mówić, że to tacy afrykańscy Kanadyjczycy. Ale to trwa tylko do momentu, gdy dociera do mnie, że jesteśmy dla nich chodzącymi dolarami.
Ogród botaniczny w Entebbe.
Ogród botaniczny w Entebbe.
Wychodzą z brudnej chaty, ale ubrane są w sukienki Auto mają nam przywieźć dopiero następnego dnia, więc wyruszamy na zwiedzanie piechotą. Dzieci machają do nas, dorośli gapią się albo też machają – jakby nigdy wcześniej nie widzieli białej skóry. Kobiety noszą na głowach absolutnie wszystko: słomę, kanistryki z benzyną i kłody drewna.
Na głowie można nieść absolutnie wszystko
Na głowie można nieść absolutnie wszystko
Głową pomagają sobie też mężczyźni. Ale to kobiety fascynują nas bardziej. Niezależnie od tego, z jakiej nory wychodzą, zawsze są elegancko ubrane w kolorowe sukienki, z nienaganną fryzurą. Na tle słomianej, brudnej chaty te zjawiska wyglądają jak chodzący oksymoron.
Ugandyjki to najbardziej eleganckie kobiety, jakie kiedykolwiek spotkałam
Ugandyjki to najbardziej eleganckie kobiety, jakie kiedykolwiek spotkałam
Przewodniczę wam dobrowolnie i za darmo. Ale teraz zapłaćcie. W miejscowym ogrodzie botanicznym zapłaciliśmy za wstęp i za aparat i już wyobrażaliśmy sobie romantyczny spacer przez dżunglę wśród małp. Ale ledwo oddaliśmy pieniądze, okazało się, że stoi obok nas Ugandyjczyk i w swojej afrykańskiej angielszczyźnie tłumaczy mi, że przed nami rośnie drzewo mango.
Uniknięcia małp w Ugandzie jest po prostu niemożliwe
Uniknięcia małp w Ugandzie jest po prostu niemożliwe
„Jestem tu wolontariuszem, nie dostaję wynagrodzenia, bo studiuję i chcę zostać rangerem.” Ani ja, ani Łukasz nie jesteśmy zbyt dobrzy w odmawianiu, więc pozwoliliśmy mu opowiadać o roślinach – i z romantycznego spaceru wśród małp zrobiło się wykład botaniczny. „A teraz czas, żebyście mi zapłacili.” Łukasz spojrzał na niego, po czym wręczył mu 10 tysięcy ugandyjskich szylingów. „To za mało. Normalnie biorę 10 tysięcy od osoby.”

Uczymy się mówić nie

Próby wyciągnięcia od nas więcej pieniędzy zdarzają się niemal codziennie. Czasem wprost – po prostu proszą o kasę. Ale najczęściej zmierzają w kierunku emocjonalnie niebezpiecznym: przez kilka minut słuchamy, jak tu są biedni, albo nasz przewodnik-ranger dzwoni do żony po angielsku, że nie mają dość pieniędzy na Boże Narodzenie. Pewnie byśmy nie zorientowali się, że chce nas po prostu oskubać, gdyby nie to, że dziesięć minut wcześniej rozmawiał z żoną po suahili. Po co teraz miałby mówić po angielsku? Innym razem wymyślają, że pobierają opłatę za wjazd do parku narodowego, albo próbują przekonać, że za kemping płaci się 20 dolarów od osoby, choć na stronie jest podane 10. Zazwyczaj i tak dopłacamy, ale stopniowo kasa się kończy. Uganda jest paradoksalnie dla turystów dość droga. I tak uczymy się mówić nie. Ugandyjczycy przyjmują to sportowo. „10 dolarów od osoby też dobrze.”
„Jestem tu przewodnikiem za darmo,
„Jestem tu przewodnikiem za darmo,” a potem poprosił o pieniądze.

Że jesteś w kraju rozwijającym się, długo nie zapomnisz

Czas tu płynie trochę inaczej. Autobusy odjeżdżają, gdy się zapełnią – możesz więc czekać godzinę albo i cały dzień. Kiedy pytamy recepcjonistkę, do której czynny jest bar, odpowiada: „Do później.” Na początku myślimy, że to żart, ale „do później” to tu zupełnie normalny przedział czasowy. Nie wiemy, ile to godzin ani czy to w ogóle jakaś konkretna pora – ale supermarkety też mają czasem na szyldzie napisane „otwarte do później”.
Śniadanie w Via Via będziemy wspominać przez kolejne 2 tygodnie. W większości miejsc nie ma lodówek, nie ma sezonu turystycznego, więc niczego nie mają. A jak już coś mają, to leży tam od jakiegoś czasu.
Śniadanie w Via Via będziemy wspominać przez kolejne 2 tygodnie. W większości miejsc nie ma lodówek, nie ma sezonu turystycznego, więc niczego nie mają. A jak już coś mają, to leży tam od jakiegoś czasu.
Bar jest czynny do później Liczby to zdaje się prawdziwy ugandyjski problem. Ceny wstępów są czasem podawane po części w ugandyjskich szylingach, po części w dolarach. Wstęp dla ludzi płaci się w dolarach, wstęp dla auta w szylingach. Jeśli chcecie przeliczyć to na jedną walutę, trwa im to wieczność. Odejmowanie 13 tysięcy od 20 tysięcy szylingów to zawsze zadanie dla kalkulatora. Bez wyjątku. Z jakiegoś powodu nie chcą też dolarów amerykańskich wydanych przed 2011 rokiem – dostają za nie gorszy kurs w szylingach. Dlaczego – nie udało nam się ustalić.
Auto wynajęliśmy z kompletnym wyposażeniem kempingowym
Auto wynajęliśmy z kompletnym wyposażeniem kempingowym
Rano Ugandyjczyk przywiózł nam auto. Ugandyjczycy są generalnie bardzo słabi w organizacji, ale ten nasz był chyba najbardziej roztrzepanym z wszystkich, których spotkaliśmy. Musiał do nas wracać kilka razy. Na początku zapomniał dać nam telefon – wysłał go przez innego miejscowego. „Właśnie widzę, że zapomniał kupić wam kartę SIM, więc kupcie sobie sami.”
Entebbe na początku wydało nam się dość brudnym miastem. Ale po 14 dniach uważamy je za raj czystości.
Entebbe na początku wydało nam się dość brudnym miastem. Ale po 14 dniach uważamy je za raj czystości.
Ale na tym nie koniec. Po czterech godzinach gonimy roztrzepanego Ugandyjczyka po ulicach Entebbe, próbujemy właściwie interpretować jego afrykańską angielszczyznę i mamy nadzieję, że jeszcze dziś z tego bałaganu wyjedziemy. Zapomniał przekazać nam to najważniejsze – pozwolenie na goryle. Jeśli martwisz się o łączność w podróży, warto rozważyć kartę eSIM Holafly lub Yesim – działają w wielu krajach afrykańskich i pozwalają uniknąć problemów z lokalną kartą SIM.

Dlaczego Ugandyjczycy boją się deszczu

Kiedy w końcu opuszczamy Entebbe, jest południe. Żeby dotrzeć do celu, musimy przejechać przez stolicę – Kampalę. Nie sposób stwierdzić, kiedy już w niej jesteśmy – domy nie ustępują nawet na kilometr, a ruch staje się coraz gęstszy. Żadnych znaków. Dwa oryginalne pasy ugandyjską kreatywnością zamieniają się w pięć, a obok nas trąbią taksówki i boda boda (motocykl-taksówka). Łukasz ma już kompletnie czerwone ręce od ściskania kierownicy. Afrykańskie drogi nie mają nic wspólnego z europejskimi. A do tego jeździ się tu lewą stroną. I wtedy przychodzi deszcz.
Mniej więcej tak wyobrażałam sobie Ugandę, ale okazało się, że moje wyobrażenia były tak samo ograniczone jak zawsze
Mniej więcej tak wyobrażałam sobie Ugandę, ale okazało się, że moje wyobrażenia były tak samo ograniczone jak zawsze
Przez chwilę się cieszymy. Przy pierwszej kropli ulice się wyludniają. Ugandyjczycy w deszczu dosłownie nie robią nic – poza ucieczką gdziekolwiek, gdzie jest sucho. Życie staje w miejscu. Po boda boda nie ma śladu i możemy swobodnie przejechać.
Kampala. Miejsce, gdzie dwa pasy ruchu to zdecydowanie za mało.
Kampala. Miejsce, gdzie dwa pasy ruchu to zdecydowanie za mało.
Po chwili rozumiemy, dlaczego – i radość mija. W ciągu 10 minut droga jest dosłownie zalana i mamy wrażenie, że nadeszła powódź. Jezdnia pod wodą zmienia swój kształt nie do poznania i w końcu my też musimy się zatrzymać. Wpadać na deszcz w najgorszym możliwym momencie – to będzie nam towarzyszyć regularnie przez całą podróż. Ale i tak jesteśmy wdzięczni za porę deszczową. Godzinny prysznic raz na cztery dni przeżyjemy, a w zamian przyroda nagradza nas zielenią. Przepiękną zielenią, która w sezonie suchym szybko zamienia się w żółtą pustynię.

