TL;DRRok w Kanadzie da się zaplanować w pięciu krokach: najpierw zapisujesz się do puli na wizę Working Holiday (wymagany wiek 18–35 lat, obywatelstwo polskie i 2500 CAD, czyli ok. 8000 zł), po wylosowaniu masz 20 dni na złożenie wniosku i opłatę 250 CAD, następnie wykupujesz ubezpieczenie podróżne na cały rok pobytu, wybierasz miejsce docelowe i bilety lotnicze (autorzy polecają Calgary zamiast zatłoczonego Vancouveru, blisko Gór Skalistych z Banff i Lake Louise), a jeszcze przed wyjazdem warto szukać pracy i noclegu przez grupy na Facebooku, Kijiji albo Airbnb. Bilet na trasie Nowy Jork–Praga przez StudentUniverse kupili za 250 CAD, gdzie indziej ceny zaczynały się od 400 CAD.
Masz już pewność, że chcesz wyjechać do Kanady na rok – tak jak my? Powiemy Ci, jak to zrobić, w prostych 5 krokach.
System wizowy Kanady oferuje wiele sposobów na wjazd do tego kraju, ale najprostsza droga to wiza Working Holiday. W jej ramach otrzymujesz roczne zezwolenie na pracę, dzięki któremu możesz pracować gdziekolwiek w Kanadzie i swobodnie wjeżdżać oraz wyjeżdżać z kraju – idealne rozwiązanie dla podróżników. Jeśli marzysz o wyjeździe do Kanady na rok, to właśnie od tej wizy powinieneś zacząć.
Sama wiza Working Holiday jest jedynie podkategorią głównej grupy International Experience Canada – dlatego w całym procesie aplikacji wszędzie będziesz widzieć skrót IEC.
Warunki uzyskania wizy WH
Warunki uzyskania wizy Working Holiday są jasne. Musisz mieć od 18 do 35 lat, być obywatelem Polski (z stałym miejscem zamieszkania w kraju) i posiadać udokumentowane minimum 2500 CAD (około 7000 zł). Przy wjeździe do Kanady będziesz musiał okazać bilet powrotny (lub dowód, że oprócz 2500 CAD masz jeszcze środki na jego zakup), ważny paszport na cały okres pobytu oraz ubezpieczenie podróżne, również na cały ten czas.
Pula (pool)
Mechanizm działa tak: rejestrujesz się do „puli” – elektronicznego losowania, z którego kanadyjscy urzędnicy przez cały rok losowo wybierają zgłoszenia. Jeśli dopisze Ci szczęście, wizę możesz otrzymać już w następnym tygodniu; jeśli nie – czekanie może trwać nawet pół roku. Opłaty za rozpatrzenie wniosku uiszczasz dopiero po wybraniu, a sama rejestracja do puli jest bezpłatna.
Jak się zarejestrować do puli?
Najpierw wypełnij kwestionariusz TUTAJ – zajmie to kilka minut, a na końcu zobaczysz, o jakie wizy możesz się ubiegać. Jeśli masz prawo do kilku rodzajów, wybierz Working Holiday i kliknij „Continue”. System wygeneruje Twój osobisty kod – zapisz go starannie, za chwilę będzie potrzebny.
Następnie załóż konto osobiste na portalu rządu kanadyjskiego, za pomocą którego będziesz zarządzać swoją aplikacją. Kliknij TUTAJ, na dole wybierz „Continue to GC Key”, a w kolejnym oknie „Sign Up”. Utwórz profil zgodnie z prostymi instrukcjami, a po jego ukończeniu zaloguj się. Zobaczysz taki widok:
Kliknij „International Experience Canada (IEC)” i po wyświetleniu monitu wprowadź osobisty kod, który wcześniej zapisałeś (z kwestionariusza). Wypełnij wszystko, czego system wymaga: Personal Details, Contact Details, Application Details oraz Work and Education Details. To w zasadzie kolejny, bardzo szczegółowy kwestionariusz.
Po wprowadzeniu wszystkich danych wyślij swoją aplikację do puli. I teraz pozostaje już tylko czekać. 😃
2) Wniosek o wizę po otrzymaniu zaproszenia
Gdy zostaniesz losowo wybrany, otrzymasz zaproszenie (do złożenia wniosku o zezwolenie na pracę), które musisz przyjąć w ciągu 10 dni. Informacja przyjdzie e-mailem, ale warto też od czasu do czasu zaglądać do MyCIC. Po przyjęciu zaproszenia masz 20 dni na wypełnienie wszystkich danych, dostarczenie wymaganych dokumentów i opłacenie wizy.
Będziesz potrzebować:
CV w języku angielskim (lub francuskim)
zaświadczenia o niekaralności (przetłumaczonego przez tłumacza przysięgłego – z pieczęcią)
skanu zdjęcia paszportowego
wypełnionych formularzy, które pojawią się w aplikacji
opłaty 250 CAD online, kartą płatniczą.
Potem czekasz na decyzję w sprawie Twojego wniosku. Jeśli zostanie zaakceptowany, otrzymasz dokument Letter of Introduction – i możesz lecieć do Kanady!
3) Wybór ubezpieczenia
Na lotnisku będziesz musiał przedstawić – oprócz paszportu, LoI i potwierdzenia posiadania wystarczających środków finansowych – także ubezpieczenie podróżne. Bez niego po prostu nie wpuszczą Cię do kraju. Zdecydowanie zalecamy wykupienie ubezpieczenia na cały planowany pobyt (dla większości osób to cały rok), bo jeśli ubezpieczenie obejmuje np. tylko pięć miesięcy, mogą skrócić Ci zezwolenie na pracę.
Z zachodnią Kanadą mamy dużo większe doświadczenie zawodowe niż ze wschodnią, dlatego możemy śmiało polecić tę stronę kraju. Jeśli Twoim celem nie jest Vancouver (a nie powinno być – to przepełnione miasto), to Calgary będzie idealnym wyborem. To rozległe, spokojne miasto z pięknym centrum pełnym drapaczy chmur i mnóstwem możliwości zatrudnienia. Działa tu prężna polska i słowiańska społeczność, która na początku bardzo Ci pomoże.
Do tego Calgary leży blisko Banff i Lake Louise – dwóch górskich miasteczek w Górach Skalistych, gdzie jest mnóstwo pracy szczególnie w sezonie letnim i zimowym.
Gdzie kupić bilety lotnicze
Najlepiej sprawdza się nam serwis Kiwi.com – potrafi najlepiej łączyć loty różnych przewoźników i znajdować najtańsze połączenia. Z Polski do Kanady warto też sprawdzić oferty LOT-u oraz tanich linii takich jak Wizz Air czy Ryanair z przesiadką.
Jeśli jesteś studentem, możesz spróbować StudentUniverse. Mają świetne tanie bilety (najniższe, jakie widzieliśmy), ale sami kupowaliśmy przez nich bilety tylko raz, więc nie możemy jednoznacznie polecać – choć transakcja przebiegła bez problemów. Kupowaliśmy lot Nowy Jork – Warszawa, który kosztował nas 250 CAD, podczas gdy wszędzie indziej ceny zaczynały się od 400 CAD (na tę samą linię lotniczą).
5) Szukanie pracy i mieszkania jeszcze przed wyjazdem
Praca
Zacznij od Facebooka. Napisz do polskich i słowiańskich grup w danej lokalizacji i zapytaj o pracę – my 2 z 3 prac znaleźliśmy właśnie przez Facebooka, przy czym pierwszą mieliśmy jeszcze zanim zaczęliśmy pakować walizki. Szukaj idealnie takiej pracy, gdzie zapewnią Ci również zakwaterowanie. Dotyczy to zazwyczaj hoteli górskich lub odleglejszych lokalizacji. Przykłady grup dla okolic Calgary:
Jeśli nie uda Ci się znaleźć pracy przez grupy, zacznij rozsyłać CV. Na każde stanowisko przygotuj życiorys skrojony na miarę – to, co nie pasuje, pomiń, a to, co się sprawdza, rozpisz szerzej. W Kanadzie konkurencja jest duża!
Jeśli nie znajdziesz pracy przed wyjazdem, nie załamuj się. Wydrukuj w Kanadzie mnóstwo CV i wyrusz do miasta. Zanieś je wszędzie, gdzie Ci się spodoba – tak to po prostu działa w Kanadzie.
Zbiory owoców w Kanadzie?
Jeśli pracowałeś przy zbiorach owoców w Nowej Zelandii, prawdopodobnie zastanawiasz się, czy w Kanadzie też możesz znaleźć podobną pracę sezonową. Oczywiście! Więcej informacji znajdziesz w tym artykule.
Zakwaterowanie
Odezwij się do polskiej lub słowiańskiej grupy na Facebooku. To najprostszy sposób na znalezienie miejsca do spania – przynajmniej na pierwsze kilka dni.
Jeśli nie masz znajomego, który Cię przenocuje, polecamy AirBnB. Jest taniej niż w hotelach, a zazwyczaj znajdziesz pokój w samym centrum. Na pierwsze rozejrzenie się to idealne rozwiązanie.
Jeśli coś jest niejasne albo masz do nas pytanie, napisz w komentarzach pod artykułem. 🙂 Niech żyje Kanada!
Wskazówki i porady dotyczące podróży po Kanadzie
Co zabrać
Zajrzyj do naszego poradnika pakowania na podróż, który pomoże Ci się przygotować. Wybierz odpowiedni plecak podróżny, sprawdź przydatne gadżety i nie zapomnij niczego ważnego.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRPrzesiadka z polskich Tatr na Słowację potrafi być logistycznym koszmarem, bo między Zakopanem a słowackim Popradem kursują tylko trzy połączenia czeskiego Leo Expressu, i to małymi busikami zaledwie na 7 osób. Autorzy artykułu utknęli w drodze z Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie zwykle dwudziestominutowy dojazd z Zakopanego zajął im, przez opóźnienie, dwie godziny, a na zastępczy kurs czekali jeszcze około 40 minut dłużej, niż planowali. Przez to spóźnienie przepadły im bilety na kolejkę na Łomnicę, a gdy w końcu dotarli na słowacką stronę Tatr, po tej gehennie nie mieli już siły podziwiać gór. Podróż obejmowała też Kraków, Zakopane i Bratysławę, gdzie za wszystkie te utrapienia wynagrodzili sobie naleśnikami w lokalu Lacinka i wizytą w mieszkaniowej galerii Flat Gallery.
„Przejazd ze słowackiej strony do polskich Tater nie należy do najprostszych. Połączeń jest tu jak na lekarstwo, politycy ciągle mówią, że trzeba coś z tym zrobić, ale na razie zostaje tylko na słowach” — te słowa wypowiedziała nasza słowacka przyjaciółka Dagmar mimochodem, a my powinniśmy byli poświęcić im o wiele więcej uwagi. Może wtedy nie utknęlibyśmy w polskich Tatrach, bezradnie wypatrując jakiejkolwiek szansy na dotarcie do Słowacji na czas.
Nasz pierwszy cel podróży – Kraków
Jeśli pracujesz online, praca w pociągach to złudzenie
Nasza przygoda zaczęła się jednak gdzie indziej. Wyruszyliśmy w trasę i spontanicznie postanowiliśmy, że tym razem podróżujemy wyłącznie pociągami i autobusami — tak żeby móc przy okazji pracować.
Brzmi pięknie, prawda? Ale jeśli wasza praca, tak jak moja, wymaga w 95% szybkiego internetu — zapomnijcie o tym pomyśle. Po tym tygodniu miałam takie zaległości, że kolejny tydzień spędziłam przy komputerze od ósmej rano do północy każdego dnia.
Czy Polska jest lepsza niż Szwajcaria?
Kraków to przepiękne miasto — a w ogóle jestem wielką miłośniczką Polski. To kraj, który za każdym razem mnie (i nas oboje) zachwyca bez reszty. Spacerowaliśmy po Krakowie jak Alicja w Krainie Czarów — czyste ulice, nieprzebrane wybory kawiarni i restauracji, a atmosfera przypominająca bardziej Szwajcarię niż miasto Europy Środkowej.
Miałam tam sentymentalne odczucia — niektóre miejsca były jak żywcem przeniesione z Nowego Jorku czy Toronto. Raj dla hipsterów i kawiarnianych włóczęgów, a wisienką na torcie okazało się muzeum sztuki współczesnej MOCAK.
Zamiast do kasy biletowej trafiliśmy do psychologa
Coś dla siebie znajdą tu jednak również miłośnicy historii i zabytkowych miast. Spacer po wzgórzu Wawel, gdzie stoi Zamek Królewski i katedra Wawelska, to absolutny must-see.
Klimatyczne knajpki w Krakowie na każdym kroku
Koniecznie zajrzyjcie też do kościoła Mariackiego z niesamowitym niebiesko malowanym stropem, który robi wrażenie niemal większe niż 13-metrowy ołtarz Wita Stwosza z 1489 roku. Bilet wstępu kosztuje grosze, więc nie ma nad czym się zastanawiać.
Strop kościoła Mariackiego w Krakowie
Wypad na maślany lager do Dziurawego Kotła!
Uważajcie jednak, żeby zamiast do kasy biletowej nie trafić przypadkiem na sesję do psychologa. Nam się to właśnie przydarzyło — zorientowaliśmy się, że stoimy w złej kolejce dopiero wtedy, gdy zaczęto nas sadzać przy stolikach. A jeśli kochacie Harry’ego Pottera, koniecznie zajrzyjcie do Dziurawego Kotła na ich legendarny maślany lager.
Widoków na Wawel nigdy za wiele
Polszczyzna? Dla nas zaskakująco bliska
Podróżowanie po krajach słowiańskich ma swoje plusy — jako Czesi odkryliśmy to wyraźnie właśnie tutaj. Pierwszego dnia Lukáš rozmawiał z Polakami po angielsku, drugiego zaczął wtrącać czeskie słówka, a trzeciego mówił już niemal wyłącznie po czesku. Polki były czerwone ze śmiechu, a ja pomyślałam, że gdyby spędził tu tydzień, może zacząłby mówić po polsku — i miałabym po ślubie.
Widok z uroczej willi w Zakopanem
Kiedy życie daje znaki, warto je słuchać
Że z logistyką nie będzie łatwo, sygnalizowały nam nie tylko słowa Dagmar. Wszystko zaczęło się sypać od samego początku. Przyjechaliśmy do Krakowa o wpół do trzeciej i chcieliśmy wziąć Ubera do noclegu, żeby zaoszczędzić czas i zdążyć zwiedzić miasto za dnia. Uber miał przyjechać za pięć minut, ale czekaliśmy na niego dwadzieścia. W aplikacji wyglądało to tak, jakbyśmy zniknęli z mapy. W końcu go anulowaliśmy i wzięliśmy przepłaconą taksówkę — chociaż pieszo dotarlibyśmy wcześniej.
Tatr nie zobaczyliśmy, ale w willi odpoczęliśmy świetnie.
Przydomek dla naszej podróży przez Polskę: Opóźnienie
Wracając na dworzec po pięknym dniu w Krakowie, prawie zamarliśmy jak bałwany — autobus do Zakopanego miał opóźnienie. Byliśmy zdziwieni. Ale to zdziwienie szybko minęło, bo okazało się, że opóźnienia w Polsce były wtedy na porządku dziennym.
Typowa architektura w Zakopanem
Zakopane to piękne miasteczko w polskich Tatrach, pełne klimatycznych willi jak z Instagrama. My też mieszkaliśmy w jednej takiej — z widokiem na góry, który miał być. Uprzedzę Was od razu: gór nie zobaczyliśmy. Ani razu przez całą podróż po Polsce. Nie szkodzi — cieszyliśmy się willą, kawiarniami i śnieżycą, a następnego dnia z niecierpliwością czekaliśmy na przejazd do Słowacji.
Komunikacja publiczna z polskich Tater na Słowację? To nie jest proste
Żeby dostać się do słowackiego Popradu, musieliśmy najpierw dojechać do Bukowiny Tatrzańskiej — 20 minut autobusem od Zakopanego. Zostawiliśmy sobie godzinę zapasu na przesiadkę. Wydawało się, że to wystarczy. I tu był błąd. Autobus zamiast 20 minut jechał trasę 2 godziny, a my wylądowaliśmy w ciemnościach, pośrodku narciarskiego miasteczka, bez noclegu i bez żadnych perspektyw na dotarcie do Słowacji.
Zaczyna to wyglądać, jakby Słowacja i Polska się nie lubiły. Ze strony polskich Tater na Słowację kursują bowiem zaledwie trzy połączenia czeskiego Leo Expressu. To minivany — właściwie większe busy — z miejscami tylko dla 7 osób. Nie dziwota więc, że wszystko było wyprzedane.
Na nasze szczęście hotel w Popradzie, w którym mieliśmy nocować, nie miał naszej rezerwacji — mimo że widniała na Booking.com — i był w pełni zajęty. Przynajmniej nie musieliśmy martwić się o anulowanie. Gorzej było z tym, że jedyny dostępny hotel w Bukowinie znajdował się ponad kilometr od przystanku. Przez las. Po oblodzonej drodze. Dotarliśmy do niego częściowo na czworakach i zasnęliśmy z nadzieją na lepsze jutro.
Jak czekaliśmy na Godota
Godot w końcu się pojawił — udało nam się zdobyć połączenie, ale dopiero na pół do drugiej po południu. Oznaczało to, że co prawda dotrzemy do Bratysławy, ale przepadną nam bilety na kolejkę linową na Łomnicę, na którą tak bardzo się cieszyliśmy. Jedyną przeszkodą między nami a Słowacją było pięć kilometrów marszu do przystanku, skąd odjeżdżał ten minibus. Zakasaliśmy rękawy, przeszliśmy tę godzinkę marszem i czekaliśmy.
Pięć minut. Dziesięć. Piętnaście. Zdążyliśmy już zaprzyjaźnić się ze sprzedawcą serów, a z oczu i nosów nam ciekło, ale autobusu nadal nie było. Czekaliśmy czterdzieści minut — ja już czułam ból z zimna, jakiego doświadczyłam tylko raz, przy minus 30 w Kanadzie.
Zadzwoniliśmy do Leo Expressu z pytaniem, czy nam nie uciekł. „Chyba nie” — padła odpowiedź. „Nie widzimy pozycji GPS, proszę zadzwonić na polską infolinię.” Po godzinie dwa sopelki załadował minibus dla 7 osób.
Mrozu najedliśmy się na cały rok z góry. Kiedy w Popradzie otworzyły się przed nami słowackie Tatry, my — wielcy miłośnicy gór — nie mieliśmy już na nie najmniejszej ochoty. Wbiegliśmy do pierwszej lepszej kawiarni, wypróbowaliśmy chyba wszystkie rodzaje herbaty i czekaliśmy na nasz pociąg.
Małe wielkie miasto Bratysława, miasto naleśników
Bratysława nas pocieszyła. Mieszkaliśmy w świetnym hipsterskim apartamencie w samym centrum za przyzwoitą cenę i raczyliśmy się pysznym śniadaniem w retro bistro Žufaňa. Bratysława jest dla mnie jedną z ulubionych bliskich destynacji.
Wpaść do Lacinki — lokalu, który nie zmienił się od kilkudziesięciu lat — na talerz naleśników z przeróżnymi nadzieniami, posiedzieć w kawiarni w księgarni, która była hipsterska na długo przed tym, zanim hipsterstwo dotarło do stolic Europy Środkowej — to dla mnie obowiązkowy punkt każdej wizyty w słowackiej „wielkomiejskiej wiosce”.
Nie mogłam się powstrzymać i przywiozłam z Bratysławy dwie książki. Papier czytam już rzadko, ale kawiarnia w księgarni – nie da się odmówić
Chcesz czegoś niezwykłego? Odwiedź Flat Gallery
Dla urozmaicenia wybraliśmy się na Zamek Bratysławski i pomnik Slavín. A na koniec naszej opowieści mam dla Was jeszcze jeden tip: w centrum miasta ukryta jest galeria Flat Gallery — pierwsza galeria w prywatnym mieszkaniu w Bratysławie.
Galeria w mieszkaniu Flat Gallery
Ten koncept jest bardzo popularny w Berlinie. W praktyce chodzi o galerię sztuki ulokowaną w prywatnym mieszkaniu — żeby wejść, musisz po prostu zadzwonić do drzwi. Otworzy wam historyk sztuki Andrej Jaroš i oprowadzi po aktualnej wystawie. Co aktualnie pokazują, sprawdzicie na ich Facebooku.
Chcecie wiedzieć, ile nas kosztowała taka wyprawa? Napiszcie, a przygotujemy dla Was artykuł!
Podoba Ci się nasze zdjęcia? Przeczytaj, jak je edytujemy >>>
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRNajprostszy sposób na dzielenie kosztów podczas wspólnego wyjazdu to aplikacja do śledzenia wydatków, na przykład Spendee, w której członkowie grupy tworzą wspólny portfel i zapisują, kto i na co wydał pieniądze. Aplikacja rozpoznaje wydatki w różnych walutach i automatycznie przelicza je po aktualnym kursie na złotówki, a do tego pokazuje przejrzyste statystyki, co pochłonęło najwięcej pieniędzy – na przykład benzyna, bilety lotnicze, jedzenie czy nocleg. Działa na iPhonie i na Androidzie, jest dostępna również w polskim języku, a z kodem SpendeeOdLoudacku dostaniesz konto plus na 3 miesiące za darmo.