Następnym razem opowiemy o zwierzętach i drodze śmierci do parku narodowego…

IMG 9828IMG 9702
lukas a lucka
Lukáš i Lucie polecają
Gdzie się zatrzymać w Ugandzie
2 noclegi polecane na Twoje wakacje

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

20 świetnych prezentów podróżniczych do 40 €

TL;DROto 20 świetnych prezentów do 200 zł dla podróżnika, które łączą praktyczność z odrobiną zabawy. Wśród nich znajdziesz składany plecak Ferrino O’Hare ważący 70 g za 115 zł, powercube z gniazdkami i portami USB od 60 zł czy szybkoschnący ręcznik Sea to Summit od 40 zł. Na liście jest też fotoksiążka od Saal Digital od 160 zł, gotowa w zaledwie 15 minut, oraz voucher na spacer z Pragą Nieznaną za 36 zł od osoby. Kolejne pomysły to podróżna lampka Moleskine za 80 zł, kieszonkowy monokular za 78 zł, latarka czołowa od 85 zł czy mapa zdrapka od 120 zł do zaznaczania odwiedzonych miejsc. Ostatnia propozycja to symboliczny prezent poprzez organizację Człowiek w Potrzebie od 30 zł, na przykład kurczaki albo koza wraz z certyfikatem. Wszystkie prezenty zmieszczą się w budżecie do 200 zł i sprawdzą się nie tylko dla podróżników, ale i dla każdego innego obdarowanego.

Lubię dawać prezenty, które nie skończą pod łóżkiem ani w szafie. Najlepiej, gdy są niespodzianką. Przez cały rok zapisuję pomysły w telefonie, żeby o niczym nie zapomnieć — dzięki temu mam prezenty przemyślane z dużym wyprzedzeniem. Tę listę prezentów podróżniczych zbierałam trochę inaczej. Zapytałam swoich przyjaciół podróżników, co sprawiłoby im radość.

Pytałam osoby podróżujące z plecakiem, zatrzymujące się w luksusowych hotelach, ale też takie, które jeżdżą na krótkie, ale częste wyjazdy służbowe. Potem dodałam coś od siebie i przejrzałam fora, dyskusje i inne artykuły — zarówno polskie, jak i zagraniczne. W ten sposób powstała ta lista pomysłów na prezenty, które ucieszą podróżników (ale na pewno też niejednego nieodróżnika) wszelkiego rodzaju. Mam nadzieję, że znajdziesz tu dobrą inspirację!

1) Potrzebuję urlopu – koszulka z wyraźnym przesłaniem

  • Cena: ok. 14 €

Moja ulubiona koszulka, kiedy jestem w domu. Czasem zastanawiam się, komu sprawia więcej radości — mnie, czy ludziom, którzy mnie w niej widzą?

koszulka potrzebuję urlopu - prezent dla podróżnika

2) Dla tych, którzy fotografują telefonem

  • Cena: ok. 16 €

Nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje też do telefonu! Mówię o pilocie zdalnego wyzwalania do aparatu w telefonie. To naprawdę genialny prezent dla wszystkich podróżników fotografujących smartfonem.

Pilot zdalnego wyzwalania do telefonu

3) Warsztaty i spacery z lokalnym przewodnikiem – niecodzienny prezent doświadczenia

  • Cena: od ok. 15 €/osoba

Miałam okazję uczestniczyć w wielu wycieczkach z przewodnikiem — w Polsce i za granicą — i nic nie zastąpi tych z lokalnym ekspertem. Niecodzienne spacery po mieście to świetna alternatywa dla standardowych wycieczek. Możesz podarować voucher na wyjątkowe doświadczenie: spacer po nieznanych zakątkach Krakowa, Warszawy czy Wrocławia, który opowie tajemnicze i zabawne historie, przybliży architekturę i historię. Taki prezent docenią zarówno młodzi, jak i starsi. Świetną platformą do wyszukiwania takich aktywności jest GetYourGuide, gdzie znajdziesz wyjątkowe doświadczenia w wielu miastach w Polsce i na całym świecie.

Wycieczka z przewodnikiem – pomysł na prezent podróżniczy

4) Zdrapywana mapa świata – zaznaczaj swoje podróże

  • Cena od ok. 24 €

Zdrapywane mapy to świetny sposób na dokumentowanie odwiedzonych miejsc. Można znaleźć zdrapywane mapy w formie obrazów, ale zdecydowanie bardziej praktyczny wydaje się nam dziennik podróży ze zdrapywaną mapą.

Dziennik podróży ze zdrapywaną mapą

5) Powercube – niezbędny element wyposażenia podróżnika

  • Cena od ok. 12 €

Kiedy gdzieś przyjeżdżamy z Łukaszem, od razu szukamy gniazdka. Dron, GoPro, aparat, telefony, laptopy, Kindle — wszystko trzeba naładować. Problem w tym, że nie wszędzie gniazdka są takie same, a my nasze sprzęty kupowaliśmy w różnych częściach świata. Dlatego Powercube to absolutnie genialna rzecz w podróży. Możesz korzystać z czterech różnych adapterów zależnie od regionu świata, a dodatkowo urządzenie ma 4 standardowe gniazdka oraz dwa porty USB. Świetne jest też to, że kostki można do siebie składać i istnieje kilka wariantów ich użycia także w domu.

powercube - prezent dla podróżnika

6) Składany plecak

  • Cena: ok. 23 €

Składany plecak to absolutnie idealna rzecz dla niemal każdego podróżnika. Plecaczki mają pojemność ok. 15 litrów i ważą poniżej 100 gramów. Taki plecaczek możesz spakować do głównego bagażu i zabrać go na krótkie lub dłuższe wycieczki. My używaliśmy go na przykład w Islandii, kiedy chodziliśmy do gorących źródeł, a moja mama przewędrowała z nim całą Australię, korzystając z niego podczas jednodniowych wypadów.

Składany plecak Ferrino

7) Oryginalny pasek do aparatu

  • Cena od ok. 20 €

Osobiście zakochałam się w paskach od Lokoko.cz, szczególnie w tych z niesamowitymi indiańskimi wzorami. Taki prezent doceni chyba każdy fotograf.

Oryginalny pasek do aparatu fotograficznego

8) Szybkoschnący, chłonny i przede wszystkim ultra składany ręcznik

  • Cena od ok. 8 € (w zależności od rozmiaru)

Zwykły ręcznik zajmuje sporo miejsca i dość szybko zaczyna nieprzyjemnie pachnieć, bo podczas przeprowadzek nie zdąży wyschnąć. Dlatego z Łukaszem pokochaliśmy te super składane, szybkoschnące ręczniki. Wybraliśmy markę Sea to Summit i jesteśmy z niej absolutnie zadowoleni!

ręcznik Sea to Summit - prezent dla podróżnika

9) Dla alergików na kurz – antyroztoczowa poszewka podróżna

  • Cena od ok. 8 €

Nawet jeśli podróżujesz hotelami, nie zawsze jest tam tak luksusowo, jak byś sobie wyobrażał. Jeśli masz alergię na kurz lub jesteś wrażliwy, możesz budzić się z opuchniętą twarzą albo kaszleć w nocy. Dlatego wozimy ze sobą podróżną poszewkę z nanotkaniny, w którą wsuwamy hotelową poduszkę.

10) Kubki termiczne z motywem podróżniczym

  • Cena: ok. 10 €

Sądząc po Instagramie, nie tylko my z Łukaszem uwielbiamy kubki termiczne. Polecamy kubki od naszych przyjaciół Eagles. Kupując je, wspierasz ich podróże, a projekty są naprawdę przepiękne.

Kubek termiczny z motywem podróżniczym od Eagles

11) Naturalny patyczek do zębów w pięknym opakowaniu

  • Cena od ok. 6 €

Że szczoteczka do zębów może być fajnym prezentem, przekona Cię Miswak — pradawna alternatywa dla zwykłych szczoteczek, używana od tysięcy lat. Miswak łączy w sobie szczoteczkę i pastę do zębów w jednym.

  • Jeśli wolisz coś bardziej zbliżonego do tradycyjnej szczoteczki, ale wciąż przyjaznego środowisku — sięgnij po EcoHeart.
miswak szczoteczka - prezent podróżniczy

12) Kosmetyki na jet lag i zmęczenie

  • Cena: ok. 20 €

Po długim locie lub podróży cera wygląda naprawdę koszmarnie. Próbowałam różnych rzeczy, ale na cienie pod oczami najlepiej działa na mnie kwas hialuronowy. Odświeża cerę, napina ją, a przy tym jest naturalnym składnikiem naszej skóry.

Mam dobre doświadczenia z Nafigate, ale można też znaleźć produkty innych firm. Zwróć uwagę, żeby zawierały odpowiednią ilość aktywnego składnika (kwas hialuronowy min. 1%).

kwas hialuronowy - prezent podróżniczy

13) Prezent dla ekologicznych podróżników

  • Cena: ok. 6 €

Łukasz je uwielbia — mówię o siatkowych torbach wielorazowych. Bardzo żałujemy, że nie mamy jej ze sobą w Tajlandii, bo tu naprawdę bezmyślnie marnuje się plastik. Na następną podróż po Azji na pewno ją spakujemy. Siatka jest super składana i sprawdza się jako prezent dla niemal każdego — nie tylko podróżników.

Siatka wielorazowa - ekologiczny prezent podróżniczy

14) Podróżna lampka

  • Cena: ok. 16 €

Zakochałam się w tej podróżnej lampce od Moleskine. Ma obrotowy klips i pięć trybów jasności. Można jej używać jako światła rowerowego, lampki do czytania i lampki biurkowej.

podróżna lampka Moleskine - prezent dla podróżnika

15) Dziennik podróży i organizery

  • Cena od ok. 10 €

Dzienniki podróży i notatniki znajdziesz też u Moleskine’a czy innych światowych marek, ale ja lubię te od czeskiej firmy CleverMinds. Możesz wybierać między wersjami dla podróżników. Dla miłośników papieru to piękny prezent.