Podróżowanie w większej grupie może znacznie obniżyć koszty. Jeśli wybieracie się gdzieś w więcej niż dwie osoby, ustalcie wcześniej sposób, w jaki będziecie dzielić finanse podróżne. W tym artykule pokażemy wam aplikację, której używamy do śledzenia wydatków i prostego podziału kosztów między uczestników wyprawy.
Co używać do dzielenia kosztów
Wybieracie się na roadtrip w czwórkę i chcecie dokładnie dzielić koszty. Najprościej byłoby, gdyby za wszystko płaciła jedna osoba, ale nie zawsze się to udaje i często nikt nie ma na to ochoty. Najgorszy wariant to taki, gdy każdy coś płaci i wszyscy próbują to zapamiętać. Bardziej zorganizowani zapisują wydatki, ale zdecydowanie najłatwiejszym rozwiązaniem jest skorzystanie z aplikacji stworzonej właśnie do tego celu.
Śledź statystyki o tym, co jest na waszej podróży najdroższe
My używamy aplikacji Spendee, ponieważ nie tylko możecie śledzić, kto za co płacił, ale macie też statystyki o tym, co było na waszej podróży najdroższe. Dzięki temu w naszych artykułach znajdziecie dokładne informacje o tym, ile kosztował nas paliwo, bilety lotnicze, jedzenie czy nocleg.
Przegląd wydatków
Przegląd wydatków
Wpisywanie wydatku
Jak to działa?
W aplikacji tworzycie nowy portfel i zapraszacie członków waszej grupy. Następnie każdy może wpisywać, kto co wydał. Przy dodawaniu wydatku zawsze wybieracie kategorię, do której należy. W Spendee kategorie są już gotowe, ale możecie też dodawać własne.
Nasz przegląd wydatków w wersji webowej Spendee
Największą zaletą tej aplikacji jest to, że można dodawać wydatki w różnych walutach, a aplikacja sama przelicza je według aktualnego kursu na wybraną walutę domyślną (oczywiście możecie ją zmienić np. na EUR lub PLN). Aplikacja jest dostępna w wielu językach, w tym po angielsku (my używamy właśnie wersji angielskiej).
Jeśli chcecie wypróbować aplikację, możecie założyć konto Plus na 3 miesiące ZA DARMO, używając kodu: SpendeeOdLoudacku (nie mamy z tego kuponu żadnych korzyści)
Pobierz na iPhone
Pobierz na Androida
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRNajlepsze presety do Lightrooma to pięć konkretnych propozycji: Albion Dark Lightroom Presets (48 presetów za 12 dolarów od Presetrain), Vsco Cam 50 Lightroom Presets (50 presetów za 15 dolarów), darmowy preset Winter Wonderland od Contrastly, Wedding Pack z 18 profesjonalnymi presetami za 5 dolarów oraz 50 Filmic Lifestyle Lightroom Presets za 15 dolarów z filmowymi efektami. Preset to zapisana edycja w Lightroomie, którą można zastosować na zdjęciu jednym kliknięciem i dzięki temu uzyskać spójny styl wizualny na całym feedzie na Instagramie lub blogu. Te presety sprawdzą się zarówno przy zdjęciach krajobrazów i ujęciach z drona, jak i przy portretach czy fotografii ślubnej.
Często pytacie mnie, jak edytuję swoje zdjęcia. Tak jak większość fotografów i blogerów używam Lightrooma, gdzie mam wgrane zarówno własne, jak i kupione presety lightroom. Korzystanie z presetów pozwala w bardzo prosty sposób ujednolicić feed na Instagramie i nadać spójny wygląd Twojemu blogowi. Dziś pokażę Wam najlepsze presety do Lightrooma, które odkryłam i przetestowałam w ostatnich latach.
Własne presety możesz tworzyć korzystając z tutoriali na YouTube, własnych pomysłów, ale też modyfikując zakupione zestawy. To świetna opcja dla początkujących lub dla tych, którzy szukają nowego wizualnego stylu i chcą się zainspirować.
Presety mogą mieć różne tematyczne ukierunkowanie – vintage, czarno-białe, efekty filmowe czy specyficzne style do portretów lub krajobrazów. Użytkownicy Lightrooma mogą korzystać z gotowych presetów lightroom lub tworzyć własne, dopasowane do swojego indywidualnego stylu i preferencji. W ten sposób fotografowie mogą szybko i łatwo zmienić wygląd swoich zdjęć i uzyskać spójny efekt dla całego zestawu fotografii.
Najlepsze presety do Lightrooma – moje typy
Poniżej znajdziesz 5 propozycji na najlepsze tanie presety lightroom, które możesz kupić już dziś. Więcej znajdziesz w tym artykule.
Albion Dark Lightroom Presets
Bardzo popularny zestaw 48 instagramowych presetów od autora Presetrain w cenie 12 $ oferuje szeroki wachlarz świetnie dopasowanych wizualnie filtrów. Szczególnie pokochałam Albion Lucid (zdjęcie poniżej), który przekształca fotografię w ulubione jasne, niebieskawej tonacji kadry i wydobywa biel. Ten preset można często zobaczyć na popularnych profilach instagramowych.
Albion Lucid
Albion Mystery
Vsco Cam 50 Lightroom Presets
50 presetów inspirowanych popularną aplikacją VSCO CAM w cenie 15 $ polubiłam szczególnie do portretów. Preset w ciepłych, brązowych tonach próbowałam tworzyć samodzielnie przez długi czas, ale jakoś nie wychodziło. Moje ostatnie zdjęcia są edytowane zmodyfikowanym presetem właśnie z tej kolekcji.
Zimowe presety dostępne za darmo od Contrastly osobiście używałam rzadko, ale jeśli szukasz niestandardowych efektów, polecam wypróbować. Tym bardziej, że są to darmowe presety lightroom – nic nie ryzykujesz!
Wedding Pack 18 Professional Lightroom Presets
Jeśli śledzisz moje zdjęcia z podróży, większość edycji opiera się na zmodyfikowanym presecie z tej „ślubnej” serii, która kosztuje zaledwie 5 $. Delikatne i subtelne tony, które oferuje ten pakiet, z pewnością nie nadają się tylko do ślubnych sesji 🙂 Co więcej, okazało się, że najlepiej pasują do moich fotografii bez konieczności większych korekt.
50 Filmic Lifestyle Lightroom Presets
Najdroższy pakiet presetów z dzisiejszego zestawienia to ten oferujący efekty w stylu kinematograficznym. Kosztuje 15 $ i sprawdza się świetnie na zdjęciach bez wyraźnego kontrastu. Sama testowałam je na ujęciach z drona, które wyglądały, jakby były pokryte mgłą.
Bonus: Kurs online edycji zdjęć w Lightroomie
Chcesz edytować zdjęcia jak profesjonalny fotograf? Naucz się od podstaw obsługi jednego z najlepszych narzędzi do edycji zdjęć i wypróbuj kurs online edycji fotografii w Adobe Lightroom od A do Z.
Co zawiera kurs:
12 lekcji – 2,5 godziny materiału
Chcesz umieć edytować zdjęcia, ale nie wiesz od czego zacząć
Pociąga Cię perspektywa zarabiania na fotografii
Potrzebujesz zaprowadzić porządek w zdjęciach na dysku i w Lightroomie
Chcesz nauczyć się nowych lokalnych korekt
Nie wiesz, jak efektywnie sortować i katalogować zdjęcia
Chcesz poznać ważne funkcje i ustawienia Lightrooma
Interesuje Cię tworzenie własnych presetów lightroom
Chcesz umieć synchronizować zdjęcia z telefonem
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRRozdawanie słodyczy, długopisów i pieniędzy dzieciom w krajach rozwijających się, jak Uganda czy Sri Lanka, w długiej perspektywie im szkodzi, choć turyści mają dobre intencje. Taka praktyka uczy dzieci żebrania i sprawia, że białych zaczynają traktować jak „chodzące dolary”, co potem prowadzi do wyłudzania od nich pieniędzy. Dlatego lokalne hostele w Ugandzie wprost proszą turystów na tabliczkach, żeby niczego dzieciom nie rozdawali — dzieci uczą się szybko i nikt nie chce robić z nich żebraków. Skuteczniejsza pomoc to wydawanie pieniędzy prosto w lokalnej społeczności, kupowanie pamiątek czy kokosów od rodziców, albo sponsorowanie konkretnego dziecka czy społeczności poprzez organizacje charytatywne.
Widziałam to wielokrotnie — na Sri Lance i w Ugandzie — jak turyści rozdają pieniądze, słodycze i długopisy „biednym” dzieciom. „Wiozę kilka paczek słodyczy i jakieś 30 długopisów” — chwali się na jednej z grup podróżniczych Hania. Dołączają do niej kolejne osoby, które wybierają się do krajów rozwijających się i chętnie dzielą się tym, co planują wieźć tamtejszym dzieciom. Nie zdają sobie jednak sprawy, że ten szczery zamiar pomocy jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą dla tych dzieci zrobić.
Nie ucz dzieci żebrać
Jeśli podróżujesz z biurem podróży, przewodnicy często uprzedzają, żebyś tego nie robił/-a. W niektórych hostelach w Ugandzie natknęłam się nawet na tabliczki, które wyraźnie prosiły turystów, aby nie rozdawali ugandyjskim dzieciom żadnych rzeczy. „Prosimy wszystkich turystów, aby we wsi nie rozdawali słodyczy, długopisów, pieniędzy ani żadnych innych rzeczy dzieciom. Te wspaniałe dzieci uczą się bardzo szybko i nie chcemy, żeby stały się żebrakami.”
Dzieci wyciągają ręce i próbują wsiąść do auta
Prawda jest taka, że w większości popularnych miejsc turystycznych szkody zostały już wyrządzone. Ledwo pojawi się samochód z białymi turystami, a dzieci już biegną — najpierw machają, potem wyciągają ręce i pokazują, żeby dać im pieniądze. Jeśli jedziesz wolno, biegną obok, przyklejają twarze do szyby, a czasem próbują nawet wsiąść do środka.