Wskazówka — prezent dla freelancerów i cyfrowych nomadów: Przez długi czas używałam też ich organizera PILOT, który zastępuje klasyczne kalendarze. Jest niedatowany, więc zawsze aktualny. To jedno z moich najważniejszych narzędzi do planowania i utrzymania dyscypliny pracy jako freelancerka.

dziennik podróży CleverMinds - prezent podróżniczy

16) Czołówka

  • Cena od ok. 17 €

To świetny prezent dla wszystkich, którzy jeżdżą na camping. Duży wybór czołówek znajdziesz na 4camping.

Czołówka - prezent dla podróżnika campingowca

17) Kieszonkowy monokular

  • Cena: ok. 16 €

Lornetka jednooczna, która wydłuży Twój zasięg wzroku. W zasadzie tańsza alternatywa dla lornetki do obserwowania zwierząt.

monokular kieszonkowy - prezent dla podróżnika

18) Fotoalbum/fotoksiążka

  • Cena od ok. 32 €

Lubię wracać do starych fotoksiążek. Mamy w domu tylko trzy, ale za każdym razem, gdy przechodzę obok półki, jedną wyciągam i wspominam. Kiedyś robił je tata z naszych podróży — ja też się do tego przymierzałam, ale odstraszała mnie żmudność i skomplikowanie programów. Znacie Saal Digital? Jestem zachwycona, bo udało mi się stworzyć fotoksiążkę w 15 minut. A do tego dotarła do mnie w zaledwie 3 dni robocze. Gorąco polecam!

fotoksiążka - prezent podróżniczy

19) Wysokiej jakości podróżne buteleczki na kosmetyki

  • Cena: od ok. 8 €

Podróżne buteleczki na kosmetyki nigdy nie są złym prezentem dla dziewczyny. Tylko uważaj, żeby kupić porządne. Nie ma nic gorszego niż kosmetyki wylane w bagażu. Osobiście przetestowałam ich dziesiątki — w końcu zainwestowałam w droższe od marki Kikkerland i jak dotąd mnie nie zawiodły. Są jednak dość twarde i nie da się z nich wycisnąć szamponu (trzeba wytrząsać).

  • Ja mam większy zestaw ze spryskiwaczami, ale aktualnie w sprzedaży znalazłam tylko ten zestaw.
podróżne buteleczki na kosmetyki

20) Prawdziwy prezent

  • Cena od ok. 6 €

Podaruj dwadzieścia kurczaków, materiały szkolne dla 7 dzieci lub wesołą kozę za pośrednictwem organizacji pomocowej, takiej jak Pomocników czy podobnych polskich organizacji charytatywnych. Za zakup dostaniesz certyfikat, który możesz wręczyć jako oryginalny prezent.

logo prawdziwy prezent organizacja charytatywna

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

Co zobaczyć w USA? 10 najpiękniejszych miejsc do odwiedzenia

TL;DRDziesięć najpiękniejszych miejsc w USA, które warto zobaczyć, to Mount St. Helens w stanie Washington, oregońskie wodospady Lower Falls Creek i Smith Rocks, San Francisco z Golden Gate i Alcatraz, Park Narodowy Yosemite, Dolina Śmierci, Wielki Kanion (446 km długości, do 1600 m głębokości), utahskie Canyonlands z Monument Valley i Arches, Yellowstone z gejzerem Old Faithful (wybucha co 64,5 minuty, wyrzucając wodę na wysokość 40 m), Park Narodowy Glacier oraz Joshua Tree Park. Najlepiej jechać w drugiej połowie września i w październiku, ewentualnie w kwietniu i maju, kiedy pogoda jest stabilniejsza i jest mniej turystów niż w sezonie letnim, gdy Yosemite odwiedza nawet 3,5 miliona osób rocznie.

Na Dzikim Zachodzie od kilkudziesięciu lat nie galopują już kowboje, ale autobusy, kampery, vany i inne pojazdy pełne turystów. Nic dziwnego. Stany Zjednoczone dzięki tanim lotom są coraz bardziej dostępne i mają wiele do zaoferowania. Przyjrzyjmy się najpiękniejszym miejscom w USA — parkom narodowym i atrakcjom zachodniego wybrzeża, które warto zobaczyć. Jeśli szukacie najpiękniejszych miejsc USA, ten przewodnik jest dla was.

Co zobaczyć w USA. Grand Staircase/Escalante National Monument.
Grand Staircase/Escalante National Monument.  (zdjęcie DJI MAVIC PRO)

Zróżnicowany krajobraz zachodu USA oczarował niejednego podróżnika, ale przekonacie się o tym sami, jeśli wybierzecie się w sezonie (maj–wrzesień). Na tysiące turystów na pewno traficie. Jeśli zdecydujecie się na inny termin, musicie liczyć się z innymi niedogodnościami, takimi jak chłodna pogoda, zamknięte szlaki i drogi poza sezonem oraz brak sezonowych usług.

Widok na Monument Valley w Utah
Widok na Monument Valley w Utah  (zdjęcie Canon 6D)

Ale to naprawdę są miejsca, które chcecie zobaczyć. Który kowbojski kapelusz wybierzecie, to wasza sprawa. A teraz sprawdźmy, gdzie znajdziecie 10 najpiękniejszych miejsc w USA.

Kiedy jechać na zachód USA?

Osobiście najbardziej lubię drugą połowę września i październik, kiedy pogoda jest bardziej stabilna i jest tu trochę mniej turystów niż latem. Piękna jest też wiosna. Na przykład kwiecień i maj. Jeśli nie lubicie tłumów i nie przeszkadza wam, że czasem coś będzie zamknięte, możecie wybrać się nawet w listopadzie lub lutym.

Unikałabym lata. Chociaż jedna z moich pierwszych wizyt była w lipcu, to było już kilka lat temu (hihi, może nawet piętnaście) i nawet wtedy było nie do zniesienia od turystów. Yosemite odwiedza rocznie 3,5 miliona turystów. I większość w sezonie letnim. Wyobraźcie to sobie.

10 najpiękniejszych miejsc w USA

Uważam, że każdy powinien przynajmniej raz w życiu wybrać się do USA na parki narodowe. Nie ma chyba lepszego roadtripu. Zobaczmy najpiękniejsze parki w USA.

1) Jedź zobaczyć wulkan w Waszyngtonie

Co zobaczyć w USA
Góra Świętej Heleny (Mt. St. Helens) – największy truciciel powietrza  (zdjęcie Canon 6D)

Kiedy mowa o zachodzie USA, większość ludzi od razu myśli o Grand Canyonie lub Death Valley. Dla mnie jednak największą miłością jest okolica góry Mount St. Helens w stanie Waszyngton.

Widok z Harry's Ridge Trail
Widok z Harry’s Ridge Trail  (zdjęcie Canon 6D)

2) Odkryj krajobraz jak z Avatara w Oregonie

Niedaleko Bridge of Gods, gdzie kończy się popularna książka „Dzikość” Cheryl Strayed, można znaleźć wodospady takie jak Lower Falls Creek. Oregon to jednak nie tylko zalesiony krajobraz wzdłuż rzeki Columbia.

Wodospady rodem z Avatara na False Creek Falls
Wodospady rodem z Avatara na False Creek Falls  (zdjęcie Canon 6D)

Jeśli wybierzecie się na południe, traficie na wypaloną słońcem krainę, którą ludzie na zdjęciach chętnie mylą z Utah.

Smith Rocks i Misery Ridge Trail
Smith Rocks i Misery Ridge Trail  (zdjęcie Canon 6D)

3) Zostaw serce w San Francisco

San Francisco
San Francisco z Baker Beach  (zdjęcie Canon 6D)

Czerwony wiszący most nad zatoką San Francisco, przerzucony przez cieśninę Golden Gate w Kalifornii, to ikoniczne zdjęcie każdego turysty. Samo San Francisco jako główne centrum kulturalne i finansowe Północnej Kalifornii ma jednak do zaoferowania znacznie więcej.

Na Alcatraz trzeba wybrać się przynajmniej raz w życiu, tak samo jak przejechać się słynnym „cable car” i oczywiście odwiedzić siedzibę Google. San Francisco zawsze było moim ulubionym miastem w USA. I nadal jest.

4) Zakochaj się w Yosemite

Yosemite National Park
Yosemite National Park  (zdjęcie Canon 6D)

Od 2014 roku, kiedy Apple oficjalnie zaprezentował nową wersję systemu operacyjnego na swoje komputery pod nazwą OS X Yosemite, Park Narodowy Yosemite w Kalifornii stał się jeszcze popularniejszą lokalizacją dla turystów.

W niektórych jeziorach w Yosemite można się nawet wykąpać
W niektórych jeziorach w Yosemite można się nawet wykąpać  (zdjęcie Canon 6D)

Zarówno dla fotografów, jak i filmowców. Nic dziwnego, park jest naprawdę piękny. To jednak trochę szkoda, bo latem nawet najtwardszy człowiek w tym tłumie turystów porządnie się spoci.

5) Wysusz włosy wiatrem w Dolinie Śmierci

Jedno z ikonicznych miejsc Death Valley
Jedno z ikonicznych miejsc Death Valley  (zdjęcie Canon 6D)

Najniżej położone miejsce Ameryki Północnej to Dolina Śmierci. A według niektórych źródeł jest to także najgorętsze miejsce na świecie (choć niektóre źródła podają np. Daszt-e Lut w Iranie z 70,6°C). Jechać tu latem to pewien rodzaj masochizmu. Z drugiej strony, kiedy wyjdziecie na szlak, jesteście tam prawie sami. Nikt bowiem długo nie wytrzyma na tym słońcu. Wy też nie.

Death Valley
Death Valley  (zdjęcie Canon 6D)

6) Grand Canyon

Już w poprzednim artykule polecałam North Rim, South Rim jest znacznie bardziej turystyczny. Ale niezależnie od tego, którą opcję wybierzecie, jest niewiele miejsc, gdzie poczujecie tak potężną siłę natury jak patrząc na tę 446 km długą i do 1 600 m głęboką szczelinę w ziemi, którą wydrążyła rzeka Kolorado.

North Rim jest lepszy niż South Rim, bo prawie nie ma tu turystów
North Rim jest lepszy niż South Rim, bo prawie nie ma tu turystów  (zdjęcie Canon 6D)

Rzeka i jej dopływy formowały kanion przez miliony lat w warstwach Płaskowyżu Kolorado, a jeśli siedzicie na krawędzi o wschodzie słońca, widzicie, jak promienie słoneczne stopniowo oświetlają poszczególne warstwy geologiczne, które dokumentują zmiany klimatu, naprzemienność mórz, koryt rzecznych i pustyń na przestrzeni czasu. Te najstarsze pochodzą z okresu niemal sprzed 2 miliardów lat.

Grand Canyon
Grand Canyon  (zdjęcie Canon 6D)

7) Canyonlands w Utah

Utah to przede wszystkim skalista kraina podzielona na trzy główne regiony geologiczne: Góry Skaliste (północ, centrum i wschód), Płaskowyż Kolorado (wschód) i Wielką Kotlinę (zachód).

Mesa Arch Trail w Canyonlands
Mesa Arch Trail w Canyonlands  (zdjęcie Canon 6D)

Nie ma dziwniejszego krajobrazu niż ten w Utah. Dzika przyroda przybiera tu wiele form — od skalistych, solnych i piaszczystych pustyń, przez ośnieżone szczyty górskie, po lasy iglaste w górskich dolinach.

monument valley
Dzień dobry z Monument Valley  (zdjęcie Canon 6D)

Turystów jednak najbardziej przyciąga południe, pokryte potężnymi warstwami osadów o najróżniejszych kształtach — te niezwykłe formacje dały początek kilku obszarom chronionym.

Chyba powinniśmy napić się kawy przed wycieczką do Canyonlands, ale widok jest faktycznie rewelacyjny
Chyba powinniśmy napić się kawy przed wycieczką do Canyonlands, ale widok jest faktycznie rewelacyjny  (zdjęcie Canon 6D)

Do tych obszarów należą między innymi Park Narodowy Arches, Park Narodowy Canyonlands, Park Narodowy Zion, Park Narodowy Capitol Reef, Cedar Breaks National Monument czy Grand Staircase/Escalante National Monument.

Moje ulubione miejsce w Utah. Bryce National Park
Moje ulubione miejsce w Utah. Bryce National Park  (zdjęcie Canon 6D)

8) Odkryj Yellowstone na granicy trzech stanów

Kraina Misia Yogi i stad bizonów znajduje się na terenie amerykańskich stanów Wyoming (91% parku), Montana (7,6%) i Idaho (1,4%).

Gejzer o nazwie Castle
Gejzer o nazwie Castle  (zdjęcie Canon 6D)

Ale to nie zwierzęta są główną atrakcją dla turystów — są nią ogromne gejzery, z których najsłynniejszy Old Faithful tryska średnio co 64,5 minuty na wysokość 40 m, oraz grające kolorami i lekko cuchnące jeziorka.

Kanion w Yellowstone
Kanion w Yellowstone  (zdjęcie Canon 6D)

Dla Parku Narodowego Yellowstone charakterystyczne są również liczne fumarole (wyziewy gorących gazów) i bulgoczące błotne dziury prowadzące w głąb ziemi.

Yellowstone oczarował też nas.
Yellowstone oczarował też nas.  (zdjęcie Canon 6D)

9) Wejdź do lodowców w Glacier National Park

Glacier National Park
Glacier National Park  (zdjęcie Canon 6D)

Turkusowe jeziora i góry sięgające nieba. Setki szlaków, które zaprowadzą was na punkty widokowe, gdzie będziecie łapać oddech. W te miejsca warto wybrać się jak najszybciej, bo Grinnell Glacier za 20 lat już tu nie będzie.

10) Spoć się w Joshua Tree Park

Joshua Tree Park jest przez podróżników często pomijany. To prawda, że trzeba trochę zjechać z głównej trasy.

Ikoniczne drzewo Joshua Tree
Ikoniczne Joshua Tree  (zdjęcie Canon 6D)

Latem spacery po tym parku to trochę jak gorące piekło, lepszą porą na wizytę jest wiosna. Park rozciąga się między hrabstwami San Bernardino i Riverside, a wkraczają w niego dwie pustynie będące dwoma odrębnymi ekosystemami, których charakter wyznacza różna wysokość nad poziomem morza. Park zawdzięcza swoją nazwę olbrzymiej juce, tak zwanym drzewom Jozuego, czyli Joshua tree, które tu w marcu i kwietniu pięknie kwitną.

Niech będzie pustynia
Niech będzie pustynia  (zdjęcie Canon 6D)

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

#1 Turysta w Pradze: Podobno najlepsze naleśniki w Europie są właśnie tutaj

TL;DRAutorzy artykułu, którzy przez 48 godzin bawili się w turystów we własnym mieście, polecają jako „najlepsze naleśniki w Europie” praskie bistro Den Noc, gdzie na stolik czekali około piętnastu minut i zamówili słodkie warianty z czekoladą Lindt, bitą śmietaną, lodami, cynamonem, masłem i bananem. Wśród innych wskazówek pojawia się brunch w kawiarni Coffee Room przy ulicy Korunní, gdzie w weekendy śniadania serwują do 14:00, darmowa wystawa Nervous Trees Krištofa Kintery w Rudolfinum, libańska restauracja Hedvábná stezka przy Teatrze Narodowym, winiarnia Vinograf oraz wystawy w galerii Dox, w tym sterowiec i ekspozycja Historie Iraku. Jako „podobno najlepsze Pho w Pradze” wymieniają lokal Pho u Letné, choć tam bardziej polecają curry niż samo Pho.

Jeśli przez dłuższy czas mieszkasz w jednym miejscu, łatwo się zorientować, że dni mijają wciąż tak samo. Szczególnie gdy żyjesz jako freelancer pracujący z domu. Rutyna to droga do szaleństwa. Nie jesteśmy typami, którzy obijają restauracje, kawiarnie i bary – przez większość czasu sami gotujemy i pijemy kawę oraz wino w domu. Praga, Czechy to miasto, które ma do zaoferowania znacznie więcej, niż codziennie dostrzegamy.

Z wygody, ze względów finansowych, a także dlatego, że mamy wtedy większą kontrolę nad tym, co jemy. Ten weekend postanowiliśmy, że będzie inaczej. Oto jak zostać na 48 godzin turystą we własnym mieście.

 

Na 48 godzin zostaliśmy turystami we własnym mieście

Na zdjęciach Coffee Room wyglądał spokojniej, w sobotę był jednak zatłoczony
Na zdjęciach Coffee Room wyglądał spokojniej, w sobotę był jednak zatłoczony (fot. Canon 6D)
 

Przytyliśmy przy okazji jakieś 5 kilo. Zajrzeliśmy do miejsc, gdzie turyści stoją w kolejce po jedzenie, a obsługa zagaduje po angielsku, zanim zdąży spytać po czesku. Wpadliśmy też trochę do orientu i sprawdziliśmy, gdzie podobno serwują „najlepsze Pho w Pradze”. Nasz program był pełen samych „naj”. No to zaczynamy!

 
Brunch w Coffee Room
Avokadowy orgazm w Coffee Room. (fot. Canon 6D)

Brunch w Coffee Room

Zaczęliśmy rano, które nasze babcie i dziadkowie nazwaliby już raczej południem. Ale w weekend trochę tego lenistwa chyba możemy sobie wszyscy pozwolić.

 
Dla nas największym rozpieszczaniem były słodkości. Cukru na co dzień nie spożywamy.
Dla nas największym rozpieszczaniem były słodkości. Cukru na co dzień nie spożywamy. (fot. Canon 6D)
 

Na szczęście w Coffee Room śniadania w sobotę serwują aż do 14:00, więc nie musieliśmy się spieszyć. Urocze hipsterskie wnętrze małej kawiarni na Korunní jest pełne po brzegi i zdecydowanie nie sprawia wrażenia tak spokojnego jak na zdjęciach. Nic dziwnego.

 
Nazywają to "poppyseed cake", ale według mnie to nasz ukochany makowiec
Nazywają to „poppyseed cake”, ale według mnie to nasz ukochany makowiec. (fot. Canon 6D)
 

O ich toście z awokado będę śnić jeszcze długo. Na kawę nie wrócilibyśmy jednak ponownie – choć wyglądała pięknie, dla naszego gustu była zbyt cytrusowa. Albo jak powiedział Łukasz: „Eeeh, kwaśna”. Może jednak rotują odmiany, więc się nie zniechęcajcie. Sto osób, sto smaków 🙂

 
Kawa
Kawa wydała nam się kwaśna, ale to pewnie po prostu jakaś afrykańska cytrusowa odmiana, której nie przepadamy. (fot. Canon 6D)

Nervous Trees Krištofa Kintery

Pewnie widzieliście już przynajmniej w mediach społecznościowych te pralki z Rudolfinum, jeśli nie byliście osobiście na wystawie Nervous Trees Krištofa Kintery. Wstęp jest bezpłatny i wydawało się, że fascynuje nawet najmłodszych.