Może nic nie mają, ale słodycze im nie pomogą
Niektórzy mogą argumentować, że te dzieci nie mają nic, więc chyba nie zaszkodzi dać im trochę słodyczy. Tyle że słodycze nigdy nikomu nie przyniosły nic dobrego i z pewnością nie rozwiążą problemu biedy. Tak jak uczymy własne dzieci, że nic w życiu nie jest za darmo, tak nie powinniśmy uczyć obcych dzieci, że przyjedzie biały turysta i będzie rozdawać pieniądze. Co więcej, prowadzi to do tego, że w tych krajach jesteśmy postrzegani jako chodzące dolary. Nie dziwmy się później, że w krajach rozwijających się próbują nas „oskubać” — skoro sami uczymy ich tego od dziecka.
Jak naprawdę pomóc
Jeśli zależy ci na prawdziwej pomocy, istnieje wiele sposobów, by wesprzeć dzieci w potrzebie w zdrowy i sensowny sposób. Już samo wydawanie pieniędzy na miejscu wspiera lokalne społeczności. Kup od ich rodziców kokosa albo jakiś lokalny produkt. Jeśli chcesz pomóc więcej, możesz zostać sponsorem dziecka lub całej społeczności za pośrednictwem jednej z wielu polskich lub zagranicznych organizacji charytatywnych. Zapomnij o słodyczach — i podaj tę wiadomość dalej.
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DR12-dniowy roadtrip po Europie samochodem z Warszawy przez Neuschwanstein, Zurych, Montpellier, San Sebastián i Salamankę wyszedł na osobę na 10 830 koron czeskich przy podróży w trójkę (jedna osoba z zespołu jechała tylko część trasy). Z całkowitych wydatków 16 096 koron poszło na samochód (paliwo i opłaty za autostrady), 10 062 korony na nocleg, a 11 833 korony na jedzenie. Trasa liczyła ponad 2 450 km i obejmowała też przystanki w Bordeaux, Lyonie, Genewie i Strasburgu. Gdyby podróżowali cały czas w czwórkę i sami gotowali, cena mogłaby spaść do około 10-11 tysięcy koron czeskich na osobę.
Ludzie uważali nas za wariatów, kiedy przed Bożym Narodzeniem ogłosiliśmy, że na Sylwestra jedziemy do Hiszpanii samochodem. „A wiesz, że istnieją samoloty? To czysty masochizm!” Nie myśleliśmy o tym zbyt wiele, nocleg szukaliśmy 19 grudnia i dopiero wtedy dotarło do nas, że Salamanka, dokąd zmierzaliśmy, jest oddalona o 2500 km. Tak zaczął się nasz road trip po Europie.
Zobaczcie nasz 12-dniowy road trip po Europie.
Łatwy przejazd to raczej nie był. Ale mimo to ten road trip uważamy za jeden z najlepszych, jaki kiedykolwiek odbyliśmy. I jednocześnie najtańszy.
Jak zaplanować road trip po Europie: Podróżowanie w czwórkę oszczędza finanse, ale może szybko zamienić się w horror
Podróżowania w czwórkę trochę się obawialiśmy, wielu znajomych opowiadało nam historie, jak kłócili się w podróży już po pierwszym dniu, i dlatego przez prawie cztery lata unikaliśmy takich wyjazdów w większym gronie. Jakoś jednak ten Sylwester traktowaliśmy jako krótki wypad, nie zdając sobie sprawy, że zajmie nam 12 dni.
Nasze nieplanowanie uchroniło nas od wyobrażeń, że jeśli nie dogadamy się, będziemy 12 dni razem 24 godziny na dobę cierpieć.
Nasz zespół od lewej: Ivča, Lucka, Gábi, Lukáš
Walka na śmierć i życie na szczęście nawet w najmniejszym stopniu nie groziła, bo jedyne, co cierpiało, to nasze mięśnie brzucha od śmiechu.
Podróż samochodem do Hiszpanii
Kiedy znajomi przestali się dziwić temu, że jedziemy samochodem, często padało zdanie: „Ale ci dobrze! Jechać w ciepło!” Tyle że to wielki mit! W Salamance jest momentalnie taka sama zima jak w Polsce.
Podczas naszej podróży zdecydowaliśmy się na mały objazd do Neuschwanstein.
Od hiszpańskiego miasta uniwersyteckiego Salamanka, gdzie mieliśmy dotrzeć na Sylwestra, dzieliło nas minimum 22 godziny jazdy na południe. Postanowiliśmy podzielić naszą podróż dwoma noclegami po drodze, a w końcu spontanicznie dodaliśmy jeszcze trzeci.
Zamieć śnieżna, która ciągnęła się z nami już od samego startu, nie odwiodła nas od pierwszego objazdu na drodze do Zurychu. Chcieliśmy urozmaicić podróż popularnym zamkiem Neuschwanstein, który podobno zainspirował zamek Disneya. Od naszego punktu startu był oddalony o kilkaset kilometrów, a drogę do Zurychu przedłużył zaledwie o godzinę.
Samochodem po Europie: Neuschwanstein jest pełny turystów nawet zimą
Nawet zimą w okropnej pogodzie do zamku maszerują tłumy turystów, więc nie musieliśmy się bać, że gdy w drodze powrotnej zapadnie ciemność, zostaniemy otoczeni jedynie czarnym jak smoła lasem, z którego mogłyby na nas wyjść potwory z naszych najgorszych koszmarów.
Nocna romantyka po śnieżycy
Zurych nocleg: Gdzie spaliśmy w Zurychu i za ile?
Po 776 km przyjechaliśmy o wpół do dziesiątej do Zurychu i byliśmy wdzięczni, że dzisiejszy nocleg był samoobsługowy i nie trzeba było z nikim rozmawiać ani niczego wypełniać.
To był tydzień pełen wina i śmiechu. Przejechaliśmy razem kawał Europy i śmialiśmy się tak bardzo, że bolał nas brzuch.
Marzyliśmy, żeby zostać w Zurychu
Zurych to jedno z miast, w którym marzyliśmy, żeby zostać dłużej. Pogodę, jaką przygotowało dla nas szwajcarskie miasto, później wspominaliśmy z tęsknotą. Pierwotnie zaplanowaliśmy przystanek w Szwajcarii głównie dlatego, że w Zurychu sprzęty Apple można kupić o kilka tysięcy taniej, a my jechaliśmy po nowe laptopy.
Ale ze wszystkich miast, które odwiedziliśmy, to właśnie Zurych podobał nam się z Lukášem najbardziej. W końcu zostaliśmy nie tylko na śniadanie, ale i na obiad, i wyjechaliśmy dopiero około drugiej po południu.
Do Szwajcarii po tańsze Apple i piękną architekturęRomantyczny nocleg w Montpellier za grosze
Francja nocleg: Najromantyczniejszy nocleg na południu Francji za grosze
Kolejnych 725 km pokonaliśmy w osiem godzin i ze Szwajcarii przenieśliśmy się na południe Francji. Ulice nie były już tak czyste, ale za to w powietrzu czuć było sól, wzdłuż dróg rosły palmy, a my zamieszkaliśmy w romantycznym ogrodowym domku przez Airbnb, który kosztował zaledwie ok. 57 EUR za 4 osoby.
Montpellier to miasto na południu Francji w regionie Oksytanii, stolica departamentu Hérault.
Z południem przyszło też ciepło. Chyba już tylko z przyzwyczajenia mieliśmy jeszcze czapki na głowach, w rzeczywistości siedzieliśmy na kawie na ogródku i cieszyliśmy się 16 stopniami.
San Sebastián: Nieplanowany przystanek
Pierwotnie chcieliśmy pędzić jak najszybciej do Salamanki, kolejny przystanek nie był w planie, ale dziewczyny z myślami o tapas i winie zaproponowały postój w San Sebastián.
Montpellier to jedno z niewielu znaczących francuskich miast, które powstało dopiero w średniowieczu, po raz pierwszy wzmiankowane ok. roku 968
Do tego dnia właściwie nawet nie wiedzieliśmy, czym są tapas. Praktycznie to jednokęsowe przekąski z czegokolwiek. Najlepsze, jakie próbowaliśmy, to miniburger, a potem kozi ser z karmelizowaną cebulką na bagietce. Tapas serwowano chyba w każdym barze i nigdzie nie były takie same.
Hiszpańską nazwę San Sebastián miasto otrzymało od klasztoru św. Sebastiana, który prawdopodobnie stał na miejscu dzisiejszego miasta przed jego założeniem.
W San Sebastián dzień przed Sylwestrem przeżyliśmy ogromny pokaz sztucznych ogni, a w ulicach było tłoczniej niż na krakowskim Rynku w Sylwestra. Przepychaliśmy się do barów, gdzie tłoczyliśmy się razem z innymi Hiszpanami.
Trochę mieliśmy nadzieję, że to tylko teraz, ale powiedziano nam, że Hiszpanie po prostu cały czas są na ulicach. Nocleg rezerwowaliśmy na ostatnią chwilę (tego samego dnia po południu), wybraliśmy Pension Txingurri za ok. 87 EUR.
Ostatni dzień roku na wybrzeżu Atlantyku
Gdzie podróżować po Europie: Salamanka
Rano odkryliśmy perłę Hiszpanii w postaci Sakona Coffee Roasters. Gábi, która mieszka w Salamance, narzekała, że dobrą kawiarnię trudno tu znaleźć. Namówiła nas, żebyśmy wypili kilka kaw na zapas, bo długo dobrej kawy mieć nie będziemy. Zrobiliśmy, jak kazała, i byliśmy wdzięczni. Miała rację.
Wspaniała kawiarnia w San Sebastián, jedyny minus — nie mieli alternatywy dla krowiego mleka
Impreza sylwestrowa zaczyna się dopiero koło drugiej w nocy
Po łącznie przejechanych 2450 km dotarliśmy do Salamanki w Sylwestra około szóstej wieczorem, akurat się ściemniało. W Hiszpanii Sylwester obchodzi się w gronie rodzinnym, a uroczystości przypominają bardziej naszą Wigilię, dlatego prawdziwa impreza zaczyna się dopiero gdzieś koło drugiej w nocy.
Do miasta uniwersyteckiego Salamanka przyjeżdża wielu studentów z całej Europy
Pobić się o winogrona, a potem je zjeść
Nie było dokąd się spieszyć, przygotowaliśmy sobie kolację w postaci własnoręcznie zrobionych tapas i akurat do północy zdążyliśmy wszystko zjeść, po czym mogliśmy wyruszyć na rynek z kilogramem winogron. Winogrona to temat sam w sobie, bo zdobycie ich przed Sylwestrem oznaczało walkę o nie z dziesiątką innych Hiszpanów.
Potężna katedra w Salamance
O 9 rano nie spotkacie na ulicach żywej duszy
O północy trzeba bowiem zjeść z każdym uderzeniem zegara jedną winogrono. I tak przygotowani czekaliśmy na rynku na bicie zegara, ale Hiszpanie byli tak głośni, że nie słyszeliśmy uderzeń i w końcu żuliśmy pięć winogron naraz.
Sylwester na Plaza Mayor, byliśmy jedynymi z zimnymi ogniami, oni wolą jeść winogrona
Kiedy doszliśmy do siebie, zaczęliśmy odkrywać Salamankę i jej okolice. Salamanka to miasto uniwersyteckie, dlatego przyjeżdża tu wielu studentów z całej Europy, w tym nasza koleżanka Gábi. Na pierwszy rzut oka uderza potężna katedra, która dominuje centrum. Centrum jest bardzo zwarte i kompaktowe, łatwo przenosisz się w myślach do średniowiecza i możesz sobie wyobrazić, jak tu kiedyś było. Zwłaszcza jeśli wyruszysz koło dziewiątej rano. W mieście nie spotkasz żywej duszy.
Nasza noworoczna ekipa, Lukáš już wypił za dużo i trzyma dwójkę odwrotnie
Hiszpania żyje własnym rytmem
Zaczynamy rozumieć, że Hiszpania żyje swoim własnym rytmem i ten rytm zaczyna się dopiero gdzieś koło jedenastej przed południem. Za to wieczorem nie znajdziesz ani jednego zakątka ulic bez ludzi. „Tutaj wychodzi się z domu dopiero koło dziesiątej, koncerty zaczynają się o północy. Wszystko jest przesunięte. Kiedy chciałam umawiać się na ósmą, uważali mnie za wariatkę.” Gábi tłumaczy nam, jak to tu działa, ale na nas się to przez tę chwilę nie przenosi, i czasem mamy wrażenie, że będzie rada, jak wyjedziemy i nie będziemy jej budzić o 7:30 rano.
Mogarazz, gdzie z domów zerkają na was babcie
Jak się randkuje w Salamance?
Jeśli chcecie o coś zapytać Hiszpanów tutaj w Hiszpanii, spróbujcie pytania: Jak się randkuje w Hiszpanii? Żeby podsumować nasze obserwacje: „Wszyscy mają wszystko ze wszystkimi i czasem może z tego coś wyniknąć. Najczęściej jednak nie.” Czyli takie friends with benefits są tu podobno normalne. Typowe polskie randkowanie tu nie działa.
Zamora i koty
Wioska, gdzie obserwują was zmarli, a po kawę idzie się do rzeźnika
Pierwsza wycieczka poza miasto prowadziła do Sierra de Francia. Pasmo górskie oddalone o 70 km znane jest nie tylko ze swej czarującej przyrody, której zimą nie da się tak docenić, ale przede wszystkim z miasteczek, które przenoszą was kilka wieków wstecz. Najbardziej zafascynowały nas La Alberca i Mogarazz, gdzie na każdym domu wiszą portrety ludzi, którzy w nich mieszkali.
Chwilami wydawało nam się to dość upiornie, kiedy wyobrażaliśmy sobie, że na naszych domach wisiałyby głowy naszych przodków i gapiły się na nas. Mieszkać byśmy tu nie chcieli. La Alberca z kolei było pięknym, śpiącym miasteczkiem, gdzie nawet o jedenastej wszystko było zamknięte. Na kawę musieliśmy iść do rzeźnika.
Hiszpania jest tańsza niż Polska, przynajmniej poza Madrytem i Barceloną
Ostatnią wycieczkę zaplanowaliśmy do miasta Zamora, które leży nad rzeką Duero i podobno znajduje się w połowie drogi z Madrytu do Atlantyku, około 45 km od granicy z Portugalią. Jest siedzibą prowincji Zamora, jednej z dziewięciu prowincji wspólnoty autonomicznej Kastylii i Leónu. My wybraliśmy się do tego miasta przede wszystkim ze względu na jego ogromną liczbę romańskich zabytków.
Zamora to piękne historyczne miasto niedaleko Salamanki
Kiedy pije się wino zamiast wody
W piątek nadszedł czas, by wyruszać z powrotem. Byliśmy zmęczeni. Oprócz codziennych wycieczek wypijaliśmy dziennie sporo wina i zjedliśmy jedzenia na miesiące do przodu. Hiszpania bowiem poza Madrytem i Barceloną jest tania. Tańsza niż Polska. Przynajmniej niż Warszawa. Trzydaniowe menu dostaniecie za dziesięć euro, a do tego macie za darmo kieliszek/butelkę wina.
W drogę powrotną ruszyliśmy już tylko w trójkę
Był to dla nas prawdziwie kulinarny tydzień. Kiedy nie jedliśmy w restauracjach, gotowała food blogerka Ivča, a my zaczęliśmy się wstydzić, że ostatnio trochę olaliśmy gotowanie.
Jak najtaniej podróżować po Europie: Błąd, błąd i kolejny błąd
W drodze powrotnej mieliśmy znów zaplanowane przystanki. Jechaliśmy z powrotem tylko w trójkę, Gábi została w Hiszpanii, co oczywiście trochę zaburza nasze finanse i w efekcie wychodzi drożej, niż gdybyście jechali w czwórkę.
Po 685 km dotarliśmy do Bordeaux, gdzie zamiast do barów ruszyliśmy na siłownię, żeby trochę zrekompensować sobie to objadanie się i alkoholowe libacje. Hotel z siłownią kosztował nas ładne ok. 61 EUR za trzy osoby. Nie mieliśmy stroju na ćwiczenia, więc biegaliśmy na boso. To był błąd, następnego dnia nie mogliśmy porządnie chodzić.
Świetnie wygląda, ale niestety tak dobre to nie było
Czasem podróżujecie z basenu do oceanu, innym razem z deszczu pod rynnę
I tak rano raczej kulaliśmy się po mieście, ciesząc się styczniowym ponurym dniem we Francji i szukając kawiarni, którą wcześniej wybraliśmy na Instagramie. W końcu wylądowaliśmy w Contrast. Choć jedzenie wygląda na zdjęciu pięknie, żaden cud się nie wydarzył. Więc trochę rozczarowani zaczęliśmy zwiedzać miasto. Bordeaux nam to jednak wynagrodziło. Z francuskich miast, które odwiedziliśmy po drodze, należało do najlepszych.
Lyon rozczarował, więc jechaliśmy dalej
Które francuskie miasto nas rozczarowało?
Lyon był przeciwieństwem. O 556 km dalej znajduje się historyczne miasto środkowo-wschodniej Francji, do którego dotarliśmy po sześciu godzinach jazdy. Razem ze swoimi dzielnicami podmiejskimi i miasteczkami satelickimi tworzy po Paryżu drugą największą aglomerację we Francji z 1 757 180 mieszkańcami i jest mniej więcej na 20.–25. miejscu w Europie.
Rozczarowanie przyszło z zadymionym noclegiem, gdzie baliśmy się zdjąć buty, aż skończyliśmy przy butelce wina. Próbowaliśmy się pocieszać, że kosztowało nas tylko ok. 48 EUR i następnego dnia natychmiast wyjedziemy.
W Genewie mocno czuliśmy zmęczenie. Zastanawialiśmy się, czy nie jechać od razu do domu
Na szczęście wystarczy przejechać samochodem
Miasto rano przywitało nas nieprzyjemną pogodą, a po obejrzeniu katedry i części historycznego centrum zdecydowaliśmy, że mamy dość, i postanowiliśmy umilić sobie road trip wizytą w Genewie, która od Lyonu jest oddalona zaledwie o 149 km.
Gdzie miały być świetne naleśniki, ale nie były
Ale potem i tak sobie nie pomożecie
Dotarliśmy akurat na obiad, ale niedziela przyniosła ze sobą zamknięte sklepy i niektóre restauracje. Wydaliśmy więc horrendalne pieniądze za niezbyt dobre naleśniki, a nastrój spadał i spadał, aż zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie ominąć tego Strasburga i nie jechać prosto do domu. Baliśmy się noclegu, który był równie tani jak ten w Lyonie.
Strasburg nas zaskoczył. Niczego nie oczekiwaliśmy, a spodobał nam się bardziej niż Lyon i Genewa
Najpiękniejsze francuskie miasto wygląda jak niemieckie
I na zdjęciach wyglądało podobnie. W końcu byliśmy zadowoleni, że tego nie zrobiliśmy. Nocleg za ok. 47 EUR za trzy osoby okazał się luksusowy, a my otworzyliśmy kolejną butelkę na uczczenie zakończenia naszej podróży. Pokonaliśmy zmęczenie, które z dniami, winem i kilometrami się pogłębiało, i zwieńczyliśmy naszą podróż zwiedzaniem miasta, które leży na lewym brzegu Renu i swoim wyglądem przypomina raczej Niemcy niż Francję.
„Najpiękniejsze francuskie miasto na naszej trasie wygląda jak niemieckie.” Stwierdził Lukáš. Nic dziwnego, w przeszłości na zmianę należało do obu tych państw.
Jedyna szkoda, że nie mieliśmy tam zbyt wiele czasu
Ile to więc wszystko kosztowało?
Byliśmy czwórką, a potem trójką. Gdybyśmy jechali całą trasę w pełnym składzie, z pewnością obniżylibyśmy wydatki. Kolejnym plusem było to, że w Salamance mieliśmy nocleg u koleżanki, z drugiej strony przez te dni wydawaliśmy na obiady i kolacje, bo Gábi chciała nam w ciągu tych kilku dni pokazać najlepsze restauracje i bary, o których nam tyle opowiadała. Wszystko płaciliśmy razem i zapisywaliśmy w aplikacji Spendee, a na koniec podzieliliśmy.
Na trzy osoby wyszło nas na osobę ok. 425 EUR (po odliczeniu części za 4. osobę, która spędziła z nami 2/3 trasy). Jak widać, duże wydatki poszły na jedzenie.
Samochód (paliwo, opłaty drogowe): ok. 633 EUR
Nocleg: ok. 396 EUR
Jedzenie: ok. 465 EUR
Jak wybieraliśmy nocleg?
Nocleg staraliśmy się wybierać jak najtaniej, wiedzieliśmy, że dla nas będzie to głównie miejsce do przespania się. W miarę możliwości wybieraliśmy z aneksem kuchennym, żebyśmy mogli przygotować kolację i ewentualnie śniadanie. Nocleg rezerwowaliśmy przez booking.com i Airbnb.com. Kosztowało nas od 12 do 24 EUR na osobę, najdrożej było w Szwajcarii.
Dzięki food blogerce Ivče mieliśmy kulinarny tydzień
Ile możecie zaoszczędzić w porównaniu z nami?