 
Te pralki są teraz wszędzie na Instagramie :-)
Te pralki są teraz wszędzie na Instagramie 🙂 (fot. Canon 6D)

Coś między obiadem a kolacją – po orientalsku

Głód przyszedł podczas spaceru po Pradze nie wiadomo kiedy i tak trafiliśmy do restauracji podróżniczej Jedwabny Szlak niedaleko Teatru Narodowego. Libańczycy zazwyczaj nie jedzą jednego dużego dania, lecz wolą dzielić się kilkoma mniejszymi potrawami. Wybraliśmy więc ten sam sposób i zamówiliśmy nadziewany chleb pita z serem, falafele, nadziewane pierożki oraz hummus. Dla dwóch osób w zupełności wystarczyło, zwłaszcza że planowaliśmy jeszcze spróbować ciasta cynamonowego i pikantnej chałwy.

 
Na ładne zdjęcia w restauracji Jedwabny Szlak nie ma za bardzo warunków. Ale jedzenie wynagrodzi wszystko.
Zjedliśmy zanim zdążyliśmy sfotografować. 🙂 Następnym razem. (fot. Canon 6D)

Wino. Jak się patrzy.

Obok Vinografu jeżdżę od lat. Nigdy jednak nie byliśmy w środku. Przekonali mnie już pierwszym spojrzeniem na ich stronę internetową, gdzie odkryłam, że mają wino o nazwie Lucie. Kto by się oparł. Vinograf zaskoczył nas intymną atmosferą, której potrzebowaliśmy po dniu spędzonym w tłumach. Lepszej obsługi w Pradze będziecie szukać ze świecą, a z szerokiej (naprawdę szerokiej) oferty win nie będzie problemu coś wybrać. Jeśli będzie trzeba, na pewno wam doradzą.

 
Kto oprze się Lucii?
Kto oprze się Lucii? (fot. Canon 6D)

Kino jako ratunek

Lucie była wyśmienita, więc całe szczęście, że za półtorej godziny mieliśmy kino – inaczej może nie skończyłoby się na jednej. A następnego dnia znów mieliśmy odgrywać turystów.

 

Na śniadanie musieliśmy stać w kolejce

Den Noc
Den Noc – Ona lubi gotować, on pije wino. Tak opisują się właściciele tego bistro. My lubimy jedno i drugie. (fot. Canon 6D)
 

Najlepsze naleśniki w Europie. O bistro Den Noc przeczytacie bardzo mało złych słów – zazwyczaj tylko o tym, że miejsce jest małe i trzeba czekać. Nam też tego nie udało się uniknąć i na stolik przed bistrem czekaliśmy jakieś piętnaście minut. W menu jest kilka wariantów słonych i słodkich naleśników.

 
Ja w roli głównego pożeracza.
Ja w roli głównego pożeracza. (fot. Canon 6D)
 

My w ten weekend postawiliśmy zdecydowanie na słodko. Oboje uwielbiamy słodkości i oboje odmawiamy sobie ich na co dzień. Łukasz zamówił z czekoladą Lindt, bitą śmietaną i dodatkową porcją lodów, a ja wybrałam wersję z cynamonem, masłem i bananem.

Kawa, choć prostsza niż w Coffee Room, nie miała kwaśnego posmaku, za to mleko było lekko przypalone (jesteśmy kawowymi maniakami – już to pewnie zauważyliście?). Do naleśników najlepiej pasowałaby kawa parzona po amerykańsku, ale niestety jej tu nie podają.

 
Cześć, kaloryczna bombo
Cześć, kaloryczna bombo. (fot. Canon 6D)

Kulturalną pewniakiem jest Dox

Kiedy byliśmy w Kanadzie, w Doxie właśnie otwierał się sterowiec. Obiecałam sobie, że jak tylko wrócimy, to tam zajdziemy. Ale czas leciał, a wolnych kilku godzin ciągle brakowało.

PRZED OCZAMI: Opowieści z Iraku
PRZED OCZAMI: Opowieści z Iraku. (fot. Canon 6D)

I tak w końcu wykorzystaliśmy wolny weekend, żeby go odwiedzić, i przy okazji obejrzeliśmy wystawę PRZED OCZAMI: Opowieści z Iraku, na którą przymierzałam się już od dłuższego czasu.

W sterownicu!
W sterownicu! (fot. Canon 6D)
  Jeśli ktoś pyta mnie, gdzie w Pradze na wystawę, zawsze mówię: do Doxu. 99% tego, co wystawiają, naprawdę warto zobaczyć.  
Na pokład!
Na pokład! (fot. Canon 6D)

Gdzie jest (nie ma) najlepsze Pho?

„Chętnie zjadłbym Pho.” To zdanie od Łukasza słyszę mniej więcej raz na dwa dni, więc wcale mnie nie dziwi, gdy odwołujemy plany związane z kolejnym hipsterskim bistro i weekend kończymy w Pho u Letné, o którym można przeczytać, podobnie jak o wielu innych, że to najlepsze Pho w Pradze.

 
Podobno najlepsze Pho w Pradze. Pewnie jedno z wielu podobno najlepszych.
Podobno najlepsze Pho w Pradze. Pewnie jedno z wielu podobno najlepszych. (fot. Canon 6D)
 

Jak większość wietnamskich restauracji ma zwykłe wnętrze i na pierwszy rzut oka nie robi szczególnego wrażenia. Mimo to jest tu pełno ludzi. Ja na Pho nie jestem, więc zamawiam curry w ceramicznym garnku z ryżem.

Na przystawkę zamawiamy spring rollsy. Są nieco tłustsze niż zazwyczaj, ale i tak znikają w nas błyskawicznie, jakbyśmy nie jedli śniadania. Pho mogłoby być nieco bardziej wyraziste, ale curry mogę gorąco polecić.

 
Nie jestem osobą od Pho. Wolę curry.
Nie jestem osobą od Pho. Wolę curry. (fot. Canon 6D)

Jeśli kiedyś będziemy głodni w okolicy, na pewno tu wrócimy, ale jako ulubioną wietnamską restaurację w Pradze jej nie zakwalifikujemy.

 
Dokąd wyruszyć następnym razem? Macie dla nas wskazówki? Napiszcie w komentarzach. 🙂

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

Fiverr recenzja: Grafika, tłumaczenia i research za grosze

TL;DRFiverr to platforma, na której za jedyne 5 do 10 dolarów zatrudnisz freelancerów z całego świata – grafików, tłumaczy, researcherów czy copywriterów, a autor recenzji na własnym doświadczeniu pokazuje, że to naprawdę działa. Konkretne przykłady? Okładka do e-booka za 5 dolarów gotowa w 3 dni, logo do okularów przeciwsłonecznych za 10 dolarów z trzema propozycjami projektu, design e-booka za 5 dolarów, tłumaczenie maila (132 słowa) z angielskiego na włoski za 6 dolarów zrobione w dwie godziny oraz baza 30 kontaktów firmowych przygotowana w trzy dni. Kluczem do sukcesu jest dokładny wybór wykonawcy na podstawie liczby recenzji i portfolio, precyzyjne opisanie zadania oraz korzystanie z bezpłatnych poprawek przed zatwierdzeniem płatności.

Czy wiesz, że na całym świecie są ludzie, którzy online zrobią dla Ciebie dosłownie wszystko i zażądają za to około dziesięciu dolarów? Ja wiem i wiem, jak ich znaleźć. W tym artykule pokażę Ci, jak znalazłem dostawców grafiki, researchu, tłumaczeń i copywritingu, którzy pracują dla mnie za 5 dolarów (za zadanie). Jeśli szukasz rzetelnych fiverr opinie i chcesz dowiedzieć się, jak samemu skorzystać z tej platformy – czytaj dalej.

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

3 porady dotyczące kempingu w USA i Kanadzie

TL;DRKlasyczne kampingi w USA i Kanadzie kosztują zwykle 25–50 dolarów za dobę (w szczycie sezonu w parkach narodowych nawet 60–100 dolarów), więc warto znać darmowe alternatywy: dispersed camping według strony freecampsites.net, przydrożne odpoczywalnie (rest areas), gdzie można zostać do 8 godzin, albo parkingi przy supermarketach typu Walmart i przy wielodniowych szlakach, jak Panorama Ridge Trail. Prysznic znajdziesz na kampingach (1–10 dolarów), w pralniach (3–6 dolarów), na truck stopach (12 dolarów) albo na basenach (3–6 dolarów). Przy popularnych miejscach w parkach narodowych warto zarezerwować kamping nawet 6 miesięcy wcześniej. Kempowanie w USA i Kanadzie jest według artykułu bezpieczne.

Gdy wyruszaliśmy na naszą trzymiesięczną podróż po Kanadzie i USA, mieliśmy dość naiwne wyobrażenia o tym, jak będzie wyglądał kemping USA i Kanada. Wyobrażaliśmy sobie, jak co wieczór zatrzymamy się na kempingu, rozpalimy ognisko, rozłożymy krzesełka kempingowe i ugotujemy pyszną kolację na naszej przenośnej kuchence. Jak bardzo myliliśmy się, zrozumieliśmy bardzo szybko.

Ile kosztują kempingi w USA i Kanadzie

Płacenie za kemping codziennie $25 – $50 było dla nas finansowo nie do udźwignięcia, więc nasze wieczory zamieniły się w polowanie na darmowe miejsca do spania, gotowania i szukanie pryszniców.

Przez te trzy miesiące sporo się jednak nauczyliśmy o podróżowaniu samochodem i dziś chcemy się z wami tym podzielić. Jeśli macie coś do dodania, napiszcie nam w komentarzach.

Kemping w USA i Kanadzie

Gdzie kempować w USA i Kanadzie za darmo

Czasami było łatwo, czasami wymagało to sporej dawki improwizacji, a niekiedy musieliśmy łamać prawo. Oto prosta lista miejsc, w których często kempowaliśmy:

Kemping w USA za darmo: Dispersed camping

Naszym pierwszym wyborem było szukanie darmowych kempingów. Na stronie freecampsites.net można znaleźć kempingi, które wprawdzie w większości nie mają nawet toalet i rzadko znajdziecie na nich stoły piknikowe, ale kempowanie w tych miejscach jest całkowicie DARMOWE. Działa to na zasadzie „kto pierwszy, ten kempuje”. Czasem to praktycznie tylko ubite pole, innym razem traficie na całkiem zadbane miejsca kempingowe.

Gotowanie w podróży po USA
Tak gotowaliśmy, właściwie gdzie się dało 🙂

Kempingi te znajdują się na „ziemi należącej do wszystkich Amerykanów” i istnieją po to, abyście mogli spokojnie cieszyć się przyrodą, nie dzieląc kilku metrów kwadratowych z dziesiątkami innych kemperów. Miejsca kempingowe są dlatego często bardzo oddalone od siebie i czasem trzeba do nich dojechać po bardzo kiepskiej drodze.

Rest Area (Miejsca odpoczynku)

Miejsca odpoczynku przy drodze

Przy głównych trasach często znajdziecie miejsca odpoczynku dla kierowców ciężarówek, gdzie można zostać nawet do 8 godzin. W Waszyngtonie i Oregonie nocowaliśmy tak bardzo często, ponieważ jest tam bieżąca woda, toalety, stoły piknikowe, a przede wszystkim ciemne miejsca, gdzie lampy nie przeszkadzają w spaniu.

Supermarkety – kemping w USA

HowToBoondockAtWalmart 2

Na większości parkingów przy Walmartach można parkować przez noc. Zalecam to wcześniej sprawdzić, albo na miejscu rozejrzeć się, czy widzicie kampery, które chętnie korzystają z Walmartów. Parkować przez noc można też na parkingach innych supermarketów – większość z nich jest oznaczona na wspomnianej stronie freecampsites.net. Wadą takiego parkowania jest mnóstwo lamp, które jeśli nie macie dobrze zaciemnionego auta, nie umilą wam snu.

Truck stop

Przez USA jeździ ogromna ilość ciężarówek, dlatego wiele stacji benzynowych jest do nich przystosowanych. Na tych stacjach jest zaplecze dla kierowców ciężarówek, w tym prysznice. My czasem spaliśmy na parkingach tych stacji, ale hałas ciężarówek i światło nie zapewniają hotelowego spokoju.

Parkingi przy wielodniowych szlakach (hikach)

Oficjalnie nie wolno, ale gdy bieda, to i to się da. Kiedy wyruszaliśmy na Panorama Ridge Trail, przenocowaliśmy w aucie bezpośrednio na początku szlaku, gdzie auta stoją przez noc, bo ludzie chodzą tę trasę na kilka dni. W takim przypadku zaparkujcie, schowajcie się z tyłu auta i udawajcie, że was tam nie ma.

Bryce Canyon
Miejsce, w którym spokojnie moglibyście zostać na noc 🙂

Gravel Roads (Drogi szutrowe)

Korzystaliśmy z tego głównie na Alasce i w mniej zaludnionych miejscach Kolumbii Brytyjskiej. Niebezpieczeństwo polega na tym, że możecie znaleźć się na cudzej posesji – zależy to więc bardzo od waszego zdrowego rozsądku i przede wszystkim od miejsca.

Czerwona Dodge Grand Caravan na kamienistej plaży
Parkowanie bezpośrednio przy drodze na kamienistej plaży

Jak wyszukiwać darmowe miejsca do kempowania

Znalezienie miejsca do spania w aucie to często coś pomiędzy sztuką a szczęściem. Amerykanie mają dla tego stylu darmowego kempingu specjalne określenia: Boondocking i freecamping to najczęściej używane słowa, które wpisywaliśmy w wyszukiwarki.

Czego nigdy nie robić

Nie parkujcie na parkingach publicznych parków w miastach. Podejrzane jest być gdzieś jedynym autem. Jeśli gdzieś jest wyraźnie napisane „no overnight parking”, to jest więcej niż pewne, że te miejsca są monitorowane i nie ma nic gorszego niż obudzenie o trzeciej w nocy z poleceniem odjazdu. Jeśli nie macie gdzie jechać, wybierzcie parking hotelowy zamiast strefy mieszkalnej. Przyjedźcie późno, odjedźcie wcześnie rano.

Gdzie się umyć za darmo w USA

Im więcej dni spędzaliśmy bez prysznica, tym gorszy był nasz humor. Pogarszało się to z każdym przejechanych kilometrem, a wiele naszych wieczorów i poranków przeplatało desperackie szukanie pryszniców. W ostatnich dwóch tygodniach byliśmy gotowi zapłacić za prysznic cokolwiek codziennie, a było to też pierwsza rzecz, którą sprawdzaliśmy w miejscu, do którego jechaliśmy.

Prysznic

Płatne prysznice na kempingach

Wiele kempingów sprzeda wam sam prysznic. Ceny bardzo się różnią – może to być $1 lub $10. Czasem są na czas, innym razem bez limitu. Zła wiadomość jest taka, że w bardzo turystycznych regionach Kanady i USA sprzedaż samych pryszniców jest likwidowana lub ceny są znacznie podwyższane.

Laundromaty (pralnie)

Spotkaliśmy się z tym głównie na Alasce, w Kolumbii Brytyjskiej, a potem w Waszyngtonie. Czy to na ćwierćdolarówki, czy z płatnością z góry – cena zazwyczaj wynosiła około $3 – $6 i prysznice były na czas. Często udawało nam się wykąpać we dwoje naraz, czego na kempingach się nie da.

Truck stops

Wspomniane zaplecze dla kierowców ciężarówek jest wyposażone również w prysznice. Jeśli jednak nie jesteście kierowcą ciężarówki, prysznic kosztuje $12. Można się jednak kąpać we dwoje i nie ma limitu czasowego.

Parki narodowe i stanowe w USA

Dowiedzieliśmy się o tym dość późno, ale w większości parków narodowych dostajecie gazetkę, z której można wyczytać, gdzie są prysznice. Również mniejsze parki stanowe, których jest mnóstwo, mają zazwyczaj prysznice – za darmo lub na ćwierćdolarówki. Wstęp do parków stanowych wynosi zwykle około $10 za samochód.

Baseny

Wstęp na basen może być tańszy niż prysznic na kempingu. My korzystaliśmy z tego w Oregonie i Kalifornii. Za $3 – $6 kupowaliśmy wstęp na basen i szliśmy się tylko wykąpać pod prysznicem.

Wycieczka na Cathedral Lake prawie biegiem

Jeziora, rzeki

Zalecam zapytać w punktach informacyjnych, w których jeziorach/rzekach najlepiej się kąpać. My chyba nie jesteśmy typowo „jeziorni ludzie”. W jeziorze wykąpaliśmy się tylko w Lake Tahoe i potem w Yosemite. Tam nie było to zbyt przyjemne – woda miała jakieś 13 stopni.

Kąpiel w jeziorze
Takie miejsca wręcz zachęcają do kąpieli

Jak nie zwariować podczas długich przejazdów samochodem

Kiedy jechaliśmy na Alaskę, podróż trwała 38 godzin – jechaliśmy ją 3 dni bez przerwy. Przez te 3 miesiące spędzaliśmy w aucie od 4 do 12 godzin dziennie za kierownicą. Radio grało ciągle te same piosenki w kółko, a nasze playlisty bardzo szybko nam się opatrzyły. Żeby nie zwariować, słuchaliśmy różnych podcastów edukacyjnych i audiobooków. Oto wybór z tego najlepszego, czego słuchaliśmy – jako inspiracja.

Audiobooki

Steve Jobs – Walter Isaacson

Jo Nesbø – kryminały, idealne na długą trasę

Czasopisma

Warto pobrać cyfrowe wydania ulubionych magazynów reporterskich na telefon lub tablet.

Podcasty

Tim Ferriss

Noah Kagan Presents

Porady i triki jak zaoszczędzić w podróży

Co spakować

Zerknijcie na nasz poradnik pakowania na podróż, który pomoże wam w przygotowaniach. Wybierzcie odpowiedni plecak podróżny, przejrzyjcie gadżety podróżne i nie zapomnijcie niczego ważnego w domu.

Gdzie znaleźć bilety lotnicze

Tanie loty szukajcie na Kiwi – to nasz ulubiony portal. Koniecznie przeczytajcie nasz poradnik jak znaleźć tanie loty.

Wynajem samochodu

Regularnie korzystamy z porównywarki DiscoverCars.com, która pomaga nam w wyborze dostawcy samochodu.

Rezerwacja noclegu

Booking.com to nasza ulubiona wyszukiwarka hoteli. Hotele zawsze porównujemy z ofertą lokalnych mieszkań i pokojów na Airbnb. Przeczytajcie, jak my szukamy tanich noclegów.

Nie zapomnijcie o ubezpieczeniu

Ubezpieczenie podróżne to absolutna konieczność. Na krótsze wyjazdy wybieramy AXA (50% zniżki), a na dłuższe podróże brytyjskie towarzystwo True Traveller. Zerknijcie na porównanie wszystkich ubezpieczycieli i wybierzcie tego, który najbardziej wam odpowiada.

Najczęściej zadawane pytania

Jak długo wcześniej powinienem zarezerwować miejsce na kempingu?

My nie robiliśmy żadnych rezerwacji, ale kempingi przy parkach narodowych były pełne, dlatego warto rezerwować nawet 6 miesięcy wcześniej w tych popularnych lokalizacjach.

Ile kosztują kempingi w USA?

Ceny zazwyczaj wynoszą od $40 do $50, a w szczycie sezonu w parkach narodowych $60–$100.

Czy kemping w USA jest bezpieczny?

Tak, kemping w USA jest bezpieczny.