Jeśli przez cały czas gotowalibyście sami, zaoszczędzicie minimum 250–280 EUR. To mniej więcej kwota, którą za 4 osoby zapłacilibyście w Salamance za nocleg na te dni, kiedy my mieliśmy go za darmo u koleżanki, więc ośmielam się twierdzić, że całkowita cena ok. 400–430 EUR na osobę byłaby realna nawet w trybie low cost. 🙂 Ale gdybyście byli w czwórkę przez cały czas, może zmieścilibyście się lekko poniżej 400 EUR.
Często zadawane pytania
Jakie dokumenty potrzebuję na road trip po Europie?
Paszport lub dowód osobisty, prawo jazdy i ewentualnie międzynarodowe prawo jazdy.
Jak zaplanować trasę?
Polecamy wcześniej zaplanować główne punkty podróży, ale zostawić sobie przestrzeń na spontaniczne przystanki.
Ile pieniędzy przygotować na road trip?
Koszty zależą od destynacji, stylu podróżowania i sezonu. Liczcie się z wydatkami na paliwo, noclegi, jedzenie i opłaty drogowe.
Porady i triki na podróżowanie po Europie
Co spakować
Zerknijcie na nasz poradnik pakowania na podróż, który pomoże wam w przygotowaniach. Wybierzcie odpowiedni plecak podróżny, obejrzyjcie gadżety podróżne i nie zapomnijcie w domu niczego ważnego.
Ubezpieczenie podróżne to absolutna konieczność. Na krótsze wyjazdy wybieramy AXA (50% zniżki), a na dłuższe podróże brytyjskiego ubezpieczyciela True Traveller. Zerknijcie na porównanie wszystkich ubezpieczycieli i wybierzcie tego, który wam najbardziej odpowiada.
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRDo restauracji i pensjonatu Thir w historycznym centrum Táboru przyjeżdżają goście aż z Nowego Jorku, Toronto i Tokio, żeby spróbować biodynamicznych win bez siarczynów oraz nowoczesnej czeskiej kuchni z lokalnych produktów, którą tworzy właściciel Jan Čulík. Lokal mieści się w domu rodziny táborskiego historyka Karla Thira i oferuje też przestronne apartamenty z widokiem na zabytkowe centrum. Wina pochodzą z całego świata – w karcie znajdziesz etykiety włoskie i rumuńskie – ale prawdziwą gwiazdą są biodynamiczne wina Honzy, tworzone bez chemii. Oprócz Thiru Čulík prowadzi też na placu Žižkovo náměstí piwiarnię VÝČEP, gdzie serwuje piwo z lokalnego minibrowaru Obora oraz lokalne przekąski z rzeźni Liška i farmy Bláhův dvůr.
Przyjeżdżają tu z Nowego Jorku, Toronto i Tokio. Nic dziwnego – Jan Čulík w Táborze w Czechachstworzył wyjątkowe miejsce, gdzie poezja składa się z doskonałego wina, a kucharze czarują nie tylko dla kubków smakowych, ale i dla oczu. Robi to wszystko z miłości do miasta, w którym żyje. W restauracji gotuje wyłącznie z lokalnych składników, a wina wybiera osobiście z całego świata. To raj dla wszystkich miłośników wina i czeskiej kuchni w nowoczesnym wydaniu. Domyślasz się już, o którym miejscu mówię? Mowa o Thirze. I właśnie tam wybraliśmy się pewnego weekendu razem z Amazing Places.
Zakochaliśmy się w architekturze Tábora od pierwszej chwili. Ciągle musieliśmy się zatrzymywać, a w aparacie szybko zebrała mi się kolekcja romantycznych wejść do kamienic.
Dotarliśmy do husyckiego miasta Tábor w mroźny, ale słoneczny dzień. W lodowatym powietrzu czuć było cynamon i igliwie, unosiła się świąteczna muzyka, a my zachwycaliśmy się urokliwym centrum. Ruszyliśmy z placu Žižki w kierunku domu, w którym niegdyś mieszkała rodzina szanowanego táborskiego historyka.
Pensjonat Thir leży w samym sercu historycznego centrum
Atmosfera husyckiego miasta przesiąka przez każdą ścianę
Ledwie przekraczamy próg, natychmiast uderza w nas atmosfera historycznego budynku, w którym dziś mieści się restauracja i pensjonat Thir. Nazwa nie jest przypadkowa. Wspomniany historyk nazywał się Karel Thir. „Jego rodzina była właścicielem tego domu przez około trzysta lat” – mówi Honza Čulík, współwłaściciel i menedżer Thiru. Okazuje się, że Honzę i Karla Thira łączy jeszcze jedna rzecz: przodek Honzy posiadał w XVI wieku browar tuż obok.
Pokoje są przestronne i urządzone w prostym, eleganckim styluNiektóre pokoje mają widok na historyczne centrum
Ledwie odkładamy bagaże w przestronnym apartamencie pensjonatu i podziwiamy widok na dachy średniowiecznego Tábora, już schodzimy na dół, żeby rozgrzać się zupą.
Wegetariańska poezja na talerzu
O kremie z marchewki z imbirem Łukasz mówi jeszcze przez kilka dni – podobnie jak o delikatnym mięsie, które po nim nastąpiło. To raczej dzieło sztuki niż zwykły posiłek – prawdziwa uczta dla wszystkich zmysłów. Mówimy o tym Honzie, a on tylko się śmieje: „Poczekajcie, jutro dopiero coś zobaczycie.”
Ta kapusta wygląda jak kapusta. I kapustą jest. Ale niezwykłą.Pasta ze skwarek i pasta z bryndzy. Czy rozpoznasz, która jest która?
Magiczne wina, po których nie boli głowa. Nawet po kilku butelkach
I ma rację. Przez cały weekend tylko wpatrujemy się z zachwytem we wszystko, co nam tu podają – od śniadania po kolację. Smakują nam potrawy, których na co dzień nie jemy. I zastanawiamy się, jak mogli ukryć przed całym światem tę bosko przyrządzoną kapustę. Jeśli myślisz, że przesadzamy – jedź się przekonać sam. Ale uprzedzamy: będziesz o tym myśleć jeszcze długo. Przez nasz weekend gotuje się po czesku, ale z kreatywnością najlepszych szefów kuchni.
Każde miasto powinno mieć swojego Honzę Čulíka.
W Táborze akurat odbywają się jarmarki. Nie znajdziesz na nich żadnych kiczowatych świątecznych gadżetów – zamiast tego lokalne wyroby, które bawią się humorem i tradycją. Táborczycy mają zdecydowanie poczucie humoru, czego dowodem był Staroczeski Hambáč (coś w rodzaju naleśnika z parówką) oraz ozdoby w kształcie koparki (musieliśmy kupić).
Na jarmarku chłonęliśmy świąteczną atmosferę
Na zewnątrz nie wytrzymujemy zbyt długo – mróz dosłownie wgryza się w skórę – więc ruszamy do Sali Gotyckiej Muzeum Husyckiego, gdzie odbywa się degustacja win.
Wnętrze winiarni i restauracji ThirWnętrze winiarni i restauracji Thir
Wybór win jest szeroki – od włoskich po rumuńskie – ale większość czasu spędzamy u Honzy przy jego biodynamicznych winach. Podobnie jak on, my również przepadamy za autentycznymi winami o czystym smaku, bez chemii i upiększaczy. My szczególnie pokochaliśmy te bez siarki. Takie wina mają w sobie coś magicznego – nie boli po nich głowa, nawet gdy wypijesz kilka butelek.
W Thirze możesz wypić kilka kieliszków – głowa cię po tym nie zaboli.
„Im dłużej studiowałem stosunki międzynarodowe, tym bardziej uświadamiałem sobie, jak ważne są relacje lokalne.”
Wracając do pensjonatu, zastanawiamy się, kim właściwie jest Honza, skąd się tu wziął i jak udało mu się stworzyć tak wyjątkowe miejsce. Po degustacji i kolacji spotykamy go w winiarni i zasypujemy pytaniami.
Jeśli wolisz piwo, po kolacji zajrzyj do VÝČEPU
Honza studiował stosunki międzynarodowe, ale jak sam mówi: „Im dłużej je studiowałem, tym bardziej uświadamiałem sobie, jak ważne są relacje lokalne.” Po studiach nie wiedział, co chce robić, więc wyjechał do pracy do Kanady, gdzie sadził drzewa i sprzątał. „Przy takiej pracy miałem czas zastanawiać się nad sensem życia i coraz wyraźniej docierało do mnie, że chcę wrócić do rodzinnego miasta i pomagać mu się rozwijać.” Kiedy opowiada o Táborze, oczy mu się zapalają. „Kanada jest świetnym krajem, ale przejdź się tutaj po Táborze. Takich miast tam nie znajdziesz.”
Do Tábora na pewno wrócimy – i to nie tylko dla pięknych drzwi i wina 🙂
Thir nie jest jego ostatnim projektem – kilka miesięcy temu na placu Žižki otworzył piwarnię VÝČEP, gdzie serwuje piwo z lokalnego rodzinnego minibrowaru Obora. Jeśli wolisz piwo od wina, koniecznie tam zajrzyj. Do piwka możesz coś przekąsić z lokalnej rzeźni Liška lub farmy mlecznej Bláhův dvůr. A może usłyszysz muzykę rodem z czeskich Pelíšków, bo do tego wyjątkowego miejsca zaglądają lokalni muzycy, którzy potrafią wywołać uśmiech na twarzy.
W Táborze na pewno nie byliśmy ostatni raz. Już czekam, aż wiosną znów przejdziemy się po mieście, odwiedzimy ogrody Holečkovy sady, zajrzymy do Ctiborova mlýna z centrum kultury Cesta i obejrzymy lokalny ogród społecznościowy. A przy okazji kupimy od Chrisa świetny ser albo nokerle ricottowe. I wieczorem skosztujesz w Thirze poezji z jedzenia i wina.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRPlan publikacji w social mediach najlepiej stworzyć jako tabelę z datami publikacji, treścią (tekst i zdjęcie), użytym medium oraz statusem zaplanowania — najlepiej udostępnioną całemu zespołowi w Google Sheets. Bazuje na rocznej strategii contentowej rozpisanej na plan treści, a planować można na miesiąc albo tylko na tydzień, ważne jednak, by robić to regularnie, na przykład zawsze w niedzielę. Gotową szablon planu publikacji można kupić za 59 kczk i dostajesz go e-mailem od razu po zapłacie, samodzielne stworzenie takiej tabeli zajęłoby 1–2 godziny. Do profesjonalnego zarządzania warto sięgnąć po narzędzia takie jak Buffer, Hootsuite czy Later, a Tweetdeck do Twittera oraz Meta Creative Studio do Facebooka i Instagrama są bezpłatne.