Czy kemping w Kanadzie jest bezpieczny?

Kemping w Kanadzie jest bezpieczny – Kanada należy do najbezpieczniejszych krajów na świecie.

Atrakcje i bilety
oceniane przez podróżnych · GetYourGuide
Cañon City: Bilet wstępu do Royal Gorge Bridge i Park
★★★★★ 4.5 · 486 opinii
od 30 EUR
Chcę tego doświadczyć →
🔗 Linki afiliacyjne — nie zmieniają ceny dla Ciebie, pomagają nam tworzyć treści. · Wszystkie atrakcje →

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

10 najlepszych gadżetów podróżniczych

TL;DRDziesięć najbardziej przydatnych gadżetów podróżniczych to składana butelka na wodę Hydrapak, worek podróżny na brudne ubrania, organizery do walizki, składana poduszka dmuchana oraz składany plecak ważący zaledwie 90 g od Ospreya lub Ferrino. Miłośnicy kawy docenią ekspres Wacaco wielkości ziemniaka, do rozpalania ogniska przyda się krzesiwo Pinguin, a fotografowie pokochają statyw Gorillapod od Joby, udźwig 1–5 kg w zależności od aparatu, albo klips Capture od Peak Design. Nie brakuje też rozgałęziacza Powercube z czterema końcówkami, czterema gniazdkami europejskimi i dwoma portami USB, a także sprytnych kart płatniczych, takich jak Revolut i Curve, dzięki którym za granicą skorzystasz z lepszych kursów walut i wypłacisz gotówkę bez prowizji.

Podróżowanie potrafi być męczące. Szczególnie gdy jedziecie na dłużej, na przykład biwakujecie i jesteście odcięci od cywilizacji. Przydatnych gadżetów podróżniczych nigdy dość. Oto najlepsze sprytne gadżety podróżnicze, które ułatwią wam podróżowanie, a przy okazji zaoszczędzą miejsce w plecaku.

10 gadżetów podróżniczych

1) Składana butelka na wodę

Przez długi czas zastanawialiśmy się, jak rozwiązać problem wody w podróży. Kupowanie wody butelkowanej nie jest ekologiczne, a przy dłuższym podróżowaniu sporo kosztuje. Własna plastikowa butelka z kolei zajmuje dużo miejsca, nawet gdy jest pusta. Potem natknęliśmy się na Hydrapak i ta składana butelka stała się naszym ulubionym gadżetem podróżniczym.

Butelkę można stopniowo zmniejszać (w miarę jak pijecie), aż staje się niemal płaska.

2) Co z brudnym praniem? Odwieczny problem podróżników

Trudno uwierzyć, że brudne pranie może być problemem. Ale po kilku dniach mieszanie go z czystymi ubraniami nie jest żadną przyjemnością. Na początku radziliśmy sobie foliówkami, ale te podróżne worki są znacznie lepszym rozwiązaniem. Nie przepuszczają żadnych zapachów, nie rwą się łatwo i mają poręczne uchwytki.

Podróżny worek na brudne ubrania lub śmieci
Podróżny worek na brudne ubrania lub śmieci

3) Organizery do walizki

Przez kilka lat mieliśmy porządek w walizkach i plecakach tylko pierwszego dnia podróży. Potem człowiek zaczyna grzebać w bagażu, a poszczególne sektory, które przed wylotem tak starannie poukładał, znikają. Od momentu, gdy kupiliśmy pierwsze organizery, stały się one nieodzowną częścią naszego wyposażenia. Dzięki nim mamy w walizkach wreszcie porządek nawet po kilku tygodniach podróżowania.

  • Gdzie je kupić? Dobre organizery znajdziecie na Alza.pl. Jeśli wolicie pojedyncze rozmiary zamiast całych zestawów, zerknijcie na ten link.
Podróżne organizery w walizce
Podróżne organizery do walizki to świetny pomocnik

4) Podróżna dmuchana poduszka

Często podróżujecie samolotem albo lubicie spać pod namiotem? To na pewno znacie to uczucie, kiedy oddalibyście wszystko za poduszkę. Tę składaną dmuchaną poduszkę Lucka zabiera ze sobą absolutnie wszędzie. Mieści się bowiem nawet do kieszeni.

Dmuchana poduszka Sea to Summit
Dmuchana poduszka idealnie nadaje się do samolotu

5) Składany plecak

Skoro mówimy o składanych rzeczach, nie możemy zapomnieć o składanym plecaku. Początkowo kupiliśmy go na naszą wyprawę rowerową po Europie, ale ostatecznie okazało się, że przydaje się niemal wszędzie. Plecak, podobnie jak poduszka, mieści się w kieszeni (w złożonym stanie) i waży zaledwie 90 g. Polecamy plecak Ferrino (często jest wyprzedany) lub Osprey Ultralight.

Składany plecak Osprey
Składany plecak Osprey

6) Podróżny ekspres do kawy Wacaco

To gadżet raczej dla miłośników kawy. Ale z naszego doświadczenia wynika, że co drugi podróżnik jest kawoszem, więc podróżny ekspres do kawy zdecydowanie zasługuje na miejsce na tej liście. Ekspresów nadających się w podróż jest kilka, ale nam najlepiej sprawdził się ciśnieniowy Wacaco. Jako jedyny potrafi wytworzyć ciśnienie porównywalne z profesjonalnymi ekspresami, a ma rozmiar większego ziemniaka.

Wacaco Nanopresso
Podróżny ekspres ciśnieniowy Wacaco Nanopresso

7) Podróżne krzesiwo

Ile razy w życiu zdarzyło wam się, że potrzebowaliście zapałek? Nam niezliczoną ilość razy. A kiedy je wreszcie znajdowaliśmy, najczęściej były już wilgotne. Dlatego wozimy ze sobą krzesiwo, dzięki któremu rozpalimy ogień lub zapalimy kuchenkę naprawdę wszędzie. Za niewielkie pieniądze ogromna wartość!

Krzesiwo marki Pinguin
Krzesiwo Pinguin, które zmieści się nawet na breloczek

8) Statyw Gorilla i uchwyt na aparat

Jeśli jesteście fotografami, to wiecie, jak trudno jest robić sobie zdjęcia w podróży. Jeśli chcecie być na zdjęciu, musicie albo poprosić przechodnia (w 90% przypadków takie zdjęcia wychodzą kiepsko), albo położyć aparat gdzieś i zrobić zdjęcie samowyzwalaczem. Tyle że często nie ma gdzie położyć aparatu ani o co go oprzeć, a zdjęcie nie wychodzi. W gorszym przypadku aparat spadnie i się rozbije.

Gorilla Pod od Joby jest rozwiązaniem właśnie na takie przypadki. Jest niezwykle lekki i pozwala umieścić aparat nawet na gałęzi, słupie czy barierce.

Jak wybrać gorillapod

Zwróćcie uwagę przy wyborze, jaką wagę uniesie. Jeśli fotografujecie lustrzanką, sięgnijcie po udźwig 3 kg lub 5 kg. Do bezlusterkowców wystarczy udźwig 3 kg, a do kompaktów 1 kg. Świetnie sprawdza się też ze smartfonami, trzeba tylko dokupić do niego adapter na telefon.

Gorillapod Joby idealny na podróże
Gorillapod Joby idealny na podróże

Drugim gadżetem fotograficznym jest klip Capture od Peak Design, który można przypiąć w dowolnym miejscu na ubraniu, na przykład na plecaku. Aparat po prostu do niego wsuwasz.

Klip do mocowania aparatu na plecak lub torbę
Klip do mocowania aparatu na plecak lub torbę

9) Podróżny adapter do gniazdka Powercube

Tę kostkę do gniazdka polecamy każdemu od lat. Kiedy gdzieś przyjeżdżamy, natychmiast szukamy gniazdka, bo trzeba naładować wszystkie urządzenia. Tyle że nie wszędzie gniazdka są takie same, a my jeszcze nasze rzeczy kupowaliśmy w różnych zakątkach świata. To jest genialna rzecz na podróże – Powercube.

Możecie użyć czterech różnych nakładek w zależności od części świata, w której się akurat znajdujecie, a na pozostałych bokach znajdziecie 4 standardowe gniazdka europejskie oraz dwa porty USB. Przez cztery lata użytkowania zepsuła nam się tylko raz. To świetny wynik, bo kostkę nieustannie przeciążamy.

Powercube
Powercube to najlepszy adapter, jaki kiedykolwiek testowaliśmy

10) Karty płatnicze

90% naszych wydatków ponosimy za granicą, więc nieustannie borykamy się z wypłacaniem pieniędzy z bankomatów, przeliczaniem kursów walut i zastanawianiem się, jak jeszcze trochę zaoszczędzić. Bardzo pomagają nam w tym sprytne karty płatnicze jak Revolut i Curve, dzięki którym uzyskujemy lepsze kursy, a odpowiednio je łącząc, możemy również wypłacać pieniądze za granicą bez prowizji.

Ponieważ to temat na dłuższą rozmowę, przygotowaliśmy dla was osobny artykuł na naszym drugim blogu, gdzie zajmujemy się finansami i technologiami. Artykuł o kartach płatniczych znajdziecie tutaj.

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!

Przebudowa auta na kampera: 5 kroków krok po kroku

TL;DRPrzebudowę auta na kampera zrobisz w pięciu krokach: najpierw wybierasz odpowiedni samochód (autorzy kupili Dodge Grand Caravan 3.3L V6 z 2005 roku za 3000 dolarów), potem rysujesz projekt z łóżkiem 160×110 cm na nogach o wysokości 60 cm, kupujesz materiały (półki z pudeł po mleku, materac za 150 dolarów, na całą konstrukcję wychodzi 150–200 dolarów), budujesz łóżko i przestrzeń kuchenną ze sklejki, a na koniec dokompletowujesz wyposażenie: lodówkę turystyczną, przetwornicę 12V na 120V, powerbank z kablami do awaryjnego startu i radio satelitarne. Tak przygotowanym autem autorzy pokonali ponad 20 tysięcy kilometrów podczas trzymiesięcznej podróży po USA i Kanadzie.
Ten poradnik jest dla wszystkich poszukiwaczy przygód, którzy postanowili wyruszyć w dowolne miejsce na własną rękę i chcą czuć wolność. Oznacza to jechać tam, gdzie się chce i kiedy się chce, a do tego zalicza się spanie w aucie oraz porządne wyposażenie. A taka przebudowa auta na kampera (a właściwie na mobilny salon na kółkach) zaczyna się od dobrego planu. My ruszyliśmy w ten sposób na trzy miesiące i żeby podróż była jak najwygodniejsza, kompletnie przebudowaliśmy nasze auto. W kolejnych 5 krokach opowiemy Wam, jak się do tego zabraliśmy.
Jak przebudować auto na kampera

Przebudowa auta na kampera krok po kroku

Jeśli masz ograniczony budżet, zobacz, jak za kilkaset euro przerobiliśmy auto na kampera (raczej na taki mobilny salon na kółkach).

1) Wybór odpowiedniego auta do przebudowy

Wybór zależy od budżetu, spalania i tego, do czego chcesz auto wykorzystywać. Pewnie nie będziesz kupować nowego auta, skoro potrzebujemy go najwyżej na kilka miesięcy, więc lepiej rozejrzeć się za starszymi modelami. My mieliśmy ustalony limit 3000 dolarów i wiedzieliśmy, że przejedziemy autem co najmniej 20 tysięcy kilometrów po USA i Kanadzie, a w aucie (lub obok niego) będziemy:
  • Spędzać 8+ godzin dziennie za kierownicą
  • Mieszkać w ciągu dnia i odpoczywać
  • spać
  • Gotować
  • Pracować
  • Przechowywać rzeczy osobiste
  • Przechowywać świeże, chłodzone jedzenie
  • Ładować elektronikę

czerwona chiquita dodge grand caravan

Do tych celów najlepiej sprawdzi się minivan. A ponieważ wybieraliśmy w Kanadzie, zawęziliśmy wybór do tych trzech niezawodnych aut:
  • Dodge Grand Caravan
  • Toyota Sienna
  • Honda Odyssey
Ostatecznie w ramach naszego budżetu kupiliśmy Dodge Grand Caravan 3.3L V6 z 2005 roku, który miał na liczniku około 248 000 km.

2) Szkic projektu i ustalenie wszystkich wymiarów

Jak to mówią: dwa razy mierz, raz tnij. Stworzenie funkcjonalnego projektu to najważniejsza część i trzeba ją porządnie przemyśleć. Jak wysoko umieścić łóżko? Jak wysokie skrzynki mają zmieścić się pod łóżkiem i gdzie je kupimy? Jaką lodówkę wybierzemy – elektryczną czy na lód? A jeśli na lód – po której stronie mamy gniazdko? 😃
szkic auta

Wyjęcie foteli

Dla nas podstawą było wyjęcie z auta tylnego rzędu foteli, a środkowy złożyliśmy do podłogi. W tylnej części auta umieściliśmy lodówkę i wyposażenie kuchenne wraz z prowiantem, a pod łóżkiem całą przestrzeń na bagaże.
Między częścią kuchenną a przednimi fotelami zbudowaliśmy łóżko – 160 cm długie i 110 cm szerokie. To nam zupełnie wystarczyło. 🙂 Sklejkę à la łóżko ustawiliśmy na nogach o wysokości 60 cm, żeby wygodnie upchnąć pod nią wszystkie graty.
Początkowo podłączyliśmy lodówkę na prąd, ale okazała się kompletnie bezużyteczna. Po dwóch tygodniach wymieniliśmy ją na lodówkę turystyczną z Walmartu za 15 $, do której potem co trzy dni dokupowaliśmy lód.

Instalacja elektryczna

O czym na pewno nie wolno zapomnieć, to sprawdzić, gdzie w aucie masz gniazda (zapalniczki) i jaką maksymalną moc w watach wytrzymują. Zdecydowanie zapomnij o pomyśle, by zamontować w aucie drugi akumulator i ładować go przez gniazda – alternator w aucie nie jest do tego stworzony i jeśli nie wymienisz go na mocniejszy, to możesz a) go spalić, jak nam się to przydarzyło, albo b) po prostu nic nie będzie się porządnie ładować.
Kup sobie przetwornicę – przetwornik z 12V na 120V i używaj jej do ładowania. Ładuj tylko jedno duże urządzenie naraz, nigdy nie podłączaj kilku. Przy telefonach czy tabletach nie ma to znaczenia. 🙂
Przetwornica
Przetwornica, przetwornik z 12V na 120V
Jeśli planujesz mieć poprowadzony przedłużacz do tylnej części auta, połóż go tam jeszcze zanim zaczniesz budować konstrukcję łóżka. 😉

3) Zakup materiałów i narzędzi

Jeśli przebudowujesz auto w Ameryce Północnej, zdecydowanie polecamy skorzystać z Walmart, Canadian Tire i Lowe’s jako głównych dostawców do Twojego projektu. Mają dosłownie wszystko, a materiał na łóżko wraz z narzędziami nie wyjdzie Cię na więcej niż 150-200 dolarów.
Jako przestrzeń na rzeczy najlepiej sprawdzają się milk crates – plastikowe skrzynki na mleko, które albo dostaniesz za darmo, albo za jednego dolara. My zbudowaliśmy z nich półki do kuchni i wykorzystaliśmy jako schowki pod łóżkiem.
Łóżko jest zbudowane ze sklejki, nogi z heblowanego drewna (jakieś 5 $ / metr), a na sklejkę położyliśmy dwie warstwy pianki w jajka i jedną warstwę materaca z pianki pamięciowej. To była najdroższa pozycja – materac wyszedł na jakieś 150 dolarów.
Narzędzia, których będziesz potrzebować:
  • piłę (najlepiej tarczową) – warto pożyczyć od kolegi lub w wypożyczalni
  • wkrętarkę elektryczną (bo ręcznie byś się zamęczył)
  • nasadki na śruby, bo w Kanadzie i USA są inne łby niż w UE
  • poziomicę
  • młotek
  • grzechotkę do wymontowania foteli
  • śruby do drewna
  • kątowniki półkowe (zagięty kawałek metalu z otworami na śruby) do stabilizacji nóg łóżka

4) Konstrukcja łóżka i przestrzeni kuchennej

O tym, jak dokładnie zmontowaliśmy nasze auto, nagraliśmy film:

5) Montaż gadżetów i zakup niezbędnego wyposażenia

Niektóre rzeczy po prostu musisz mieć ze sobą, choćby po to, by wiedzieć, że jesteś przygotowany na wszystko. Oprócz koła zapasowego i podnośnika, czyli obowiązkowego wyposażenia każdego kierowcy, mieliśmy ze sobą to:
  • Powerbank z kablami rozruchowymi (gdy w nocy rozładujesz akumulator)
  • Lampkę na akumulatory
  • Inwerter 12V na 120V
  • 2x latarkę LED
  • Dwa krzesła kempingowe
  • Zapasowy olej do silnika
  • Instrukcję naprawy auta (bo zawsze znajdziesz w okolicy złomowisko, gdzie zdobędziesz części)
  • Road Atlas – gdy nawet nawigacja nie wie, co robić, oraz do planowania orientacyjnej trasy
No i oczywiście wszystko, czego potrzebujesz do kempowania i gotowania, jeśli to planujesz.
  • Dużą dwupalnikową kuchenkę
  • Mini jednopalnikową kuchenkę
  • Wystarczająco gazu do gotowania
  • Naczynia, sztućce itp.

Zasłonki

Ze zwykłego sznurka, dowolnej tkaniny i rzepów, które do tkaniny przyszyjesz, zdziałasz cuda. Sznurek rozciągnij dookoła całego auta tak, byś mógł zasłonić tylne i boczne okna, gdy pójdziesz spać. Kiedy zatrzymasz się na noc na parkingu supermarketu, zrozumiesz dlaczego 🙂

Kosz na śmieci

Pośrodku między przednimi fotelami i im mniejszy, tym lepiej. Takie skórki od banana śmierdzą pod nosem już po dwóch godzinach.

Radio satelitarne

Przyjaciel w niedoli, zwłaszcza gdy w zasięgu nie ma żadnego radia FM. A że w USA i w Kanadzie nie było go przez prawie połowę naszej 3-miesięcznej podróży!

Koszyczek z przysmakami w zasięgu kierowcy i pasażera

Nie ma nic gorszego niż zatrzymywanie się co dwie godziny tylko po to, by wyjąć coś do jedzenia z bagażnika. A im dłuższa jazda, tym bardziej to wkurza. Przygotuj sobie z przodu orzeszki, ciastka i po prostu wszystko, co masz ze sobą jako przekąskę. My trzymaliśmy to w koszyczku i bocznych kieszeniach na drzwiach.

WSKAZÓWKA: Jeśli myślisz o długiej podróży, warto pomyśleć też o ubezpieczeniu. Często jednak zapomina się o szybie czołowej. Więcej o tym problemie przeczytasz TUTAJ.

Jak wygląda gotowe auto po 2 tygodniach użytkowania

Wskazówki i triki na Twój urlop

Nie przepłacaj za bilety lotnicze

Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.

Rezerwuj noclegi mądrze

Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.

Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym

Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.

Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).

Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.

Znajdź najlepsze atrakcje

Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!