Pracujesz jako menedżer mediów społecznościowych albo próbujesz rozwinąć swój biznes w internecie? Warto, żebyś zaczął korzystać z planu publikacji w mediach społecznościowych – regularne posty to absolutna podstawa sukcesu online. Pobierz nasz gotowy szablon i zacznij działać jak profesjonalista.
Jak profesjonalnie zarządzać mediami społecznościowymi
Plan publikacji pozwala myśleć długofalowo, optymalizować publikowane treści i staje się pomocnym narzędziem przy późniejszej analizie poszczególnych kampanii. Blogerom pomaga zachować dyscyplinę, a małym firmom – utrzymać spójność komunikacji.
Przykładowy plan publikacji, którego używamy zarówno u klientów, jak i we własnych projektach.
Co powinno znaleźć się w planie publikacji w mediach społecznościowych?
Plan publikacji wynika ze strategii treści, która standardowo tworzona jest na jeden rok. Strategia treści jest następnie rozwijana w plany contentowe dla poszczególnych kanałów dystrybucji.
Na tej podstawie powstaje właśnie plan publikacji. Osobiście polecam umieścić w jednej tabeli zarówno plan publikacji na poszczególne miesiące, jak i ogólny plan treści na cały rok – czysto praktycznie, żeby nie trzeba było przeskakiwać między różnymi plikami i materiałami marketingowymi.
W minimalistycznym planie publikacji powinny znaleźć się: data, kiedy post zostanie opublikowany, treść przeznaczona na media społecznościowe (tekst + zdjęcie) oraz kanał, na którym ma być opublikowany.
Przydatna jest też kolumna wskazująca, czy post został zaplanowany, a dla menedżerów warto dodać miejsce na zatwierdzenie treści.
Osobiście nie wpisуję już do planu publikacji godziny publikacji, ponieważ korzystam z narzędzi, które automatycznie sugerują optymalny czas. Jeśli jednak nie używasz żadnych narzędzi, warto zapisywać godziny dla celów późniejszej analizy.
Jak daleko z wyprzedzeniem planować?
To zależy od projektu – jedni planują z miesięcznym wyprzedzeniem, inni tylko tydzień naprzód. Ważne jest jednak, żeby robić to regularnie. Jeśli zdecydujesz się na planowanie tygodniowe, plan powinien być gotowy zawsze w niedzielę, bez wyjątku. Dla freelancerów kluczowa jest dyscyplina – ten prosty system może Ci w niej pomóc.
Plan treści na poszczególne miesiące przygotuj w ramach jednej tabeli.
Zadbaj o przejrzystość i praktyczność tabeli
Wielu marketerów koloruje niedziele lub poniedziałki, żeby łatwiej poruszać się po tabeli. Ja wybieram niedziele. Nie zaniedbuj przygotowania tabeli – będziesz z niej korzystać przez lata. Pamiętaj, żeby dodać listy rozwijane i odpowiednio sformatować komórki zgodnie z ich zawartością.
Pracuj ciągłe, planuj zbiorczo
W polu Tekst wpisujesz treść posta dokładnie w takiej formie, w jakiej ma zostać opublikowana na wybranym kanale. Jeśli post zawiera zdjęcie lub wideo, link do pliku lub jego nazwę (gdy nie jest jeszcze online) umieszczasz w drugiej kolumnie.
Kolumna „Zatwierdzone” przeznaczona jest dla tych, którzy muszą uzyskać akceptację treści od przełożonego. Najlepszym sposobem na udostępnianie tabeli innym członkom zespołu jest praca w Google Sheets.
Jakie są najlepsze narzędzia do planowania w mediach społecznościowych?
Jeśli jesteś profesjonalistą lub chcesz przyspieszyć swoją pracę, narzędzia do planowania w mediach społecznościowych są po prostu niezbędne. Dlaczego?
Z jednego miejsca możesz zaplanować posty na wszystkie kanały, masz je przejrzyście zebrane w kalendarzu, a do tego większość takich narzędzi oferuje wbudowane funkcje analityczne, które pomagają oceniać skuteczność poszczególnych działań.
I to nawet z kilkumiesięcznym wstecznym wglądem. Poniżej znajdziesz kilka najpopularniejszych – większość oferuje darmowy okres próbny od 7 do 30 dni. Polecam przetestować kilka opcji, zanim zdecydujesz się na płatną subskrypcję.
Buffer,
Hootsuite,
Loomly,
Zoho Social,
Sprout Social,
Later,
SocialBee,
Sendible,
Semrush,
Tweetdeck,
ContentCal – Adobe Express,
Planoly.
Cały artykuł o najlepszych narzędziach do planowania znajdziesz tutaj.
Kup nasz szablon i zaoszczędź czas
Tworzenie szablonu od zera zajmuje od 1 do 2 godzin, w zależności od Twojej znajomości Google Docs lub Excela. Jeśli wolisz od razu zabrać się do działania, przygotowaliśmy dla Ciebie gotowy szablon w Excelu i Google Docs.
Plan jest przygotowany tak, żebyś mógł zacząć z niego korzystać niemal od razu, bez większych modyfikacji. ☺️
Ile kosztuje szablon planu publikacji w mediach społecznościowych?
Szablon kosztuje 2,50 EUR, czyli mniej niż jedna kawa w Pradze.
Czy otrzymam plan publikacji natychmiast po opłaceniu?
Tak, dostaniesz go na e-mail.
Czy istnieje DARMOWE narzędzie do planowania w mediach społecznościowych?
Tweetdeck do planowania na Twitterze jest DARMOWY, a do planowania na FB i IG możesz używać Meta Creative Studio bezpośrednio od Facebooka.
Wskazówki i triki na Twój urlop
Nie przepłacaj za bilety lotnicze
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRZarabianie na marketingu afiliacyjnym jako bloger sprowadza się do pięciu kroków: wybierasz produkt, który sam przetestowałeś, zapisujesz się do programu partnerskiego (na przykład przez sieć eHUB.pl), pobierasz właściwy link z opcją deep linkingu, piszesz solidny artykuł recenzencki, a na końcu promujesz treść i śledzisz konwersje. Prowizje wahają się zwykle w granicach 2–5% przy produktach fizycznych i 6–15% przy produktach cyfrowych oraz e-bookach, a pliki cookie odpowiadające za przypisanie prowizji obowiązują zazwyczaj do 15 dni. Warto wspomnieć o konkretnych przykładach, takich jak Grammarly, Four Sigmatic, Fiverr, czeska aplikacja Twisto (300 koron za polecenie) czy ubezpieczenia AXA i Travel Bible dla blogerów podróżniczych.
Masz własnego bloga, dużo fanów na Facebooku, popularny Instagram lub rzesze obserwujących na Twitterze? W takim razie pewnie interesujesz się affiliate marketingiem – czyli metodą zarabiania pieniędzy poprzez promowanie produktów i usług. W poniższych 5 krokach pokażę Ci, jak to zrobić.
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!
TL;DRCzternaście dni kempingu w Ugandzie kosztowało autorów około 9500 zł na osobę, wliczając bilety lotnicze, leki i wstęp do goryli, podczas gdy podobna wycieczka z biurem podróży (o 4 noce krótsza) wyszłaby na jakieś 15 500 zł. Nocowali między innymi w Ziwa Rhino Sanctuary za $10/osobę, w Red Chilli Hideaway w parku narodowym Murchison Falls za $8/osobę czy w Simba Safari Camp za $6/osobę, z kolei najbardziej luksusowa noc w Mburo Safari Lodge kosztowała $250 za domek. Same wejściówki do parków narodowych, trekking w górach Rwenzori oraz do goryli w Parku Narodowym Bwindi pochłonęły niemal 7000 zł, a jeden 24-godzinny bilet wstępu do parku to $45 od osoby plus $30 za samochód. Za najlepszy nocleg autorzy uznali Via Via Guesthouse w Entebbe za $50 za dobę ze śniadaniem, natomiast hotelu Glory Summit w mieście Hoima za $35 za dobę lepiej unikać.
Dwutygodniowy kemping w Ugandzie to absolutnie spektakularne przeżycie, którego nigdy nie zapomniemy. Najczęstsze pytanie, które dostajemy, nie dotyczy jednak przyrody, zwierząt ani Ugandyjczyków. Pytacie nas, ile kosztował nas roadtrip po Ugandzie. Oto nasz itinerarz i szczegółowe wydatki.
Nasza trasa
Tym razem do planowania podeszliśmy nieco „odpowiedzialniej” i rozpisaliśmy sobie przynajmniej, gdzie powinniśmy każdego dnia dotrzeć i co mniej więcej tam zrobić. W trakcie podróży plan kilkakrotnie się zmienił (między innymi dlatego, że Google nie wie, iż większość dróg w Ugandzie nie jest asfaltowa i przejazd zajmuje nie 5 godzin, lecz co najmniej 11,5), ale ostatecznie udało nam się zrealizować wszystko, co zaplanowaliśmy — poza szympansami.
Kemping w Ugandzie – itinerarz noclegów
Planowanie wyjazdu do Ugandy to nie lada wyzwanie, a znalezienie porządnego przewodnika jest jeszcze trudniejsze. Oszczędzimy wam szukania — najlepszy według nas to Uganda Andrew Robertsa, którą możecie zamówić online. Polecamy z całego serca.
Przez większość nocy w Ugandzie kempowaliśmy, choć od czasu do czasu pozwalaliśmy sobie na prawdziwe łóżko. Poniżej szczegółowo opisujemy każdy nocleg. We wszystkich miejscach była ciepła woda, natomiast na wi-fi nie liczcie — niektóre obiekty je reklamowały, ale w praktyce działało tylko w Via Via Guesthouse. Jeśli potrzebujecie stałego dostępu do internetu, warto zaopatrzyć się w ugandyjską kartę SIM z pakietem danych. Alternatywnie sprawdzi się też Holafly lub Yesim — eSIMy działające w Afryce Wschodniej.
Urokliwy guesthouse w Entebbe — tu wylądowaliśmy o trzeciej w nocy. Okazało się, że to najlepsze zakwaterowanie, jakie znaleźliśmy w całej Ugandzie, dlatego wróciliśmy tu również na ostatnią noc.
Cena noclegu: $50 / noc za osobny pokój + śniadanie w cenie
Cena jedzenia: $5–$7 za obiad/kolację
Rezerwacja: Via ViaGuesthouse Via Via – bezpieczna oaza otoczona ogrodzeniem z drutu kolczastego
Dzień 3. Ziwa Rhino Sanctuary
Zatrzymaliśmy się bezpośrednio w parku, z którego wyruszaliśmy na trekking do nosorożców. Spaliśmy stylowo w namiocie, na campingu wielkości boiska piłkarskiego.
Cena kempingu: $10 / osoba (bez śniadania)
Rezerwacja: Ziwarhino.comAbsurdalność kempowania w Ugandzie dotarła do nas, gdy byliśmy na pierwszym campingu zupełnie sami
Dzień 4. + 5. Kemping Red Chilli w Parku Narodowym Murchison Falls
Red Chilli to piękny kemping położony w samym sercu największego ugandyjskiego parku narodowego. Zdecydowanie najlepsza obsługa w całej Ugandzie! To cudowna oaza, zaledwie trzy minuty od promu przez Nil, gdzie rano zaczyna się safari — idealna baza wypadowa.
Z kempingu wyruszyliśmy na półdniowe safari (własnym samochodem) oraz trzygodzinny rejs Nilem.
Cena kempingu: $8 / osoba
Rezerwacja: redchillihidaway.comRestauracja w kempingu z najlepszą obsługą w Ugandzie
Dzień 6. Hotel, którego zdecydowanie warto unikać!
Nie zdążyliśmy przejechać zaplanowanego odcinka i musieliśmy zatrzymać się na noc w hotelu Glory Summit w mieście Hoima. Po pierwsze — hotelu nie znajdziecie, bo na Bookingu i na własnej stronie mają błędny adres. Gdy w końcu traficie, recepcjonistka nie będzie w stanie podać numeru pokoju, nie będzie wiedziała, gdzie serwowane jest śniadanie, ani czy w restauracji jest jeszcze kucharz. Na koniec doliczyła 5% opłaty za płatność kartą. 🙂
Cena noclegu: $35
Golden Summit Hotel
Dzień 7. Góry Rwenzori – Rwenzori Trekkers Hostel
Przed wyruszeniem na dwudniowy trekking w góry skorzystaliśmy z możliwości przenocowania w jednym z pokoi na terenie firmy organizującej wyprawę. Prosty pokój z łóżkiem pod moskitierą spełnił swoje zadanie w stu procentach.
Cena noclegu: $15 / osoba ze śniadaniem (kemping: $8)
Łóżko w hostelu w górach Rwenzori
Dzień 8. Góry Rwenzori – Kalalama Camp
Na dwudniowym trekkingu spaliśmy w obozie, do którego dotarliśmy po siedmiu godzinach marszu i pokonaniu 1800 m przewyższenia.
Cena trekkingu: $250 od osoby (w cenie: przewodnik, tragarze, jedzenie, przekąski, schronisko)
Rezerwacja: rwenzoritrekking.comGdy przewodnik pokazał nam, gdzie będziemy spać, natychmiast zniknął
Dzień 9. Simba Safari Camp
Około półtorej godziny od gór Rwenzori, jakieś 100 m od równika i 10 minut od wejścia do Parku Narodowego Królowej Elżbiety, leży Simba Safari Camp. W restauracji obsługują was jak króla i królową — o ile zamówicie z wyprzedzeniem i zdecydujecie się na co najmniej trzydaniowe menu. 🙂
Cena kempingu: $6 / osoba
Rezerwacja: ugandalodges.comSimba Safari Camp
Po całodniowym safari w parku narodowym zatrzymaliśmy się po drugiej stronie, w tym luksusowym resorcie z widokiem na równiny pełne słoni. Byliśmy jedynymi gośćmi, próbowano nas oskubać, ale ostatecznie wszystko skończyło się dobrze i tak naprawdę nieźle się bawiliśmy. 🙂
Cena kempingu: $10 / osoba
Rezerwacja: qeparkviewlodge.com
Kempowaliśmy w ogrodzie tego hotelu, rano zobaczyliśmy pod nami rodzinę słoni
Dzień 11. Rushaga Gorilla Camp
Jeśli chcecie zobaczyć goryle w Bwindi Impenetrable National Park, musicie zatrzymać się w jednej z okolicznych lodge’y. Warto liczyć się z wyższymi cenami — Ugandyjczycy doskonale wiedzą, że nie ma tu alternatywy.
Cena kempingu: $35 / osoba (ze śniadaniem i jednym daniem głównym)
Rezerwacja: rushaga.com
Dzień 12. + 13. Paradise Eco Hub
To miejsce było nam niezbędne jak tlen. Resort leży na małej wyspie na jeziorze Bunyonyi i ma wszystko, czego w Ugandzie potrzeba.
Za swoje pieniądze dostajecie tu komfort niespotykany w Ugandzie (tym razem nie rozkładaliśmy namiotów) — choć w chatkach nie ma prądu (tylko lampka na baterie), jedzenie trzeba zamawiać kilka godzin wcześniej, żeby zdążyli dopłynąć łódką po składniki, a internet nie działa mimo że figuruje na stronie.
Silas, menedżer resortu i wasz wszechobecny przewodnik, zadba o was od A do Z. Koniecznie wykupcie półdniową wycieczkę ($15/osoba) — Silas zabierze was łódką po okolicznych wyspach, do lokalnej szkoły i na krótki spacer na punkt widokowy.
Cena noclegu: $60 / noc / luxury nest
Rezerwacja: paradiseecohub.comParadise Eco LodgeParadise Eco Lodge
Dzień 14. Mburo Safari Lodge
Na ostatnią noc w Ugandzie zaszaleliśmy. Zgromadziliśmy wszystkie pozostałe szylingi i za $220 kupiliśmy luksusową chatkę z obiadem, kolacją i śniadaniem. Zdecydowanie najlepszy kucharz podczas całego wyjazdu, a obsługa traktowała nas jak VIP-ów. Przed posiłkiem dostaliśmy ciepły, wilgotny ręcznik (!) do umycia rąk — i tak zaczęło się godzinne kulinarne doświadczenie. Godzinne, bo zajęło im to wieki. 😀
Skończyliśmy tam, gdzie zaczęliśmy. 🙂 Wpadliśmy na kilka godzin, zjedliśmy kolację i hurra — do domu.
Ile więc nas to kosztowało?
Uganda kosztowała nas około 2 200 € na osobę. Łącznie z lotami (ok. 440 €), lekami i szczepionkami (które nie mieliśmy żadnych, więc wyszło prawie 200 €/osobę) oraz wejściem na goryle (ok. 400 €/osobę).
Lecieliśmy z Warszawy z przesiadką przez Wiedeń — wyruszając dzień wcześniej, spędziliśmy też jeden dzień i noc w Wiedniu. Taki mały przedwyjazd. 🙂
W podróży nie oszczędzaliśmy specjalnie. Gdzie się dało, rozkładaliśmy namioty, ale z gotowania zrezygnowaliśmy już po pierwszym dniu (ściemnia się za szybko, a komary przenoszące malarię wylatują o 17:00). Dlatego w większości jadaliśmy w restauracjach — wieczorem, rano i w południe.
Kupowaliśmy to, na co mieliśmy ochotę, ale bez przesady. Klasyczne jedzenie w hotelu lub na kempingu to $5–$7, a na ulicy można dostać chapati za grosze, ale nie każdemu uda się to jeść codziennie przez dwa tygodnie. 🙂
Zestawienie kosztów:
Opłaty wstępne biją po kieszeni na każdym kroku
Samo wejście do parków narodowych, za goryle i dwudniowy trekking w góry pochłonęło niemal 1 600 €. Ugandyjczycy mają w zwyczaju pobierać od obcokrajowców wielokrotnie więcej niż od miejscowych. To nie jest naciąganie — takie są oficjalne ceny. Nie jest rzadkością, że za wstęp do parku narodowego na 24 godziny (ani minuty dłużej — przy wyjeździe sprawdza was żołnierz z kałasznikowem) zapłacicie $45 od osoby i kolejne $30 za samochód. Dodajcie do tego koszt noclegu, pomnóżcie przez liczbę dni i robi się naprawdę pokaźna suma.
Lukáš i Lucie polecają
Gdzie się zatrzymać w Ugandzie
6 noclegów — hotele, kempingi i inne opcje zakwaterowania
Porównaliśmy nasze koszty z tym, ile za podobny wyjazd pobiera polska biuro podróży. Znaleźliśmy jedno organizujące bardzo podobną trasę, choć z mniejszą liczbą noclegów (o 4 mniej). Okazało się, że pojechaliśmy do Ugandy za połowę tego, co zapłacilibyście biuru — a zobaczyliśmy znacznie więcej (m.in. dwudniowy trekking do Gór Księżycowych). No i te 4 dodatkowe noce też robią różnicę 😇
Loudavým Krokem
Biuro podróży
Samochód (= swoboda poruszania się)
TAK
NIE
Liczba noclegów
14
10
Goryle w cenie
TAK
NIE (+ ok. 400 € / osoba)
Leki i malaron w cenie
TAK
NIE (+ ok. 200 € / osoba)
Cena łączna
ok. 2 200 €
ok. 3 600 € (+ 600 €)
Lukáš i Lucie polecają
Gdzie spać w Ugandzie
6 noclegów — kempingi, hotele i inne opcje zakwaterowania
Szukaj lotów na Kayaku. To nasza ulubiona wyszukiwarka, ponieważ przeszukuje strony wszystkich linii lotniczych i zawsze znajduje najtańsze połączenie.
Rezerwuj noclegi mądrze
Najlepsze doświadczenia w wyszukiwaniu noclegów (od Alaski po Maroko) mieliśmy z Booking.com, gdzie hotele, apartamenty i całe domy są zwykle najtańsze i dostępne w najszerszej ofercie.
Nie zapomnij o ubezpieczeniu podróżnym
Dobre ubezpieczenie podróżne ochroni Cię przed chorobą, wypadkiem, kradzieżą lub anulowaniem lotów. Odwiedziliśmy już kilka szpitali za granicą, więc wiemy, jak ważne jest mieć porządne ubezpieczenie.
Gdzie się ubezpieczamy: SafetyWing (najlepsze dla wszystkich) i TrueTraveller (na wyjątkowo długie podróże).
Dlaczego nie polecamy żadnego polskiego ubezpieczyciela? Ponieważ mają zbyt wiele ograniczeń. Ustalają limity liczby dni za granicą, w przypadku ubezpieczenia z karty kredytowej wymagają często opłacania kosztów leczenia tylko daną kartą i często ograniczają liczbę powrotów do Polski.
Znajdź najlepsze atrakcje
Get Your Guide to ogromny rynek online, gdzie możesz zarezerwować spacery z przewodnikiem, wycieczki, bilety skip-the-line, oprowadzania i wiele więcej. Zawsze znajdujemy tam coś dodatkowo fajnego!